09.10.2024, 11:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.10.2024, 10:22 przez Anthony Shafiq.)
Brenna nie musiała tego wiedzieć. Może z czasem dowiedziała się o przypadłości przypadkiem, od kogo zupełnie innego, tłumaczącego czemu pan Shafiq nie lubuje się w malarstwie. Może dopiero miała się dowiedzieć o tej ułomności, która tym razem nie stanęła mu na drodze.
Anthony Shafiq miał wiele zalet, choć z oczywistych względów znał swoje ograniczenia. Znał też mimo wszystko siłę sieci, siłę współzależności i tego, że natura obdarzyła wieloma talentami wielu różnych ludzi. Nigdy tego nie lekceważył, a umiejętne dobieranie współpracowników zawsze opłacało mu się podwójnie.
Dziś chodziło tylko o oczy, co mogło przynieść jutro?
– Wspaniale! Nie traćmy czasu – wyglądał teraz jak podekscytowany nastolatek o poranku w Yule, choć prawda była taka, że gdy był nastolatkiem nigdy tak otwarcie nie wyrażał entuzjazmu. Nie miał po temu najmniejszego powodu. Podążył za swoją łowczynią i ani słowem się nie zająknął, przemieszczając gzyms i kurczowo ściskając winorośle i drewniane żebrowanie po którym się wspinały zielone wici.
Był jeden moment w którym ręka wilgotna od potu omsknęła mu się na chwilę, ale zaraz potem przylgnął do ściany i gdy w końcu dostali się na wybrany przez Brennę balkon, szczęśliwie pusty. Anthony pospiesznie sięgnął do kieszeni po chusteczkę by przetrzeć swoje dłonie, wyraźnie niekontent z brudu, który na nich pozostawiał. Zaraz jednak się zmiarkował i ukłonił nisko przed panną Longbottom.
– Masz moją wdzięczność panno Helsing. Dziękuję za taniec i za tą małą szardę. To była czysta przyjemność. – słowa głado układały się na języku, ale nie dał odczuć w nich szyderstwa. Jego oczy iskrzyły, a dyplomata zdawał się być bardzo ukontentowany całą przygodą. Wieczór zdawał się też mu nie smakować tak bardzo teraz, gdy jego punkt kulminacyjny miał za sobą, więc nie minęło dużo czasu, by wampir Shafiq rozpłynął się w powietrzu jak mgła.
Kilka dni później, kilka osób dopytywało Brennę, czy to nie dzień jej urodzin. Na biurku w ministerstwie pysznił się bowiem piętrowy czekoladowy tort przełożony kremem malinowym. Ciasto okazało się intensywnym aromacie brownie, krem nadawał mu lekkości i mimo słody niósł też w perfekcyjnym balansie kwaskowatość. Do prezentu dołączona była czerwona róża z niewielkim bilecikiem:
![[Obrazek: zizECSx.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=zizECSx.jpeg)
Anthony Shafiq miał wiele zalet, choć z oczywistych względów znał swoje ograniczenia. Znał też mimo wszystko siłę sieci, siłę współzależności i tego, że natura obdarzyła wieloma talentami wielu różnych ludzi. Nigdy tego nie lekceważył, a umiejętne dobieranie współpracowników zawsze opłacało mu się podwójnie.
Dziś chodziło tylko o oczy, co mogło przynieść jutro?
– Wspaniale! Nie traćmy czasu – wyglądał teraz jak podekscytowany nastolatek o poranku w Yule, choć prawda była taka, że gdy był nastolatkiem nigdy tak otwarcie nie wyrażał entuzjazmu. Nie miał po temu najmniejszego powodu. Podążył za swoją łowczynią i ani słowem się nie zająknął, przemieszczając gzyms i kurczowo ściskając winorośle i drewniane żebrowanie po którym się wspinały zielone wici.
Był jeden moment w którym ręka wilgotna od potu omsknęła mu się na chwilę, ale zaraz potem przylgnął do ściany i gdy w końcu dostali się na wybrany przez Brennę balkon, szczęśliwie pusty. Anthony pospiesznie sięgnął do kieszeni po chusteczkę by przetrzeć swoje dłonie, wyraźnie niekontent z brudu, który na nich pozostawiał. Zaraz jednak się zmiarkował i ukłonił nisko przed panną Longbottom.
– Masz moją wdzięczność panno Helsing. Dziękuję za taniec i za tą małą szardę. To była czysta przyjemność. – słowa głado układały się na języku, ale nie dał odczuć w nich szyderstwa. Jego oczy iskrzyły, a dyplomata zdawał się być bardzo ukontentowany całą przygodą. Wieczór zdawał się też mu nie smakować tak bardzo teraz, gdy jego punkt kulminacyjny miał za sobą, więc nie minęło dużo czasu, by wampir Shafiq rozpłynął się w powietrzu jak mgła.
***
Kilka dni później, kilka osób dopytywało Brennę, czy to nie dzień jej urodzin. Na biurku w ministerstwie pysznił się bowiem piętrowy czekoladowy tort przełożony kremem malinowym. Ciasto okazało się intensywnym aromacie brownie, krem nadawał mu lekkości i mimo słody niósł też w perfekcyjnym balansie kwaskowatość. Do prezentu dołączona była czerwona róża z niewielkim bilecikiem:
Fortes fortuna adiuvat
![[Obrazek: zizECSx.jpeg]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=zizECSx.jpeg)
Aktywność fizyczna I - przechadzka po gzymsie
Rzut O 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 25
Akcja nieudana
Akcja nieudana