- Coś czuję, że szybko tego nie zapomnisz. - Przewróciła jedynie oczami, wiedziała, że będzie bardzo często wracał do tych wypowiedzianych przez nią wcześniej słów. Sama do tego doprowadziła, to chyba było najgorsze. Nic nie mogła jednak z tym zrobić, wtedy było między nimi dziwnie i próbowała w jakikolwiek sposób to uporządkować. Jakoś sobie z tym poradzi, to napuszenie było jednak całkiem zabawne. - Zresztą nie wydaje mi się, aby moje słowa miały, aż takie znaczenie i bez nich wydajesz się być bardzo pewien swoich atutów. - Tak, nie brakowało mu pewności siebie, zresztą nie ma się, co dziwić. - I nie, nie musisz kontynuować, obejdzie się. - Bardzo dobrze pamiętała to wszystko, co mu powiedziała, nie musiał jej o tym przypominać.
- Zdaję sobie sprawę z tego jaką jestem szczęściarą.- Wolała to podkreślić, żeby nie brnęli dalej w ten temat. Jednak całkiem skutecznie odsunął jej myśli od tych spotkań, które mieli odbyć w najbliższym czasie.
Trochę podziwiała go za ten samozachwyt, zdecydowanie ona nie należała do osób, które miały tendencje do mówienia o sobie w ten sposób. Brakowało jej tej pewności siebie, przez to bardzo często po prostu udowadniała czynami swoją wartość, to była jej metoda. Lubiła pokazywać na co ją stać, nie musiała sięgać po słowa.
Przypatrywała mu się przez chwilę, nieco zdziwiona. Nie spodziewała się bowiem, że dla niego to też będzie pierwszy raz. Wydawało jej się, że powinien mieć już jakieś doświadczenie związane z przyprowadzaniem dziewcząt do domu. Był od niej starszy, spodziewała się więc, że to już jest za nim. W sumie dzięki temu poczuła się nieco pewniej, musiała być dla niego w pewien sposób wyjątkowa, skoro to akurat ją chciał przedstawić swojej rodzinie. Na pewno nie zrobiłby tego pochopnie, skoro wcześniej się na to nie zdecydował. Trochę podbudowało to jej ego.
- Może faktycznie nie będzie tak źle, potraktują mnie jako ratunek. - Przed jego statusem kawalera. Miała świadomość, że po przekroczeniu pewnego wieku rodziny mogą robić się nieco zbyt wścibskie, oraz, że mogą próbować się wtrącać. U kobiet ta granica wieku przesuwała się jeszcze niżej. Nie do końca to akceptowała, te konwenanse nigdy do niej nie przemawiały. Zmuszanie do zamążpójścia tylko po to, by uniknąć staropanieństwa. Mimo swojego dosyć specyficznego jak dotąd podejścia do relacji, czy związków wierzyła w małżeństwa z miłości, wydawało jej się, że mogłoby ich być zdecydowanie więcej, gdyby rodziny dawały swoim dzieciom więcej czasu na znalezienie odpowiedniego kandydata. Aktualnie większość musiała godzić się na to, że dostawała kota w worku, nigdy nie wiadomo, czego powinni się spodziewać.
- Nie zamierzam walczyć o status ulubionego członka rodziny. - Miała być jego ulubionym człowiekiem, a nie ich. Na tamtym w ogóle jej nie zależało. Nie potrzebowała niewiadomo jak wielkiej sympatii, wystarczyło, żeby pogodzili się z tym, że Ambroise stał się jej. Zresztą oni razem kiedyś mogli stworzyć swoją rodzinę, to wydawało jej się zdecydowanie bardziej atrakcyjne od dołączania do tej, która już istniała. Zaczęła o tym myśleć przez to, że powiedział o tym w ten sposób, jakby faktycznie mogli być rodziną. Były to bardzo daleko wybiegające plany na przyszłość, ale ich nie wykluczała. To było dla niej kolejną nowością, bo jeszcze kilka miesięscy temu nawet nie zakładała, że mogłaby być z kimś na stałe. Nie wydawało jej się, aby sposób na życie który wybrała nadawał się do tego, by myśleć w ogóle o takich rzeczach. Jak widac punkt widzenia zależał od punktu siedzenia. Teraz nie odrzucała takiej możliwości, ba zaczynała naginać swoje przyzwyczajenia, aby móc się chociaż nieco dostosować, a to było wiele, przynajmniej jak na nią.
