09.10.2024, 13:06 ✶
Brew Greengrassa mimowolnie powędrowała trochę wyżej w kierunku linii jego włosów, kiedy do jego uszu dotarła ta osobliwa wymiana zdań między jego kuzynem (w tym wypadku po wstępnym przywitaniu ponownie gładko potraktowanym przez Ambroisa jak oficjalny przedstawiciel Ministerstwa, więc nie miał mieć tu taryfy ulgowej) a przedstawicielką zarządu Towarzystwa Herbologicznego (którą także lubił, ale w tym momencie zaczynał traktować z większym powątpiewaniem wynikającym z rażąco niepoważnego podejścia).
Jasne. On również był pasjonatem skorym do jak najszybszego przyjrzenia się nowemu odkryciu, ale no właśnie: to był nowy okaz. A raczej każdy doświadczony botanik wiedział, że do takich należy podchodzić z naukowym dystansem. Czasami wręcz nazbyt ostrożnym, ale przezorny był zawsze ubezpieczony, prawda? To nie był ich przełomowy eksperyment tylko coś, co jeśli dobrze rozumiał, a raczej nie miał problemów ze słuchem, już wcześniej narobiło problemów.
- Pozwolę sobie uprzejmie przypomnieć, że jesteśmy poważnym towarzystwem -nie bandą podekscytowanych szczylów rzucających się z rękami do macania nowych okazów roślin, tego już nie musiał dodawać. - Jeżeli ktoś z tu obecnych wysuwa jakiekolwiek obiekcje wobec dalszego planu postępowania, należy wyjaśnić nurtujące go kwestie i zażegnać wątpliwości. W miarę możliwości, oczywiście - stwierdził bez przejęcia, obdarzając spojrzeniem zarówno Selwyna jak i Abbott z Urquartem.
Był całkiem uprzejmie chłodny, nawet nie unosząc przy tym brwi ani nie zmieniając neutralnego wyrazu twarzy, choć osobliwe podejście starszej badaczki i jej towarzysza zdecydowanie nie było na miejscu.
Nie lubił Urquarta i raczej uważał, że jeśli mężczyźnie udaje się zrobić już coś względnie korzystnego to wyłącznie przez przypadek i nieprzewidziane zrządzenie losu. Natomiast w przypadku damy, Ambroise raczej kojarzył ją z bycia znacznie rozsądniejszą. Całkiem profesjonalną i skorą do prowadzenia dyskusji, nie zaś lekceważącego machania ręką.
Czyżby całkowicie zaczęła dziecinnieć przestając prezentować sobą poziom godny głowy stowarzyszenia?
Nie podobała mu się ta myśl, ponieważ lubił panią Abbott i uważał, że miała jeszcze wiele do przekazania, natomiast w tym momencie przestawał ufać jej osądowi. Miał również inne zobowiązania, Towarzystwo Herbologiczne nie było jego głównym źródłem zarobku (tak właściwie to wyłącznie pożerało jego pieniądze, nawet jeśli dobrowolnie na to pozwalał) i pobyt w Mungu jako pacjent, nie uzdrowiciel nie jawił mu się jako doskonały plan spędzenia kolejnych dni.
Może bywał porywczy w innych kwestiach, ale do zielarstwa podchodził z chłodnym rozsądkiem. Dostrzegając, że w tym wszystkim musiało tkwić coś więcej niż im przekazywano (tuba była zbyt obszerna, roślina niejednoznacznie a wręcz na jego oko raczej błędnie zidentyfikowana, nauszniki nieobecne; żenujący chaos), zamierzał wpierw wyczerpać wszystkie wątpliwości, dopiero wtedy rzucając się z nosem do szyby jak dzieciak przy sklepie ze słodyczami. Podekscytowanie zostawiał siostrze i osobom pokroju młodego Camerona.
