09.10.2024, 00:06 ✶
Scena - Widownia
z Lorraine, Baldwinem, Calanthe i Desmondem
Uwielbiał wsłuchiwać się w oklaski. Przez dłuższą chwilę zapomniał, że stoi na scenie z całą resztą wykonawców - liczył się tylko on, spojrzenia widzów oraz aplauz, w którym tonęły zmysły. Dopiero wylewna reakcja panny Avery wyrwała go z samozachwytu i upajania się własnym sukcesem. Złapał ją w talii, pewnie kładąc dłonie tak, aby przycisnął ciało młodej kobiety do siebie, acz nie przesadnie, być może odrobinę zaczepnie.
Uśmiechnął się do niej perliście, słysząc płynące z barwą jej głosu pochwały pod swoim adresem.
- Nie jestem bez serca, skoro jest za moim talentem na tyle tęskno, grzechem byłoby nie dołączenie do Muzy po raz kolejny, zwłaszcza po dzisiejszych owocnych występach - odparł w stronę blondynki, gdy ta wspomniała o swojej ciotce.
Odwrócił głowę w stronę reszty wykonawców.
- Nawet jakbyś zatańczyła nago, występ nie straciłby uroku - mrugnął zalotnie do tancerki, chcąc jej jednocześnie przekazać, że rozumie jej rozczarowanie wykonawcą stroju. Sam wolałby nie być kojarzony z promowaniem sztuki osób o takim statusie krwi. Wolał jednak nie wypowiadać się na ten temat na głos - już wystarczający rozgłos przyniosł rodowi szkalując własną ciotkę.
Czując delikatność skóry Lorraine, spojrzał w jej oraz Baldwina stronę, tylko po to, aby samemu stać się otwartą księgą emocji. Uniósł idealnie ukształtowane brwi i pozwolił sobie na wyrażenie dezaprobaty gestami Baldwina Malfoya. Na litość Merlina, niechże bierze którąkolwiek kobietę na stole w namiocie bankietowym, jeżeli taka byłaby jego wola, ale nie Lorraine!
Oleander poczuł się dogłębnie dotknięty, już otwierał usta, aby spuścić ze smyczy ogary ostrych słów, ale Baldwin poszedł o krok dalej, decydując się znieść Lorraine ze sceny; fakt, że on sam nie był w centrum uwagi ubodło go nawet bardziej niż wcześniejsze występki aktora. Crouch zgrzytnął zębami, pozwalając by na jego ładną buzię wkradł się grymas rozgoryczenia.
W podskokach przeszedł przez dzielącą brzeg od sceny wodę przekładając bukiet białych kwiatów przez ramię. Nie szukał też w tłumie matki ani Severine, teraz miał inny cel, a była nim krucjata tego, który zabrał mu atencję (oraz Lorraine).
Ku swojemu zaskoczeniu, podążając za Baldwinem i Lorraine, znalazł się obok Desmonda i Calanthe, oraz Severine i matki, które w tle rozmawiały z grupą innych czarodziejów.
- Baldwin, czyś ty do reszty zmysły stracił? Ja jestem w pełni świadom wdzięków Lorraine, ale aby mnie tak w tyle zostawiać? To się nie godzi - zbeształ drugiego chłopaka żartobliwie, choć Malfoy mógł zobaczyć w spojrzeniu zielonych oczu, że Crouch widział w jaki sposób ten dotykał swojej kuzyki.
- Desmond, jak się cieszę, że cię widzę. Podobało ci się, prawda? Mówiłem ci, że nie pożałujesz całego czasu spędzonego na szykowaniu się - spojrzenie Oleandra musnęło twarz Desmonda, jakby Crouch nie mogł się powstrzymać, aby oderwać od niego wzrok. Zaraz jednak, pod naporem silnej woli, skupił się na nasyzjniku Calanthe.
- Oh, czyli faktycznie poszedłeś za moją radą? Pochlebia mi to. Calanthe, do twarzy ci w tej biżuterii, idealnie dopasowuje się z kreacją - uśmiechnął się do siostry Baldwina ciepło, jednocześnie powstrzymując ją i Desmonda przed odejściem od grupy.