- Tak, obietnica, kolejna. - Pojawiało się ich coraz więcej, nie przerażało jej to wcale. Zamierzała dotrzymać ich wszystkich i spełniać je, każdą po kolei. Zaskoczy go kiedyś i przywiezie tutaj na dłużej, jedynym mankamentem tego planu było to, że będzie się musiała zorientować, jak wygląda jego grafik, więc nie do końca będzie mogło to być niespodzianką, a szkoda, bo przecież obiecała mu też to, że będzie go zaskakiwać. Jakoś pewnie uda jej się to obejść, będzie musiała przygotować plan, co również nie było dla niej czymś prostym do zrobienia, bo zazwyczaj po prostu robiła to na co miała ochotę w danej chwili, będzie musiała nieco zmienić przyzwyczajenia - znowu.
- Cóż, może jeszcze będziemy mieli szansę to sprawdzić, chociaż wolałabym jednak unikać takich sytuacji. - Nie seksu, oczywiście, ale tej wściekłości, którą wtedy do niego czuła. Nie do końca odpowiadało jej to, jak się wtedy traktowali. Czuła, że nie powinni byli podążać tą ścieżką, na szczęście mieli to już za sobą. Nie zamierzała doprowadzać do podobych sytuacji w przyszłości. Wiedziała, że kłótnie w ich przypadku były nieuniknione, ale wolała, aby wyjaśniali sobie wszystko od razu, nie chciała marnować kolejnych lat na niepotrzebne niesnaski. Potrafili żywić urazę bardzo długo, miała nadzieję, że nigdy tego nie powtórzą. Zresztą wcale nie przeszkadzało jej to, że nie wracali do tych nieprzyjemnych chwil, zdecydowanie wolała się cieszyć tym dobrym czasem, na nim skupić i z niego brać jak najwięcej.
A brała ile tylko mogła, cieszyła się każdą spędzoną wspólnie chwilą, jakby bała się, że kiedyś może go przy niej zabraknąć, chociaż nie dawał jej ku temu powodów. Gdzieś tam zawsze pozostawała jednak ta doza niepewności, co jeśli kiedyś mu się znudzi, jeśli nie będzie jej już chciał? Te obawy pojawiały się rzadko, ale nie potrafiła się ich całkowicie pozbyć. Za bardzo jej na nim zależało.
- Wspaniale. - Nic więcej nie potrzebowała, to zapewnienie jej wystarczało, zresztą przecież postanowił ją przedstawić rodzinie, nigdy jeszcze tego nie robił, to też wiele dla niej znaczyło. Te wszystkie gesty po które sięgał. Wiedziała, że jest dla niego kimś i nie musiał określać tego po imieniu. To było zbędne, sama nie spodziewała się po sobie takiego wybuchu szczerości, jednak chciała, żeby wiedział o tym, że i on dla niej wiele znaczył, że to co zaczęli razem stwarzać zaczynało być sensem jej życia. Może była to dosyć brutalna prawda, bo nigdy nie spodziewała się tego, że kiedyś ktokolwiek stanie się jej centrum wszechświata, ale to się działo i nie miała zamiaru udawać, że wcale tak nie jest.
- Jeśli chcesz, to zupełnie inna sprawa. - Nie zamierzała na niego naciskać w żaden sposób, zmieniać tego, jaką był osobą. Zaakceptowała go i chciała w swoim życiu dokładnie takim, jakim był. Nie mogła wymagać od niego tego, że będzie robił coś wbrew sobie. Skoro jednak chciał to zmieniało postać rzeczy, właściwie ona też chciała być innym, lepszym człowiekiem dla niego. Co te dziwne uczucie potrafiło zrobić z ludźmi...
