adnotacja moderatora
Użyto do Rozliczenia Lata 1972 - Asena Greyback
Klucze były, sakiewka była, pobrzękujęce w niej wesoło napiwki też, oczywiście, chociaż pewnie nie wszyscy by sie zgodzili że na nie zasługiwała. Ale Agatha nie zamierzała przecież zaglądać w zęby darowanym... syklom, czy jak to tam powiedzieć.
Odnajdowała sporo pocieszenia w tych swoich codziennych rytuałach, w tych samych uliczkach, które codziennie przemierzała, w tych samych słodkich bułeczkach, które tak często kupowała. Ta powtarzalność nadawała jej życiu jakiegoś znajomego rytmu, który lubiła i przez który może tak ciężko było jej się 'pożegnać' z niektórymi osobami.
Nie spodziewała się spotkać w tym zaułku nikogo znajomego. A przynajmniej nie aż tak. Nie kogoś, kogo wspomnienie było nieprzyjemną zadrą, co i rusz rozognioną przez samą właścicielke. Zdecydowanie bardziej wolała pisać do niego wymyślne listy i snuć swoją pajęczynę plotek. Tak było łatwiej i zabawniej, oczywiście. Bo wiedziała, że pod jego brakiem odpowiedzi kryło się powoli wzbierające niecierpliwienie.
Które najwyraźniej teraz doszło do pewnego punktu, który zmusił Rodolphusa do pokwapienia się do niej osobiście.
- Rodolphusie - mimowolnie wyprostowała się gwałtownie, ale kiedy odwróciła się w jego stronę, jej głos zabrzmiał do bólu słodko. A zaraz uroczy uśmiech zmienił się w jadowity. - Po coś tu przylazł? Nie mam teraz czasu na to... cokolwiek to jest.