18.01.2023, 19:56 ✶
Naprawdę miał w zanadrzu inne plany na dzisiejsze święto. Przynajmniej, gdy nadeszła jakże nieprzyjemna wiadomość od Erika, były jeszcze w zalążku, nie musiał wiec robić jakichś dziwnych wygibasów i się ich pozbywać. Zostało więc jedynie pogodzić się z kolejnym dyżurem w pracy i przyjść na spotkanie, podczas którego mieli się przygotować do pilnowania tego całego zbiegowiska.
Przybył wraz z resztą zgrai mieszkającej w rezydencji Longbottomów, na miotle ma się rozumieć, ponieważ nie chciał na wstępie opróżniać swojego żołądka z całkiem smacznego śniadania. Był zwarty i gotowy do działania, wiedząc, że nie czeka ich za łatwe zadnie. Przywitał się na wstępie, patrząc na w większości znajome twarze. Jutrzejszy patrol miał odbyć z Lucy, co jak dla niego nie było złą opcją, choć wolałby przesiedzieć wieczór ze swoim ulubionym Longbottomem. Przyzwyczaił się z nim pracować, ufali sobie i dobrze się rozumieli. Skinął Brennie, gdy ta oznajmiła, że idzie do swojej koleżanki, po czym spojrzał na Erika. Ten chciał z nim pomówić, więc kiwając ze zrozumieniem, podreptał grzecznie na bok. Chciał nawet zażartować, że pamięta o obiecanym piwie, widząc jego poważną minę, szybko zrezygnował z tego pomysłu. Uśmiech, który do tej pory widniał na jego twarzy, zniknął.
- Czyli nie będzie to rutynowe zabezpieczenie imprezy masowej? Wiadomo coś więcej, czy ściśle tajne przez poufne? Zresztą mniejsza, dobrze chociaż wiedzieć, z czego może wynikać główne zagrożenie - mówił cicho, nie wiedząc, kto może, a kto nie dowiedzieć się o całej sprawie. - Cóż, wiesz, że możesz na mnie liczyć, postaram się być blisko możliwych źródeł zamieszania. Choć niewątpliwie sami świętujący też dostarczą nam wrażeń jak zawsze. - Pokręcił głową, wciskając ręce do kieszeni.
Kiedy wrócili, przytaknął Brennie, rozumiejąc jej tok rozumowania.
- Warto sprawdzić całą polanę i poszukać miejsc szczególnie niebezpiecznych. Takich, w których można się ukryć. Można też spojrzeć na teren z góry - spojrzał na miotłę swoją i te, które przynieśli ze sobą inni brygadziści i autorzy. - Zawsze będziemy wiedzieć więcej - wzruszył ramionami, zerkając, czy jego słowa zyskały aprobatę.
Przybył wraz z resztą zgrai mieszkającej w rezydencji Longbottomów, na miotle ma się rozumieć, ponieważ nie chciał na wstępie opróżniać swojego żołądka z całkiem smacznego śniadania. Był zwarty i gotowy do działania, wiedząc, że nie czeka ich za łatwe zadnie. Przywitał się na wstępie, patrząc na w większości znajome twarze. Jutrzejszy patrol miał odbyć z Lucy, co jak dla niego nie było złą opcją, choć wolałby przesiedzieć wieczór ze swoim ulubionym Longbottomem. Przyzwyczaił się z nim pracować, ufali sobie i dobrze się rozumieli. Skinął Brennie, gdy ta oznajmiła, że idzie do swojej koleżanki, po czym spojrzał na Erika. Ten chciał z nim pomówić, więc kiwając ze zrozumieniem, podreptał grzecznie na bok. Chciał nawet zażartować, że pamięta o obiecanym piwie, widząc jego poważną minę, szybko zrezygnował z tego pomysłu. Uśmiech, który do tej pory widniał na jego twarzy, zniknął.
- Czyli nie będzie to rutynowe zabezpieczenie imprezy masowej? Wiadomo coś więcej, czy ściśle tajne przez poufne? Zresztą mniejsza, dobrze chociaż wiedzieć, z czego może wynikać główne zagrożenie - mówił cicho, nie wiedząc, kto może, a kto nie dowiedzieć się o całej sprawie. - Cóż, wiesz, że możesz na mnie liczyć, postaram się być blisko możliwych źródeł zamieszania. Choć niewątpliwie sami świętujący też dostarczą nam wrażeń jak zawsze. - Pokręcił głową, wciskając ręce do kieszeni.
Kiedy wrócili, przytaknął Brennie, rozumiejąc jej tok rozumowania.
- Warto sprawdzić całą polanę i poszukać miejsc szczególnie niebezpiecznych. Takich, w których można się ukryć. Można też spojrzeć na teren z góry - spojrzał na miotłę swoją i te, które przynieśli ze sobą inni brygadziści i autorzy. - Zawsze będziemy wiedzieć więcej - wzruszył ramionami, zerkając, czy jego słowa zyskały aprobatę.