- Jasne, nie ma sprawy, chętnie skorzystam z tej możliwości, możesz na mnie liczyć. - Powiedziała, jakby to nie było dla niej żadnym problemem. Oczywiście nigdy w życiu by nikogo nie zabiła (nie celowo), nie spodziewała się też, że mógłby trafić do Lecznicy, chociaż właściwie nigdy nie mów nigdy, czyż nie? Kto wie do jakiego stanu go kiedyś doprowadzi... Yaxleyówna potrafiła niszczyć wszystko wokół siebie, oczywiście nie zamierzała testować wytrzymałości psychicznej Ambroisa, ale nie mogła być pewna, że nie doprowadzi go do granicy. Póki co jednak starała się być jak najlepszą wersją siebie.
Debiut towarzyski... ten zdecydowanie miała już dawno za sobą. Nie pamiętała właściwie od ilu lat pojawiała się na tych wszystkich przyjęciach, sabatach jako obiekt, który inni mogli oglądać. Wiedziała jak się zachować podczas takich sytuacji, miała świadomość, jak powinna wyglądać, żeby nie być wytykana palcami, aby się wpasowywać, chciała jednak trochę go zaczepić tę opcją, o której wspomniała. Nie miałaby problemu z tym, aby pojawić się tam w spodniach tylko dlatego, żeby się z nim podroczyć. - Wystarczy jedno twoje słowo, a włożę dla ciebie tę sukienkę. - Niech ma świadomość, że nie miała problemu z tym, aby spełniać jego prośby, wystarczyło, żeby o nich wspominał i jasno jej dał znać o tym, czego od niej oczekuje. Była w stanie się dostosować, no może gdyby ją ładnie poprosił to już w ogóle nie miałaby żadnych obiekcji. Postarałby się wtedy z wyborem najbardziej odpowiedniej sukienki.
Aktualnie mieli całkiem dużo planów związanych z ciekawym spędzaniem czasu. Czekali na te zmianę w ich relacji tak długo, że nie dziwiło jej wcale to, że zamierzali korzystać ze wszystkich możliwości jakie się pojawiały. Bardzo dobrze, zbyt długo z tym zwlekali, a w końcu mogli dać upust temu wszystkiemu, co rosło w nich przez miesiące. To nie tak, że łączyła ich wyłącznie fizyczność i pożądanie, które ich zaślepiało. Spędzili przecież tygodnie tylko i wyłącznie na rozmowach, kiedy się ze sobą tylko przyjaźnili.
Była zmęczona, ale było to całkiem przyjemne zmęczenie, zresztą doprowadziło ich do tymczasowego zaspokojenia żądzy, która się pojawiła. Wiedziała, że niedługo do nich wróci, nie umiała nad tym panować, kiedy znajdowała się blisko niego, na szczęście potrafili sobie razem z tym radzić. Nie musiała dłużej z tym walczyć, mogli korzystać z każdej okazji, która się nadarzała. Czuła, że w najbliższym czasie może się ich pojawić ogromna ilość. Byli w końcu sami, zamknięci w chatce na zadupiu. Co innego mogli tu robić? Szczególnie przy tym, co się między nimi pojawiło. To aż prosiło się o wykorzystanie tego danego im czasu w odpowiedni sposób.
Jej nogi dotknęły podłogi, poczuła chłód, który powoli zaczynał wypełniać jej całe ciało. Oddech już był spokojny, powoli wracała na ziemię z tego raju, w którym utknęła jeszcze chwilę wcześniej. Spoglądała mu w oczy przez dłuższą chwilę, mógł zauważyć błysk w jej spojrzeniu, na twarzy również pojawił się uśmiech. - Myślę, że ta komoda powinna tutaj zostać. - Dodała wreszcie, aby wypełnić panującą między nimi ciszę. Nie lubiła milczeć, czuła się wtedy nieswojo, a nie zamierzała w żaden sposób komentować tego, co między nimi zaszlo, tutaj nie były potrzebne słowa.
Wysunęła się w końcu z jego ramion, rozprostowała mięśnie, które były zmęczone tym, co między nimi zaszło. Sięgnęła po jego koszulkę, którą dostrzegła jako pierwszą na podłodze i naciągnęła ją na siebie. Niby nie musiała tego robić, ale jakoś tak pewniej czuła się, kiedy miała na sobie chociaż skrawek materiału.