- Wiem, wiem. - To nie było dla niej nic nowego, żadne z nich za tym nie przepadało. Zresztą tylko się z nim droczyła, czasem lubiła to robić, aby zobaczyć, jak zareaguje. Oczywiście zachowałaby się w odpowiedni sposób, jednak co sobie pogada to jej, czyż nie?
Nie zamierzała go wsadzić pod pantofel, nie potrzebowała kogoś kim mogłaby manipulować, nie oznaczało to jednak, że nie chciała czasem zobaczyć na co może sobie pozwolić. Lubiła przekraczać granice tylko po to, żeby sprawdzać możliwości. Nie oszukujmy się, miała świadomość, że Ambroise potrafił się jej postawić, właśnie to było w tym najlepsze. Ta iskra, którą widziała w jego oczach, kiedy zaczynała przeginać.
Nigdy nie spodziewała się, że tak łatwo przyjdzie jej dostosowanie się do nowego życia. Jej głównym celem zawsze była całkowita wolność, na wszystkich możliwych płaszczyznach. Nie chciała być od nikogo uzależniona pod żadnym względem. Zabawne, że teraz całkiem pasowało jej to, że ktoś miał na nią wpływ, że gdy podejmowała jakiejkolwiek decyzje, to zastanawiała się, co pomyślałby o tym Ambroise, czy zaakceptowałby jej wybór. To było niby nic, bo i tak robiła swoje, ale zawsze, gdzieś z tyłu głowy miała jego. Wiedziała, że zaczęło jej na nim bardzo mocno zależeć. Nigdy bowiem nie martwiła się niczyim zdaniem, to nie było w jej stylu, nie miała zamiaru podważać słuszności tej zmiany. Tak miało być, może dzięki niemu też nieco dojrzała i przestała być taką egoistką, bo zazwyczaj patrzyła tylko na siebie, a teraz było zdecydowanie inaczej. Myślała o nich, jako o całości, jednym bycie, myślała o wspólnej przyszłości, co dla niej było naprawdę czymś bardzo wyjątkowym. Nie zamierzała tego spierdolić, bo miała świadomość, że mogłoby się to nigdy nie powtórzyć.
Miała dla kogo żyć, to też było dosyć ważne. Dzięki czemu jej decyzje podczas polowań był zdecydowanie dużo bardziej racjonalne, sama świadomość o tym, że ktoś czeka na nią w domu wiele zmieniała. Nie chciała sprawić mu zawodu, co by się nie działo - myślała o tym, że musi wrócić do domu, bo miała do kogo. Zresztą starała się też dbać o niego, próbowała to robić, chociaż nie do końca miała doświadczenie, nadal się tego uczyła, ale na pewno było to zauważalne. Może nie nauczyła się jeszcze gotować (tego raczej nigdy nie udało jej się osiągnąć), ale zaczęła kupować jedzenie dla ich dwójki, a to był już spory sukces, bo wcześniej żywiła się głównie kawą i szlugami, nic więcej nie można było znaleźć w jej mieszkaniu.
- Cóż, pewnie nigdy się nie dowiem jak to właściwie działa. - Świat był w ten sposób stworzony, mężczyźni zazwyczaj mogli więcej, miała tego świadomość. Oczywiście, że próbowała udowodnić wszystkim dookoła, że to nie jest prawda, chociaż wiele ją to kosztowało, ale warto było.
- Przyjeciele nie powinni być zazdrośni. - Bardzo dobrze wiedziała na jakiej zasadzie działał ten typ realcji, w końcu sama kiedyś miała takiego przyjaciela, o którego była cholernie zazdrosna. Na całe szczęście udało im się zakończyć tę przyjaźń, chociaż w sumie nie do końca, bo nadal mogła mu opowiedzieć o wszystkim, dyskutować na wszystkie tematy, tyle, że teraz nie musiała trzymać rąk przy sobie, co zdecydowanie było ogromnym plusem.
- Morgano, ile będziesz do tego wracał. - Nie mogła się nadziwić, że ciągle zaznaczał, że kiedyś mu wspomniała o tym, że jest idealnym kandydatem na kawalera. Chyba nigdy jej tego nie zapomni.
- Wiem, bo przecież sama byłam graczem i nie miałam pałki... - Odparła, jakby to było coś oczywistego. Tak właściwie to jej kumple z drużyny byli całkiem w porządku i nie wszystkich uważała za bezmózgów, nie to co Ślizgonów, bo tutaj miała o nich zdecydowanie inne zdanie. - Och, magiczna granica, to dlatego musiałam tyle czekać. - Uśmiechnęła się do niego, jakby wreszcie do niej dotarło dlaczego tak długo im zajęło zbliżenie do siebie.
