09.10.2024, 22:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.10.2024, 23:00 przez Desmond Malfoy.)
Zmarszczył brwi, wbijając spojrzenie w dłoń Baldwina, która właśnie zacisnęła się na jego nadgarstku. Kontakt był tak nagły i tak intensywny, że nie zdołał zamaskować ogarniającej go paniki. Podniósł wzrok ma twarz kuzyna, jednak odpowiedział mu jedynie chłodny, drapieżny błękit jego niepomnych oczu. Dewiant. Tylko mocniej zacisnął palce na rączce noża i w bezruchu, z zapartym tchem, czekał, aż chłopak nareszcie przestanie go dotykać.
– Świetnie.
O ile o wykorzystywanych przez Baldwina aktorkach z łatwością mógł donieść Lorraine, o tyle ta sytuacja, która właśnie się wydarzyła, musiała pozostać między nimi. Nie miał najbledszego pojęcia, jak mógłby ją jej opisać.
Nieskory do jedzenia po tym, co przed momentem zaszło, po raz drugi dolał rumu do niemal pustej filiżanki i jednym haustem opróżnił ją do połowy. Równie dobrze mógłby napić się bezpośrednio z butelki, ale pewien komfort sprawiało mu oszukiwanie się, że to wciąż jest herbata. W myślach ważył słowa kuzyna, starając się nie patrzeć, jak torturuje podarowany mu kawałek ciasta. Byłby uznał go za niewdzięcznego, ale prędko zaskoczył go wyjątkowo bezpośrednimi komplementami.
– To przepis Cornelii z. Lekkimi zmianami. Krem mascarpone. Jak ci smakował – powiedział beznamiętnie, choć z grzecznym uśmiechem na twarzy. Jakkolwiek cieszyło go to, że ciasto zostało docenione, jego radość skwasiło wspomnienie kury domowej. Nie lubił myśleć o tym, że pieczenie było postrzegane jako typowo kobiece zajęcie. Starał się rozumieć je jako pewną formę sztuki, wszakże również wymagała rygorystycznego przestrzegania zasad i znajomości praktyk doskonalonych na przestrzeni pokoleń.
– Jeśli. Tak ci smakuje. Możesz zabrać je całe tylko dla siebie nie. Zanoś. Go. Nigdzie jeśli będę chciał sprawić prezent Lorraine. Zrobię coś co lepiej się. Prezentuje.
Nie mógł powstrzymać się przed zasugerowaniem, że w rodzinie Malfoyów istnieje pewna hierarchia i że Baldwin nie okupuje w niej zbyt wysokiej pozycji.
Odwrócił wzrok, kiedy kuzyn zaczął... oblizywać sztućce. Pierwsze kilka sekund patrzył w przysłonięte zasłoną okno, starając się ukryć lekki szok. Później westchnął cicho i przesunął palcami po nadgarstku w miejscu, gdzie wcześniej dotknął go Baldwin. Nie czuł pod opuszkami żadnego brudu, jego dłoń nie zostawiła na nim żadnego ostrego zapachu, ale w jakiś nieracjonalny sposób wciąż czuł na sobie jego mierżący dotyk. Nie mógł uwolnić się od narastającego dyskomfortu.
– Tak jak. Wspomniałem. W liście mam problem z obrazem. Portretem. Jej portretem. – Baldwin musiał wiedzieć kim była ona. Po tylu latach musiał znać jej twarz na pamięć, tak samo dobrze jak i twarz Desmonda. – Jest obrzydliwy. Po raz trzeci jest obrzydliwy nie wiem co z tym zrobić.
– Świetnie.
O ile o wykorzystywanych przez Baldwina aktorkach z łatwością mógł donieść Lorraine, o tyle ta sytuacja, która właśnie się wydarzyła, musiała pozostać między nimi. Nie miał najbledszego pojęcia, jak mógłby ją jej opisać.
Nieskory do jedzenia po tym, co przed momentem zaszło, po raz drugi dolał rumu do niemal pustej filiżanki i jednym haustem opróżnił ją do połowy. Równie dobrze mógłby napić się bezpośrednio z butelki, ale pewien komfort sprawiało mu oszukiwanie się, że to wciąż jest herbata. W myślach ważył słowa kuzyna, starając się nie patrzeć, jak torturuje podarowany mu kawałek ciasta. Byłby uznał go za niewdzięcznego, ale prędko zaskoczył go wyjątkowo bezpośrednimi komplementami.
