09.10.2024, 03:23 ✶
Isaac uśmiechnął się pod nosem, mimo że jego dłonie i twarz piekły od licznych zadrapań. Cała ta sytuacja z kotem wydała mu się w pewien sposób zabawna, a już zwłaszcza teraz, gdy emocje opadły. Z wdzięcznością spojrzał na Ritę, która w końcu uwolniła jego ręce ze sznurów. Zmieszał się lekko i zaśmiał cicho pod nosem, kiedy nazwała go "panem".
-Myślałem, że już ustaliliśmy, że jesteśmy na "ty".- Zauważył, poprawiając rękaw brudnej koszuli i patrząc na swoje zakurzone spodnie. Krew na jego policzku ledwo się sączyła, ale ślady pazurów kotka nadal były wyraźnie widoczne. Pomimo tego, Isaac zachowywał swój pogodny nastrój. Zawsze starał się patrzeć na świat przez pryzmat humoru, nawet kiedy sytuacja wydawała się trudna lub niezręczna. Rita chyba też już zauważyła, że nic nie jest w stanie zepsuć jego dobrego humoru.
-Nprawdę, wszystko w porządku. Kot po prostu miał więcej energii, niż przypuszczałem. I jak widać, jestem przygotowany na przyjęcie kolejnych takich wyzwań.- Zakończył z rozbawieniem, choć nieco się skrzywił, kiedy dotknął jedno z głębszych zadrapań które miał na ramieniu. Jego spojrzenie przeniosło się na przechodniów, którzy wcześniej przyglądali się całej sytuacji. Większość ludzi już się rozeszła, a kotek bezpiecznie siedział w wózku, jakby cała ta akcja nigdy się nie wydarzyła. Isaac nie mógł się powstrzymać od lekkiego śmiechu, gdy wyobraził sobie, co musieli myśleć ci wszyscy obserwatorzy. Pokręcił głową i wyciągnął różdżkę, żeby jednym prostym zaklęciem zmyć z siebie cały ten brud.
-No dobrze, skoro kot uratowany, a ja przetrwałem, może warto się nagrodzić filiżanką herbaty?- Zaproponował.-Oczywiście, jeżeli po tych emocjach wciąż masz ochotę na spokojny moment. Ale wcześniej muszę jeszcze zapytać, panienko Rito, jak się czujesz w zaklęciach lecących? Trochę szkoda mi czasu na wizytę w świętym Mungu, a kilka zadrapań trochę piecze.- Powiedział, dotykając się palcami po twarzy i marszcząc delikatnie brwi. Tak - zdecydowała nie wyglądał na kogoś, kto niedawno wyszedł z księgarni...
-Myślałem, że już ustaliliśmy, że jesteśmy na "ty".- Zauważył, poprawiając rękaw brudnej koszuli i patrząc na swoje zakurzone spodnie. Krew na jego policzku ledwo się sączyła, ale ślady pazurów kotka nadal były wyraźnie widoczne. Pomimo tego, Isaac zachowywał swój pogodny nastrój. Zawsze starał się patrzeć na świat przez pryzmat humoru, nawet kiedy sytuacja wydawała się trudna lub niezręczna. Rita chyba też już zauważyła, że nic nie jest w stanie zepsuć jego dobrego humoru.
-Nprawdę, wszystko w porządku. Kot po prostu miał więcej energii, niż przypuszczałem. I jak widać, jestem przygotowany na przyjęcie kolejnych takich wyzwań.- Zakończył z rozbawieniem, choć nieco się skrzywił, kiedy dotknął jedno z głębszych zadrapań które miał na ramieniu. Jego spojrzenie przeniosło się na przechodniów, którzy wcześniej przyglądali się całej sytuacji. Większość ludzi już się rozeszła, a kotek bezpiecznie siedział w wózku, jakby cała ta akcja nigdy się nie wydarzyła. Isaac nie mógł się powstrzymać od lekkiego śmiechu, gdy wyobraził sobie, co musieli myśleć ci wszyscy obserwatorzy. Pokręcił głową i wyciągnął różdżkę, żeby jednym prostym zaklęciem zmyć z siebie cały ten brud.
-No dobrze, skoro kot uratowany, a ja przetrwałem, może warto się nagrodzić filiżanką herbaty?- Zaproponował.-Oczywiście, jeżeli po tych emocjach wciąż masz ochotę na spokojny moment. Ale wcześniej muszę jeszcze zapytać, panienko Rito, jak się czujesz w zaklęciach lecących? Trochę szkoda mi czasu na wizytę w świętym Mungu, a kilka zadrapań trochę piecze.- Powiedział, dotykając się palcami po twarzy i marszcząc delikatnie brwi. Tak - zdecydowała nie wyglądał na kogoś, kto niedawno wyszedł z księgarni...