Na szczęście udało im się w końcu wszystko wyjaśnić, gdyby zroblili to wcześniej, to zapewne mieliby już dawno za sobą debiut towarzyski, który teraz przechodzili. Mniejsza o to, bo w końcu udało jej się trafić na sabat w odpowiednim towarzystwie, nie zamierzała przejmować się tym, że zajęło im to trochę dłużej niż powinno mimo jej prób sugerowania mu, że powinni to zrobić w ten sposób. Była to przecież po części jej wina, bo też się okropnie miotała i nie potrafiła się wprost określić. Niby byli dorośli, ale nie do końca potrafili sobie radzić z takimi rzeczami.
- Obawiam się, że trochę oszukujesz podczas tego wyzwania, a ja nie jestem w stanie nic z tym zrobić. - Tak, nie potrafiła się opanować, kiedy czuła na swoim ciele jego dotyk i miała tego świadomość. Przegrałaby z kretesem.
Nachylił się nad nią, przymknęła oczy, bo była niemalże pewna, że w końcu ją pocałuje, ale tego nie zrobił. Odetchnęła ciężko, bardzo rozczarowana. Nie zdawał sobie chyba sprawy, co potrafił z nią robić. Po chwili w końcu otworzyła oczy, w których mógł zobaczyć lekką irytację. Nie była zadowolona z tej zabawy.
Tak, nie powinni sobie pozwalać tutaj na zbyt duże spoufalanie, bo mieli przecież pokazać, że są ponad to. Nie spodziewała się jednak, że to będzie takie trudne, szczególnie kiedy nastrój naprawdę zachęcał do zbliżenia się do siebie dużo bardziej. Musiała nieco popracować nad swoją silną wolą, tak - zdecydowanie.
- Nigdy jej nie rozumiałam, zresztą artyści nie byli w kręgu moich zainteresowań. - Raczej w drugą stronę, uważała ich za odklejonych i niepraktycznych, nie potrafiłaby chyba zrozumieć żadnego z nich. Nawet nie zamierzała sprawdzać, czy jej opinia jest prawdziwa, bała się do nich zbliżać, bo byli nieprzewidywalni i gadali głupoty, których nie potrafiła zrozumieć.
Nie sądziła, że będzie się kiedykolwiek wtrącał w jej sprawy zawodowe. Bo to był tylko i wyłącznie jej interes, którym zajmowała się raczej z doskoku. Miała różnych klientów, zdarzały się wśród nich naprawdę okropne mendy, ale to oni chcieli czegoś od niej, nie ona od nich. Była usługodawcą, potrafiła załatwić to, czego nie umiał dostarczać nikt inny. To działało raczej na plus, bo często ci, którzej do niej trafiali byli bardzo zdesperowani i raczej woleli nie palić za sobą mostów, bowiem kto wie, kiedy będą od niej czegoś ponownie potrzebowali. Nie bała się nawiązywać tych relacji biznesowych, wręcz przeciwnie, czuła się bardzo pewnie, kiedy to robiła, bo to oni byli od niej zależni. - Wiesz, że nie mam w zwyczaju szczególnie przyglądać się moim klientom? Przyjmuje zlecenia, realizuje je i znikam. - To nie było nic trudnego. Dlaczego miałaby uprzedzać swoich znajomych? Czy to byli jacyś czarnoksiężnicy? Wspominała Greengrassowi, że ma znajomych o różnym pochodzeniu, więc może o to chodziło. Zupełnie przypadkiem ponownie przeniosła wzrok na tych mężczyzn, aby zapamiętać jak najwięcej szczegółów, skoro miała ich unikac, dobrze było wiedzieć, jak wyglądali. Wcześniej nie przyglądała się im zbyt uważnie.
Yaxleyówna stała się bardzo tolerancyjna, kiedy zaczęła uczęszczać do Hogwartu, tam nauczyła się doceniać ludzi bez względu na ich pochodzenie. Jasne, wiedziała, że tacy jak ona są nieco wyżej w hierarchii, należało im się to, bo przecież od lat pracowali na swój status, ale nie wydawało jej się, aby powinni się do końca zamykać na inne możliwości. Wśród mugolaków przecież też zdarzały się perełki, które mogły sporo wnieść do magicznego świata. Nie wydawało jej się dobre ograniczanie ich.
- Całkiem słodka z ciebie hipiska. - Nie mogła się powstrzymać przy tym przed dotknięciem jego włosów. Przejechała po nich opuszkami palców i uśmiechnęła się do niego uroczo. Wiedziała do czego zmierza, powinna uważać na tamtych mężczyzn, zrozumiała.
Ulotnili się dosyć szybko w zupełnie przeciwnym kierunku. Nie przeszkadzało jej to zupełnie. Znaleźli się przy namiotach, też dosyć mocno obleganych podczas sabatów.
- Uch... - Nie pamiętała, czy wspominała mu już o tym, co myśli o wróżbitach. - Jak dla mnie to ściema. - Nigdy im nie ufała i wydawało jej się, że gadają farmazony i naciągają ludzi. - Co jeśli wywróży nam rychły koniec? - Zdecydowanie wolała nie słuchać takiego gadania, bo jeszcze przypadkiem zacznie wątpić w słuszność ich relacji.