Grupa weszła do miasteczka i udała się do zajazdu
Aura była nieprzyjemna i dziwaczna. Ciepły pomarańcz sierpniowego słońca nie przydawał ciepła otoczeniu, wręcz przeciwnie, ciała odczuwały atawistyczny dyskomfort wobec ciągłego uczucia bycia obserwowanym przez ludzi, których nie było widać.
Florence zgodnie ze swoimi preferencjami skierowała swoje kroki do Zajazdu. Krąg przecięty rozgałęzieniami pysznił się na drzwiach, z bliska wciąż nie można było ocenić barwnika, który został użyty do tej "dekoracji", ale nie przeszkodziła im ona przekroczyć progu.
Atmosfera wewnątrz była tak gęsta, że można było ją kroić nożem i podawać jako pudding przyjezdnym, mimo że wnętrze niosło ze sobą całkiem sporo przytulności. Ogień w kominku niósł ciepło mimo wilgoci, zapach pieczystego oraz ciemnego piwa i tytoniu ćmionego z nielicznych fajek unosił się swojsko w powietrzu. Ale byli też byli ludzie... Część siedziała przy stołach popijając piwo, grupa podlotków żujących coś intensywnie podlotków stała blisko okien, zupełnie jakby przed chwilą patrzyli przez szpary w zasłonach na nieznajomych, teraz udając że wcale nie.
Wszyscy jak jeden mąż w napięciu wpatrywali się w obcych, na ich czołach znajdował się ten sam symbol, który zdobił drzwi. Ich włosy - warkocze, koki, brody, zdobiły pyszniące się czerwienią wstążki. Tak samo czynił stojący za ladą barman. On przy okazji nerwowo zaciskał dłoń na różdżce.
– Kysz maro! Nikt Was tu nie chce! – rosły mężczyzna wyglądałby całkiem zabawnie z kokardkami w brodzie, gdyby nie ściągnięte krzaczaste brwi i postawa sugerująca, że najmniejszy ruch nieznajomych może wywołać magiczny atak.
Nim jednak Florence i Erik zdążyli zareagować drzwi do kuchni otworzyły się i wyszła z nich pospiesznie drobniejsza pani, której włosy oprószone były siwizną, ale błękitne oczy osadzone w lekko pomarszczonej twarzy prędko zlustrowały sytuację, a usta warknęły w stronę barmana.
– Tima, przeszli przez drzwi, na pewno nie są nim. Weź się chłopcze ogarnij! – upomniała go tak, że brakowało tylko walnięcia ścierką przez łeb, ale może nie chciała tego robić publicznie. Jej czoło zdobił ten sam znak co pozostałych, korona spleciona na jej głowie przetkana była czerwienią.
Florence zgodnie ze swoimi preferencjami skierowała swoje kroki do Zajazdu. Krąg przecięty rozgałęzieniami pysznił się na drzwiach, z bliska wciąż nie można było ocenić barwnika, który został użyty do tej "dekoracji", ale nie przeszkodziła im ona przekroczyć progu.
Atmosfera wewnątrz była tak gęsta, że można było ją kroić nożem i podawać jako pudding przyjezdnym, mimo że wnętrze niosło ze sobą całkiem sporo przytulności. Ogień w kominku niósł ciepło mimo wilgoci, zapach pieczystego oraz ciemnego piwa i tytoniu ćmionego z nielicznych fajek unosił się swojsko w powietrzu. Ale byli też byli ludzie... Część siedziała przy stołach popijając piwo, grupa podlotków żujących coś intensywnie podlotków stała blisko okien, zupełnie jakby przed chwilą patrzyli przez szpary w zasłonach na nieznajomych, teraz udając że wcale nie.
Wszyscy jak jeden mąż w napięciu wpatrywali się w obcych, na ich czołach znajdował się ten sam symbol, który zdobił drzwi. Ich włosy - warkocze, koki, brody, zdobiły pyszniące się czerwienią wstążki. Tak samo czynił stojący za ladą barman. On przy okazji nerwowo zaciskał dłoń na różdżce.
– Kysz maro! Nikt Was tu nie chce! – rosły mężczyzna wyglądałby całkiem zabawnie z kokardkami w brodzie, gdyby nie ściągnięte krzaczaste brwi i postawa sugerująca, że najmniejszy ruch nieznajomych może wywołać magiczny atak.
Nim jednak Florence i Erik zdążyli zareagować drzwi do kuchni otworzyły się i wyszła z nich pospiesznie drobniejsza pani, której włosy oprószone były siwizną, ale błękitne oczy osadzone w lekko pomarszczonej twarzy prędko zlustrowały sytuację, a usta warknęły w stronę barmana.
– Tima, przeszli przez drzwi, na pewno nie są nim. Weź się chłopcze ogarnij! – upomniała go tak, że brakowało tylko walnięcia ścierką przez łeb, ale może nie chciała tego robić publicznie. Jej czoło zdobił ten sam znak co pozostałych, korona spleciona na jej głowie przetkana była czerwienią.
Tura trwa do 12.10 (sobota), godz. 23:59
Erik