10.10.2024, 17:36 ✶
Przy obrazach z panną Avery i Morpheusem
Lorenz chętnie słuchał tego, co mówiła do niego Raphaela. Wodził spojrzeniem za panem hrabią, ale nie mógł powiedzieć, że go kojarzył.
- Nie znam pana hrabiego. - Przyznał Raphaeli. - Jeśli kręci się w naszym Departamencie, to nie między nami, szaraczkami. Ach, Raphaelo… będę cię dzisiaj strzegł. Nie musisz się o nic martwić.
Szepty musiały zostać przerwane, gdy znalazło ich towarzystwo.
- Dobry wieczór. - Enzo pięknie skłonił się Morpheusowi. Miał wrażenie, że znał mężczyznę, choć początkowo nie miał pojęcia, skąd. W niczym to jednak nie przeszkadzało, bo laur na głowie jasno świadczył o tym, że mężczyzna był mecenasem, a więc musiał być czystokrwisty. Komplementy z takich ust smakowały odrobinę słodziej. Wszystko stało się jasne, gdy obcy przedstawił się nazwiskiem. - Bardzo dziękuję, panie Longbottom. - Przyjął pochwałę, kładąc dłoń na swojej piersi i kłaniając się po raz kolejny. - To moja przyjemność, móc uświetnić takie wydarzenie. Jestem zaszczycony. - Pokreślił i chyba nie musiał dodawać, że fakt, iż mógł pokazać swoje zdolności, zawdzięczał pannie Avery. Dzielnie towarzyszył kobiecie tak długo, jak długo ona chciała znosić jego obecność, a stwierdzając po tym roziskrzonym spojrzeniu, chyba nie miała go dość.
Przeciągnął spojrzeniem po obrazach. Uśmiechnął się półgębkiem.
- Nie będę pozował na znawcę malarstwa, panie Longbottom, bo i nie uważam się za takiego. - Wyjaśnił lekko, zerkając zaraz na Raphaelę. - Potrafię jednak docenić piękno, gdy mam je przed oczyma. Muszę przyznać, że nasi artyści zaskoczyli nas tak formą, ale i odmiennością swoich dzieł. - Dodał, przenosząc znów spojrzenie na obrazy. Zawiesił spojrzenie dłużej na tych przedstawionych przez Baldwina. - Panna Avery opisała je doskonale, nic dodać, nic ująć! A który z występów podobał się panu najbardziej, panie Longbottom? Nie będę ukrywał, że burza pan Croucha natchnęła mnie bardziej, niż inne występy. Myślę już o tych wszystkich kreacjach, nią zainspirowanych!
Lorenz chętnie słuchał tego, co mówiła do niego Raphaela. Wodził spojrzeniem za panem hrabią, ale nie mógł powiedzieć, że go kojarzył.
- Nie znam pana hrabiego. - Przyznał Raphaeli. - Jeśli kręci się w naszym Departamencie, to nie między nami, szaraczkami. Ach, Raphaelo… będę cię dzisiaj strzegł. Nie musisz się o nic martwić.
Szepty musiały zostać przerwane, gdy znalazło ich towarzystwo.
- Dobry wieczór. - Enzo pięknie skłonił się Morpheusowi. Miał wrażenie, że znał mężczyznę, choć początkowo nie miał pojęcia, skąd. W niczym to jednak nie przeszkadzało, bo laur na głowie jasno świadczył o tym, że mężczyzna był mecenasem, a więc musiał być czystokrwisty. Komplementy z takich ust smakowały odrobinę słodziej. Wszystko stało się jasne, gdy obcy przedstawił się nazwiskiem. - Bardzo dziękuję, panie Longbottom. - Przyjął pochwałę, kładąc dłoń na swojej piersi i kłaniając się po raz kolejny. - To moja przyjemność, móc uświetnić takie wydarzenie. Jestem zaszczycony. - Pokreślił i chyba nie musiał dodawać, że fakt, iż mógł pokazać swoje zdolności, zawdzięczał pannie Avery. Dzielnie towarzyszył kobiecie tak długo, jak długo ona chciała znosić jego obecność, a stwierdzając po tym roziskrzonym spojrzeniu, chyba nie miała go dość.
Przeciągnął spojrzeniem po obrazach. Uśmiechnął się półgębkiem.
- Nie będę pozował na znawcę malarstwa, panie Longbottom, bo i nie uważam się za takiego. - Wyjaśnił lekko, zerkając zaraz na Raphaelę. - Potrafię jednak docenić piękno, gdy mam je przed oczyma. Muszę przyznać, że nasi artyści zaskoczyli nas tak formą, ale i odmiennością swoich dzieł. - Dodał, przenosząc znów spojrzenie na obrazy. Zawiesił spojrzenie dłużej na tych przedstawionych przez Baldwina. - Panna Avery opisała je doskonale, nic dodać, nic ująć! A który z występów podobał się panu najbardziej, panie Longbottom? Nie będę ukrywał, że burza pan Croucha natchnęła mnie bardziej, niż inne występy. Myślę już o tych wszystkich kreacjach, nią zainspirowanych!