– To przepis Cornelii z. Lekkimi zmianami. Krem mascarpone. Jak ci smakował – powiedział beznamiętnie, choć z grzecznym uśmiechem na twarzy. Jakkolwiek cieszyło go to, że ciasto zostało docenione, jego radość skwasiło wspomnienie kury domowej. Nie lubił myśleć o tym, że pieczenie było postrzegane jako typowo kobiece zajęcie. Starał się rozumieć je jako pewną formę sztuki, wszakże również wymagała rygorystycznego przestrzegania zasad i znajomości praktyk doskonalonych na przestrzeni pokoleń.
– Jeśli. Tak ci smakuje. Możesz zabrać je całe tylko dla siebie nie. Zanoś. Go. Nigdzie jeśli będę chciał sprawić prezent Lorraine. Zrobię coś co lepiej się. Prezentuje.
Nie mógł powstrzymać się przed zasugerowaniem, że w rodzinie Malfoyów istnieje pewna hierarchia i że Baldwin nie okupuje w niej zbyt wysokiej pozycji.
Odwrócił wzrok, kiedy kuzyn zaczął... oblizywać sztućce. Pierwsze kilka sekund patrzył w przysłonięte zasłoną okno, starając się ukryć lekki szok. Później westchnął cicho i przesunął palcami po nadgarstku w miejscu, gdzie wcześniej dotknął go Baldwin. Nie czuł pod opuszkami żadnego brudu, jego dłoń nie zostawiła na nim żadnego ostrego zapachu, ale w jakiś nieracjonalny sposób wciąż czuł na sobie jego mierżący dotyk. Nie mógł uwolnić się od narastającego dyskomfortu.
– Tak jak. Wspomniałem. W liście mam problem z obrazem. Portretem. Jej portretem. – Baldwin musiał wiedzieć kim była ona. Po tylu latach musiał znać jej twarz na pamięć, tak samo dobrze jak i twarz Desmonda. – Jest obrzydliwy. Po raz trzeci jest obrzydliwy nie wiem co z tym zrobić.
Trigger Warning: opis uszkodzeń ciała, oczu ig, parafilia (Odkryj)
Zawahał się, lekko czerwieniejąc na policzkach. Raz jeszcze musiał powtórzyć sobie, że Baldwin nie był osobą, która mogłaby go oceniać.
– Wiesz jaki powinien być. Wiesz jaki to typ portretu. – Wypił resztę rumu z herbatą, ale nie odważył się nalać sobie następnej kolejki. – Chciałem żeby jej oczy. Jej oczy były wyłupane. Puste oczodoły. Z powiekami. Spuchnięte. Świeże. Tydzień po procedurze. Powinny wyglądać...
Tak miękko, tak ślisko, wilgotno, rumiano. Przekrwione plamy, ciemne wybroczyny, te brązowiejące sińce. Nabrzmiałe tkanki, drastycznie zniekształcone rysy delikatnej twarzy, ta jej gładka, cienka skóra pulsująca bólem. Oh, to miała być uczta. Coś, co chciałby poczuć pod wargami i coś, czego najdosłowniej chciałby posmakować.
Złamał się i w końcu nalał sobie rumu. Tym razem czystego.
– Chciałem poczuć jej rozpacz. Nieodwracalną stratę. Żal. Chciałem zobaczyć ją na skraju. I widzę. Teoretycznie ale to wcale nie jest. Ekscytujące jest nijakie. Nudne. Nie rozumiem. – Kiwnął głową i wstał chwiejnie. – Czemu czy chciałbyś zobaczyć go teraz.
– Wiesz jaki powinien być. Wiesz jaki to typ portretu. – Wypił resztę rumu z herbatą, ale nie odważył się nalać sobie następnej kolejki. – Chciałem żeby jej oczy. Jej oczy były wyłupane. Puste oczodoły. Z powiekami. Spuchnięte. Świeże. Tydzień po procedurze. Powinny wyglądać...
Tak miękko, tak ślisko, wilgotno, rumiano. Przekrwione plamy, ciemne wybroczyny, te brązowiejące sińce. Nabrzmiałe tkanki, drastycznie zniekształcone rysy delikatnej twarzy, ta jej gładka, cienka skóra pulsująca bólem. Oh, to miała być uczta. Coś, co chciałby poczuć pod wargami i coś, czego najdosłowniej chciałby posmakować.
Złamał się i w końcu nalał sobie rumu. Tym razem czystego.
– Chciałem poczuć jej rozpacz. Nieodwracalną stratę. Żal. Chciałem zobaczyć ją na skraju. I widzę. Teoretycznie ale to wcale nie jest. Ekscytujące jest nijakie. Nudne. Nie rozumiem. – Kiwnął głową i wstał chwiejnie. – Czemu czy chciałbyś zobaczyć go teraz.