- Warto byłoby zatem oświecić wszystkich tu zebranych o tych wystarczająco wyczerpujących informacjach, jakie mamy - kontynuował będąc w stanie bronić swoich przekonań, gdyby to było konieczne, choć włodarze powinni wykazać się opóźnionym rozsądkiem. - Weryfikując czy pokrywają się ze spostrzeżeniami pana Selwyna - zaznaczył - w tym przypadku nie nazywając Jonathana po imieniu, choć mieli również relację towarzyską, ponieważ sam chwilę wcześniej położył nacisk na znaczenie zachowywania się w profesjonalny sposób.
Zabawne, bo nie było profesjonalizmu w tym, co następnie pokusił się powiedzieć na głos.
- Co poniektórzy zapewne będą to wyjaśniać brakiem dofinansowania - zwrócił się jeszcze do Nory, profilaktycznie wyczarowując sobie parę nauszników, choć nie planował ich teraz zakładać.
Po prostu powątpiewał w logikę kierującą ludźmi mogącymi otworzyć tubę. Wolał być przygotowany. Zabawne, że ewidentnie dużo bardziej niż Towarzystwo balujące za ich pieniądze, chociaż powinno zamiast tego zadbać o niezbędny ekwipunek badawczy. Umówmy się - trochę pergaminu, tuszu i pióra nie kosztowały majątku. Ambroise nie zamierzał udawać, że jest inaczej.
- Jeśli ktokolwiek z tu obecnych w dalszym ciągu skłania się ku otwieraniu tej... ...hybrydy... ...wnioskowałbym, żeby wpierw dał pozostałym opuścić pomieszczenie i wezwać służby porządkowe - dodał, jednocześnie kiwając głową, bo raczej zgadzał się ze spostrzeżeniami Nory.
Za to ewidentnie nie z twierdzeniem Roselyn, że byli doświadczonymi ekspertami, ponieważ doświadczeni eksperci nie zachowywali się jak dzieci przy budce z lodami. Miał szacunek do Abbott, ale nie obawiał się mówić na głos, kiedy coś mu nie odpowiadało. Nie miał kilkunastu lat. Miała jego uznanie, lecz tylko wtedy, kiedy zachowywała się logicznie.
- W innym wypadku pozwólmy panu Selwynowi opowiedzieć więcej o przebiegu spotkania z naszą mandragorą, zestawmy to z pani wiedzą, droga Pani Abbott, i pani kolegi, i podejmijmy adekwatne środki ochronne. Klamry na nos i nauszniki z pewnością się jeszcze przydadzą. Zdążą.
Jasne. On również był pasjonatem skorym do jak najszybszego przyjrzenia się nowemu odkryciu, ale no właśnie: to był nowy okaz. A raczej każdy doświadczony botanik wiedział, że do takich należy podchodzić z naukowym dystansem. Czasami wręcz nazbyt ostrożnym, ale przezorny był zawsze ubezpieczony, prawda? To nie był ich przełomowy eksperyment tylko coś, co jeśli dobrze rozumiał, a raczej nie miał problemów ze słuchem, już wcześniej narobiło problemów.
- Pozwolę sobie uprzejmie przypomnieć, że jesteśmy poważnym towarzystwem -nie bandą podekscytowanych szczylów rzucających się z rękami do macania nowych okazów roślin, tego już nie musiał dodawać. - Jeżeli ktoś z tu obecnych wysuwa jakiekolwiek obiekcje wobec dalszego planu postępowania, należy wyjaśnić nurtujące go kwestie i zażegnać wątpliwości. W miarę możliwości, oczywiście - stwierdził bez przejęcia, obdarzając spojrzeniem zarówno Selwyna jak i Abbott z Urquartem.
Był całkiem uprzejmie chłodny, nawet nie unosząc przy tym brwi ani nie zmieniając neutralnego wyrazu twarzy, choć osobliwe podejście starszej badaczki i jej towarzysza zdecydowanie nie było na miejscu.
Nie lubił Urquarta i raczej uważał, że jeśli mężczyźnie udaje się zrobić już coś względnie korzystnego to wyłącznie przez przypadek i nieprzewidziane zrządzenie losu. Natomiast w przypadku damy, Ambroise raczej kojarzył ją z bycia znacznie rozsądniejszą. Całkiem profesjonalną i skorą do prowadzenia dyskusji, nie zaś lekceważącego machania ręką.