Rzut na percepcje - o czym rozmawia matka i co ludzie mowia o nim samym
z Lorraine, Baldwinem, Calanthe i Desmondem
Uwielbiał wsłuchiwać się w oklaski. Przez dłuższą chwilę zapomniał, że stoi na scenie z całą resztą wykonawców - liczył się tylko on, spojrzenia widzów oraz aplauz, w którym tonęły zmysły. Dopiero wylewna reakcja panny Avery wyrwała go z samozachwytu i upajania się własnym sukcesem. Złapał ją w talii, pewnie kładąc dłonie tak, aby przycisnął ciało młodej kobiety do siebie, acz nie przesadnie, być może odrobinę zaczepnie.
Uśmiechnął się do niej perliście, słysząc płynące z barwą jej głosu pochwały pod swoim adresem.
- Nie jestem bez serca, skoro jest za moim talentem na tyle tęskno, grzechem byłoby nie dołączenie do Muzy po raz kolejny, zwłaszcza po dzisiejszych owocnych występach - odparł w stronę blondynki, gdy ta wspomniała o swojej ciotce.
Odwrócił głowę w stronę reszty wykonawców.
- Nawet jakbyś zatańczyła nago, występ nie straciłby uroku - mrugnął zalotnie do tancerki, chcąc jej jednocześnie przekazać, że rozumie jej rozczarowanie wykonawcą stroju. Sam wolałby nie być kojarzony z promowaniem sztuki osób o takim statusie krwi. Wolał jednak nie wypowiadać się na ten temat na głos - już wystarczający rozgłos przyniosł rodowi szkalując własną ciotkę.
Czując delikatność skóry Lorraine, spojrzał w jej oraz Baldwina stronę, tylko po to, aby samemu stać się otwartą księgą emocji. Uniósł idealnie ukształtowane brwi i pozwolił sobie na wyrażenie dezaprobaty gestami Baldwina Malfoya. Na litość Merlina, niechże bierze którąkolwiek kobietę na stole w namiocie bankietowym, jeżeli taka byłaby jego wola, ale nie Lorraine!
Oleander poczuł się dogłębnie dotknięty, już otwierał usta, aby spuścić ze smyczy ogary ostrych słów, ale Baldwin poszedł o krok dalej, decydując się znieść Lorraine ze sceny; fakt, że on sam nie był w centrum uwagi ubodło go nawet bardziej niż wcześniejsze występki aktora. Crouch zgrzytnął zębami, pozwalając by na jego ładną buzię wkradł się grymas rozgoryczenia.
W podskokach przeszedł przez dzielącą brzeg od sceny wodę przekładając bukiet białych kwiatów przez ramię. Nie szukał też w tłumie matki ani Severine, teraz miał inny cel, a była nim krucjata tego, który zabrał mu atencję (oraz Lorraine).
Ku swojemu zaskoczeniu, podążając za Baldwinem i Lorraine, znalazł się obok Desmonda i Calanthe, oraz Severine i matki, które w tle rozmawiały z grupą innych czarodziejów.
- Baldwin, czyś ty do reszty zmysły stracił? Ja jestem w pełni świadom wdzięków Lorraine, ale aby mnie tak w tyle zostawiać? To się nie godzi - zbeształ drugiego chłopaka żartobliwie, choć Malfoy mógł zobaczyć w spojrzeniu zielonych oczu, że Crouch widział w jaki sposób ten dotykał swojej kuzyki.
- Desmond, jak się cieszę, że cię widzę. Podobało ci się, prawda? Mówiłem ci, że nie pożałujesz całego czasu spędzonego na szykowaniu się - spojrzenie Oleandra musnęło twarz Desmonda, jakby Crouch nie mogł się powstrzymać, aby oderwać od niego wzrok. Zaraz jednak, pod naporem silnej woli, skupił się na nasyzjniku Calanthe.
- Oh, czyli faktycznie poszedłeś za moją radą? Pochlebia mi to. Calanthe, do twarzy ci w tej biżuterii, idealnie dopasowuje się z kreacją - uśmiechnął się do siostry Baldwina ciepło, jednocześnie powstrzymując ją i Desmonda przed odejściem od grupy.
Rzut na percepcje - o czym rozmawia matka i co ludzie mowia o nim samym
Rzut O 1d100 - 90
Sukces!
Sukces!
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