09.10.2024, 14:55 ✶
Widownia z Lorraine, Desmondem, Calanthe i Baldwinem.
Rozmawiam z Baldwinem.
Zielone oczy Oleandra pociemniały. Odcień letniej trawy zabrudził się łuną nadchodzącej jesieni, która w ostatecznym rozrachunku okazała się tylko rudą falą przechodzącą po upiętych kwiatami włosach Croucha.
Chłopak roześmiał się perliście, choć nie było w tym dźwięku nic przyjemnego; straszył chłodem i żywiołem, z którego wyławiane były słonowodne, drogie naszyjniki.
Krótkie spojrzenie w stronę matki przywróciło go na ziemię, bo już byłby spoliczkował Baldwina za tak zuchwały komentarz, podpięty jeszcze bardziej śmiałą propozycją - tej by nie odmówił, w tym tkwiła jego słabość.
- Jak chciałeś kontynuować ogniste wypowiedzi, to trzeba było zostać dłużej na scenie, a nie przelewać na mnie swoje skrzywienia - odparł wciąż wypowiadając się z ciepłym uśmiechem, jakim chwilę temu obdarzył Calanthe; choć dodał doń nutkę protekcjonalności, aby podgrzać Baldwinowe emocje, aby dostać ich więcej i spłonąć razem z nim, jeżeli płomień nie zostanie ugaszony w odpowiednim momencie.
- Cieszę się, że tak bacznie się mi przyglądałeś, pochlebia mi to, jak zawsze z resztą, ale że zdążyłeś przy tym wykluć tego typu sprośne myśli? - sam takowe miał, dlatego bawiła go ta wymiana zdań jeszcze bardziej. Zacmokał z niezadowoleniem jakby był tutorem oceniającym zdolności swego ucznia.
- Grzeczniej się do mnie zwracaj, bo tam stoi moja matka, a nie chciałbym jej rozczarować - mrugnął do aktora-malarza i ściszył głos wypowiadając te ostatnią kwestię.
Rozmawiam z Baldwinem.
Zielone oczy Oleandra pociemniały. Odcień letniej trawy zabrudził się łuną nadchodzącej jesieni, która w ostatecznym rozrachunku okazała się tylko rudą falą przechodzącą po upiętych kwiatami włosach Croucha.
Chłopak roześmiał się perliście, choć nie było w tym dźwięku nic przyjemnego; straszył chłodem i żywiołem, z którego wyławiane były słonowodne, drogie naszyjniki.
Krótkie spojrzenie w stronę matki przywróciło go na ziemię, bo już byłby spoliczkował Baldwina za tak zuchwały komentarz, podpięty jeszcze bardziej śmiałą propozycją - tej by nie odmówił, w tym tkwiła jego słabość.
- Jak chciałeś kontynuować ogniste wypowiedzi, to trzeba było zostać dłużej na scenie, a nie przelewać na mnie swoje skrzywienia - odparł wciąż wypowiadając się z ciepłym uśmiechem, jakim chwilę temu obdarzył Calanthe; choć dodał doń nutkę protekcjonalności, aby podgrzać Baldwinowe emocje, aby dostać ich więcej i spłonąć razem z nim, jeżeli płomień nie zostanie ugaszony w odpowiednim momencie.
- Cieszę się, że tak bacznie się mi przyglądałeś, pochlebia mi to, jak zawsze z resztą, ale że zdążyłeś przy tym wykluć tego typu sprośne myśli? - sam takowe miał, dlatego bawiła go ta wymiana zdań jeszcze bardziej. Zacmokał z niezadowoleniem jakby był tutorem oceniającym zdolności swego ucznia.
- Grzeczniej się do mnie zwracaj, bo tam stoi moja matka, a nie chciałbym jej rozczarować - mrugnął do aktora-malarza i ściszył głos wypowiadając te ostatnią kwestię.
“Why can't I try on different lives, like dresses, to see which one fits best?”
♦♦♦