10.10.2024, 19:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.10.2024, 19:56 przez Icarus Prewett.)
Nie chciał, żeby Electra go widziała w tym stanie. Był starszym bratem, tym, który miał dawać jej wsparcie, a nie je dostawać. Ona przecież jeszcze niedawno była dzieckiem, uczennicą Hogwartu, kimś, kto nie widział tej strony swojej rodziny. Icarus nie chciał się za bardzo przed nią otwierać. Z jednej strony, dlatego, że nie chciał, żeby go znienawidziła za to jak zerwał wtedy z Moną, a z drugiej, z powodu niemożliwości wysłowienia przez niego własnych uczuć.
Nigdy nie lubił obarczać innych własnymi problemami. Electra miała zapewne dostatecznie dużo własnych zmartwień, żeby jeszcze zajmować się grubo starszym bratem, który w wieku dwudziestu ośmiu lat nie potrafił się ogarnąć. Basil zresztą też miał trudną pracę, własne kłopoty z sercem (zdecydowanie poważniejsze niż złamane serce Icarusa), więc tym bardziej nie było potrzeby zamęczać go tymi rzeczami. Istniał oczywiście jeszcze jeden lęk: że rodzeństwo nie potraktuje problemów Icarusa poważnie, że powie „zwyczajnie z nią porozmawiaj”, jakby to było takie proste.
Dlatego Icarus poklepał jedynie siostrę po ramieniu, nie wtulając się w nią, mimo, że naprawdę tego potrzebował. Electra była kochana, to prawda, jednak Icarus nie mógł się przed nią otworzyć. A gdyby pozwolił sobie na chwilę słabości, niechybnie musiałoby do tego dojść. Zacząłby się użalać nad sobą, a ojciec zawsze go uczył, żeby nie dręczyć innych własnymi problemami. Trzeba było znosić znoje życia dzielnie... a przynajmniej w ciszy.
– Dzięki, Iskierko, ale... chyba wolę przez chwilę zostać sam – powiedział jak najdelikatniej potrafił. Te słowa brzmiały dziwnie. Szczególnie, kiedy po nich podniósł się i ruszył w stronę tylnego wyjścia z Convivium. – Powiedz Chrissy, że jej zapłacę potrójnie, jeśli przeczeka tu gości. Wyślę też list do Brutusa, pomoże w sprzątaniu.
Jego głos był... nieautentyczny. Jakby nie do końca do niego należał. Chciał myśleć o wszystkim poza Moną, jednak to nie było możliwe, bo w jego wyobraźni jawiła się tylko jej twarz. Piękna twarz, okolona rudymi, niesfornymi falami i poznaczona smutkiem, który jej sprawił.
– Pójdę chyba już do domu, przepraszam – dodał cicho, zdając sobie sprawę z tego, że brzmiał jak totalny dupek. Zmywał się w środku imprezy. Jednak... nie potrafiłby wytrzymać z jej wspomnieniem. Musiał być sam. Upić się i potem zażyć eliksir dobrego snu, byle tylko nie śnić o niej.
Nigdy nie lubił obarczać innych własnymi problemami. Electra miała zapewne dostatecznie dużo własnych zmartwień, żeby jeszcze zajmować się grubo starszym bratem, który w wieku dwudziestu ośmiu lat nie potrafił się ogarnąć. Basil zresztą też miał trudną pracę, własne kłopoty z sercem (zdecydowanie poważniejsze niż złamane serce Icarusa), więc tym bardziej nie było potrzeby zamęczać go tymi rzeczami. Istniał oczywiście jeszcze jeden lęk: że rodzeństwo nie potraktuje problemów Icarusa poważnie, że powie „zwyczajnie z nią porozmawiaj”, jakby to było takie proste.
Dlatego Icarus poklepał jedynie siostrę po ramieniu, nie wtulając się w nią, mimo, że naprawdę tego potrzebował. Electra była kochana, to prawda, jednak Icarus nie mógł się przed nią otworzyć. A gdyby pozwolił sobie na chwilę słabości, niechybnie musiałoby do tego dojść. Zacząłby się użalać nad sobą, a ojciec zawsze go uczył, żeby nie dręczyć innych własnymi problemami. Trzeba było znosić znoje życia dzielnie... a przynajmniej w ciszy.
– Dzięki, Iskierko, ale... chyba wolę przez chwilę zostać sam – powiedział jak najdelikatniej potrafił. Te słowa brzmiały dziwnie. Szczególnie, kiedy po nich podniósł się i ruszył w stronę tylnego wyjścia z Convivium. – Powiedz Chrissy, że jej zapłacę potrójnie, jeśli przeczeka tu gości. Wyślę też list do Brutusa, pomoże w sprzątaniu.
Jego głos był... nieautentyczny. Jakby nie do końca do niego należał. Chciał myśleć o wszystkim poza Moną, jednak to nie było możliwe, bo w jego wyobraźni jawiła się tylko jej twarz. Piękna twarz, okolona rudymi, niesfornymi falami i poznaczona smutkiem, który jej sprawił.
– Pójdę chyba już do domu, przepraszam – dodał cicho, zdając sobie sprawę z tego, że brzmiał jak totalny dupek. Zmywał się w środku imprezy. Jednak... nie potrafiłby wytrzymać z jej wspomnieniem. Musiał być sam. Upić się i potem zażyć eliksir dobrego snu, byle tylko nie śnić o niej.
Koniec sesji