09.10.2024, 13:31 ✶
Roselyn napełniła szklanicę alkoholem, a butelkę odstawiła na stolik. Nie kłopotała się tym, by ją zakręcać, bo i po co. Za chwilę szklanka zostanie opróżniona, a ona nie chciała znowu walczyć z korkiem. Gdy powiedział, by skorzystała z tej rady jutro, tylko prychnęła. Nie zamierzała znowu dawać się wciągać w gierki słowne i kolejne przekomarzania. To, co ją jednak cholernie irytowało, to fakt, że Ambroise traktował ją jak wroga. A przecież nie byli wrogami, byli rodzeństwem. Zachowywał się naprawdę okropnie i kompletnie nie rozumiała dlaczego przerzuca swoje doświadczenia na nią i to w taki nieprzyjemny sposób. Zamilkła więc, skupiając się na zawartości szklanicy. Pociągnęła z niej duży łyk, naprawdę duży. Tak duży, że zapiekło ją gardło, a nawet zakaszlała. Oczy zaszły łzami, ale na szczęście makijaż był na miejscu. Mogła nawet otrzeć łzy, które pojawiły się, gdy organizm zaprotestował przeciwko tak szybkiemu tempu. Zerknęła na brata, gdy ten znowu się rozjuszył. Uniosła brew.
- Hm? - zapytała, ale jakoś tak bez przekonania. A gdy wybuchł... Na Matkę i Merlina razem wziętych, na wszystkich Greengrassów, którzy zalesili Knieję Godryka - o co mu chodziło?! - Ambroise, o chuj ci chodzi?
Zmrużyła oczy, gdy dokończyła jednym haustem alkohol. Nalała go sobie znowu, tym razem aż po brzegi.
- Jaki ty masz problem? Mam wrażenie, że nie masz problemu ze mną czy Anthonym, a ze sobą i przerzucasz to na mnie. NIE jestem dzieckiem! Z Nokturnu brałam często różne zioła, których nie sposób było dostać na Pokątnej. Myślisz, że byłam tam po raz pierwszy? - jej usta wygięły się w kpiącym uśmiechu. Być może nie powinna tego mówić, zwłaszcza że kłamała jak z nut, bo miała od załatwiania takich rzeczy ludzi, ale ta złość która na nowo się w niej rozpaliła zmusiła ją do tego, by znowu dźgnąć brata patykiem.