Czyżby całkowicie zaczęła dziecinnieć przestając prezentować sobą poziom godny głowy stowarzyszenia?
Nie podobała mu się ta myśl, ponieważ lubił panią Abbott i uważał, że miała jeszcze wiele do przekazania, natomiast w tym momencie przestawał ufać jej osądowi. Miał również inne zobowiązania, Towarzystwo Herbologiczne nie było jego głównym źródłem zarobku (tak właściwie to wyłącznie pożerało jego pieniądze, nawet jeśli dobrowolnie na to pozwalał) i pobyt w Mungu jako pacjent, nie uzdrowiciel nie jawił mu się jako doskonały plan spędzenia kolejnych dni.
Może bywał porywczy w innych kwestiach, ale do zielarstwa podchodził z chłodnym rozsądkiem. Dostrzegając, że w tym wszystkim musiało tkwić coś więcej niż im przekazywano (tuba była zbyt obszerna, roślina niejednoznacznie a wręcz na jego oko raczej błędnie zidentyfikowana, nauszniki nieobecne; żenujący chaos), zamierzał wpierw wyczerpać wszystkie wątpliwości, dopiero wtedy rzucając się z nosem do szyby jak dzieciak przy sklepie ze słodyczami. Podekscytowanie zostawiał siostrze i osobom pokroju młodego Camerona.
- Warto byłoby zatem oświecić wszystkich tu zebranych o tych wystarczająco wyczerpujących informacjach, jakie mamy - kontynuował będąc w stanie bronić swoich przekonań, gdyby to było konieczne, choć włodarze powinni wykazać się opóźnionym rozsądkiem. - Weryfikując czy pokrywają się ze spostrzeżeniami pana Selwyna - zaznaczył - w tym przypadku nie nazywając Jonathana po imieniu, choć mieli również relację towarzyską, ponieważ sam chwilę wcześniej położył nacisk na znaczenie zachowywania się w profesjonalny sposób.
Zabawne, bo nie było profesjonalizmu w tym, co następnie pokusił się powiedzieć na głos.
- Co poniektórzy zapewne będą to wyjaśniać brakiem dofinansowania - zwrócił się jeszcze do Nory, profilaktycznie wyczarowując sobie parę nauszników, choć nie planował ich teraz zakładać.
Po prostu powątpiewał w logikę kierującą ludźmi mogącymi otworzyć tubę. Wolał być przygotowany. Zabawne, że ewidentnie dużo bardziej niż Towarzystwo balujące za ich pieniądze, chociaż powinno zamiast tego zadbać o niezbędny ekwipunek badawczy. Umówmy się - trochę pergaminu, tuszu i pióra nie kosztowały majątku. Ambroise nie zamierzał udawać, że jest inaczej.
- Jeśli ktokolwiek z tu obecnych w dalszym ciągu skłania się ku otwieraniu tej... ...hybrydy... ...wnioskowałbym, żeby wpierw dał pozostałym opuścić pomieszczenie i wezwać służby porządkowe - dodał, jednocześnie kiwając głową, bo raczej zgadzał się ze spostrzeżeniami Nory.
Za to ewidentnie nie z twierdzeniem Roselyn, że byli doświadczonymi ekspertami, ponieważ doświadczeni eksperci nie zachowywali się jak dzieci przy budce z lodami. Miał szacunek do Abbott, ale nie obawiał się mówić na głos, kiedy coś mu nie odpowiadało. Nie miał kilkunastu lat. Miała jego uznanie, lecz tylko wtedy, kiedy zachowywała się logicznie.
- W innym wypadku pozwólmy panu Selwynowi opowiedzieć więcej o przebiegu spotkania z naszą mandragorą, zestawmy to z pani wiedzą, droga Pani Abbott, i pani kolegi, i podejmijmy adekwatne środki ochronne. Klamry na nos i nauszniki z pewnością się jeszcze przydadzą. Zdążą.