08.10.2024, 19:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 10:21 przez Anthony Shafiq.)
Miał swoje powody, by do niej nie podchodzić i niekoniecznie była to obawa przed ewentualną pułapką. Wbrew podejrzeniom panny Longbottom, Shafiq dbał by nie epatować własną słabością, a tą niewątpliwie był wykorzystany przez gospodarza daltonizm. Ale cudowna łowczyni zgodziła się nieświadomie być jego oczami, dokończyć zagadkę, której on przez własną ułomność nie mógł rozwiązać.
– Nie, nie... to element gry. – Aż złapał ją za rękę, by upewnić się, że nie dojdzie do drzwi. Jeśli tylko rozejrzała się po biblioteczce dostrzegła, że obrazki i książki wróciły na swoje miejsce, gdy układała w odpowiedniej kolejności podstawki.
Był teraz mniej stonowany, ale też zdecydowanie bardziej szczery w swoim entuzjazmie. Stalowe oczy lśniły ekscytacją, gdy pociągnął ją w stronę jednego z okien.
– Osoba, która znajdzie mój list będzie mieć nieco łatwiej w zagadce, którą teraz muszę zorganizować w swojej posiadłości. – wyjaśnił, niepewnie spoglądając na okiennice, której zasłonę odsunął. – Ale musi do niej dojść sama. – Zwątpił wyglądając za zasłonę i przygryzł swoim przydługim kłem dolną wargę. Zdecydowanie TO nie była jego dziedzina. – Czy uczyniłaby mi pani honory i dała przykład jak się tam przedostać? Niestety, wampiry wciąż nie odkryły jak zmieniać się w nietoperze – poprosił w akompaniamencie szarpania drzwi, które nagle ustało. W jego miejsce weszły cyknięcia magicznej, niewidocznej kłódki.
– Nie, nie... to element gry. – Aż złapał ją za rękę, by upewnić się, że nie dojdzie do drzwi. Jeśli tylko rozejrzała się po biblioteczce dostrzegła, że obrazki i książki wróciły na swoje miejsce, gdy układała w odpowiedniej kolejności podstawki.
Był teraz mniej stonowany, ale też zdecydowanie bardziej szczery w swoim entuzjazmie. Stalowe oczy lśniły ekscytacją, gdy pociągnął ją w stronę jednego z okien.
– Osoba, która znajdzie mój list będzie mieć nieco łatwiej w zagadce, którą teraz muszę zorganizować w swojej posiadłości. – wyjaśnił, niepewnie spoglądając na okiennice, której zasłonę odsunął. – Ale musi do niej dojść sama. – Zwątpił wyglądając za zasłonę i przygryzł swoim przydługim kłem dolną wargę. Zdecydowanie TO nie była jego dziedzina. – Czy uczyniłaby mi pani honory i dała przykład jak się tam przedostać? Niestety, wampiry wciąż nie odkryły jak zmieniać się w nietoperze – poprosił w akompaniamencie szarpania drzwi, które nagle ustało. W jego miejsce weszły cyknięcia magicznej, niewidocznej kłódki.