Rita rozmawia z Jonathanem i swoim bratem
- Tak, jutro, jak najbardziej, jutro będzie w porządku - Ledwo jednak udało jej się wyrzucić z siebie kilka słów pojawili się oni. Panna Kelly uniosła wzrok, w przeciwieństwie do Cedrika, ona zupełnie nie speszyła się obecnością tej dwójki, chociaż miała świadomość, że może ona działać na jej niekorzyść. Tak jak podejrzewała, brygadzista bardzo szybko zaczął oglądać swoje buty i się od nich oddalił - Do jutra Cedrik! - Rzuciła mu jeszcze radosnym głosem na pożegnanie.
Dopiero wtedy przywitała się z wujem. Zaczęła od krótkiego przytulenia go. - Wujku, nie słódź mi tak, bo się zarumienię, dziękuję za te miłe słowa. - Otaczała się naprawdę cudownymi ludźmi, wiedzieli jak ją podbudować. - Myślę, że wszyscy wykonawcy dzisiaj popisali się swoimi umiejętnościami. - Wolała to podkreślić, bo nie należała do próżnych osób i wydawało jej się, że warto docenić przygotowanie wszystkich uczestników koncertu.
Przeniosła spojrzenie na brata, wyraz twarzy nieco jej się zmienił. Spoglądała na niego nieco zirytowana. - Czy musisz straszyć wszystkich moich adoratorów? - Zapytała z wyrzutem. Nie do końca jej się to podobało. Rozumiała, że jest jego siostrą, musi o nią dbać, ale bez przesady. Nie musiał, aż tak się angażować w jej życie osobiste.
Po chwili jednak wrócił jej dobry humor. Nie chciała skupiać się na tych negatywnych wibracjach, które się między nimi pojawiły. - Cieszę się, że ci się podobało! - Dodała tym razem z uśmiechem.