18.01.2023, 19:58 ✶
Wychodziło na to, że nawet w rezerwatach przyrody niektóre stworzenia nie były bezpieczne. Fergus nie do końca to rozumiał, ale w jakiś sposób zaakceptował. Jeśli miały imitować rzeczywiste, naturalne środowisko, to jedne zwierzęta musiały polować na inne. Nie było innego wyjścia. Tylko dlaczego jednorożce? Były niewinne, nietknięte przez nikogo z wyjątkiem prawdziwych zwyrodnialców. A te tutaj najwyraźniej wpakowały się w niezłe bagno.
- Jesteś pewna, że to bezpieczne? – dopytał niezupełnie przekonany do tego pomysłu. Zacisnął mocniej palce na różdżce i mimo wszystko podążył za olbrzymką. Nauczony poprzednim błędem, stawiał ostrożnie kroki, patrząc na to, co znajdowało się pod jego stopami. Żadnych gałęzi, ani tym bardziej kości. Jedynie liście chrzęszczące pod naporem ciała.
Trzymał się na uboczu, wiedząc, że nie będzie zbytnio pomocny, a tym bardziej, że mógłby spłoszyć zwierzę. Nawet jeśli nie było w stanie się podnieść, wciąż odczuwało lęk. Fergus zresztą podobnie się bał: zarówno tego, co mogło się stać z tym biednym stworzeniem, jak i ewentualnego drapieżnika lub kłusownika, który mógł wciąż ukrywać się między drzewami. Rosły tu bardziej przerzedzone niż w głębi puszczy, ale wciąż były w stanie skryć tego, kto chciał schować się w cieniu.
- Regina, jesteśmy w stanie mu pomóc, czy powinniśmy kogoś wezwać? – zapytał, nie do końca wiedząc, czy kobieta miała umiejętności pozwalające jej opatrzyć jednorożca. O ile, oczywiście, ten pozwoli się do siebie zbliżyć, a na to istniały dość liche szanse. Chociaż pamiętał z opieki nad magicznymi stworzeniami, że te jednorogie konie pozwalały do siebie podejść prędzej kobietom niż mężczyznom. Może lepiej, że znajdował się akurat w takim towarzystwie. – Na zadek hipogryfa, co tu się dzieje? – rzucił drugim pytaniem, chyba bardziej do siebie, niż do olbrzymki i oparł się o drzewo, by zniknąć choć na moment z zasięgu wzroku rannego jednorożca. – Czy ten róg, który znaleźliśmy, należy do niego?
Spuścił wzrok na zdobycz, która wciąż znajdowała się w dłoni Rowle. Z tej odległości nie był w stanie stwierdzić, czy pasowała do ułamanego rogu na głowie znalezionego przez nich zwierzęcia. Jeśli tak, sytuacja stawała się jeszcze bardziej pokręcona, niż mógł się spodziewać.
- Jesteś pewna, że to bezpieczne? – dopytał niezupełnie przekonany do tego pomysłu. Zacisnął mocniej palce na różdżce i mimo wszystko podążył za olbrzymką. Nauczony poprzednim błędem, stawiał ostrożnie kroki, patrząc na to, co znajdowało się pod jego stopami. Żadnych gałęzi, ani tym bardziej kości. Jedynie liście chrzęszczące pod naporem ciała.
Trzymał się na uboczu, wiedząc, że nie będzie zbytnio pomocny, a tym bardziej, że mógłby spłoszyć zwierzę. Nawet jeśli nie było w stanie się podnieść, wciąż odczuwało lęk. Fergus zresztą podobnie się bał: zarówno tego, co mogło się stać z tym biednym stworzeniem, jak i ewentualnego drapieżnika lub kłusownika, który mógł wciąż ukrywać się między drzewami. Rosły tu bardziej przerzedzone niż w głębi puszczy, ale wciąż były w stanie skryć tego, kto chciał schować się w cieniu.
- Regina, jesteśmy w stanie mu pomóc, czy powinniśmy kogoś wezwać? – zapytał, nie do końca wiedząc, czy kobieta miała umiejętności pozwalające jej opatrzyć jednorożca. O ile, oczywiście, ten pozwoli się do siebie zbliżyć, a na to istniały dość liche szanse. Chociaż pamiętał z opieki nad magicznymi stworzeniami, że te jednorogie konie pozwalały do siebie podejść prędzej kobietom niż mężczyznom. Może lepiej, że znajdował się akurat w takim towarzystwie. – Na zadek hipogryfa, co tu się dzieje? – rzucił drugim pytaniem, chyba bardziej do siebie, niż do olbrzymki i oparł się o drzewo, by zniknąć choć na moment z zasięgu wzroku rannego jednorożca. – Czy ten róg, który znaleźliśmy, należy do niego?
Spuścił wzrok na zdobycz, która wciąż znajdowała się w dłoni Rowle. Z tej odległości nie był w stanie stwierdzić, czy pasowała do ułamanego rogu na głowie znalezionego przez nich zwierzęcia. Jeśli tak, sytuacja stawała się jeszcze bardziej pokręcona, niż mógł się spodziewać.