10.10.2024, 20:12 ✶
Perseuszu. Na dźwięk swojego imienia poruszył się niespokojnie, jakby przez moment wahał się, czy rzeczywiście należy ono do niego. Po krótkiej chwili, mierzonej w zaledwie kilku oddechach, odwrócił się w stronę, z której dobiegł go znajomy głos. Rodolphus. Wiedział o nim tyle, ile wymagało od niego urodzenie się w szlachetnym i starożytnym rodzie Black - syn Reynarda i Rosalie z Potterów, pracownik Departamentu Tajemnic, nienaganne maniery i równie idealny ubiór. Idealna partia dla jego bratanicy, Bellatrix. Ile właściwie miał lat? Chyba tyle, co jego była żona. Na tę myśl Perseus poczuł nieprzyjemne ssanie w żołądku, kiedy stalowe oczy młodzieńca spotkały się z onyksem jego własnych tęczówek. Och, jakże ten chłopak był przystojny. A jakże on sam musiał być pijany, skoro nachodziły go takie myśli.
— Rodolphusie — posłał mu grymas mający być w założeniu uśmiechem, lecz oczy miał smutne i szkliste, a pod nimi wykwitły cienie zmęczenia. Ubranie Blacka miejscami było wygniecione, jakby ktoś na szybko i niedokładnie potraktował je żelazkiem, włosy zmierzwione, natomiast skóra zdawała się być bledsza niż zwykle. Granatowe żyły przebijały się przez alabaster odsłoniętych ramion — Brazylijski klimat nie służył Vesperze — zdawkowa odpowiedź, a jednak jego głos zadrżał pod ciężarem wszystkich zmartwień towarzyszących mu od kilku tygodni. Piętno nieprzespanych nocy, pomijanych posiłków i machinalnie wypalanych papierosów, aż robiło mu się niedobrze.
— Jak się masz? — sztampowe pytanie, wciśnięte mu w usta przez ciasne ramy konwenansów. Przyjazne jak się masz, by nie wyjść na gbura, gdy świat walił mu się na głowę. To prawda, że Perseus przedstawiał sobą żałosny widok, lecz starał się prezentować jak najlepiej - ocena, czy zaskarbiało to autentyczną sympatię, czy też litość pomieszaną z pogardą, zależała tylko i wyłącznie od jego rozmówcy. Spodziewał się, że to przypadkowe spotkanie zamknie się w kilku wymuszonych uprzejmościach, jednak ku jego zaskoczeniu młody Lestrange usiadł obok niego. Pomimo oszołomienia wywołanego wlanym w siebie tego wieczora trunkiem, zarejestrował, że mężczyzna odmawia barmanowi napitku. To mogło oznaczać, że miał do niego jakiś interes.
Przełknął ślinę i rozpiął guzik koszuli. W pubie zrobiło się jakoś gorąco...
— Rodolphusie — posłał mu grymas mający być w założeniu uśmiechem, lecz oczy miał smutne i szkliste, a pod nimi wykwitły cienie zmęczenia. Ubranie Blacka miejscami było wygniecione, jakby ktoś na szybko i niedokładnie potraktował je żelazkiem, włosy zmierzwione, natomiast skóra zdawała się być bledsza niż zwykle. Granatowe żyły przebijały się przez alabaster odsłoniętych ramion — Brazylijski klimat nie służył Vesperze — zdawkowa odpowiedź, a jednak jego głos zadrżał pod ciężarem wszystkich zmartwień towarzyszących mu od kilku tygodni. Piętno nieprzespanych nocy, pomijanych posiłków i machinalnie wypalanych papierosów, aż robiło mu się niedobrze.
— Jak się masz? — sztampowe pytanie, wciśnięte mu w usta przez ciasne ramy konwenansów. Przyjazne jak się masz, by nie wyjść na gbura, gdy świat walił mu się na głowę. To prawda, że Perseus przedstawiał sobą żałosny widok, lecz starał się prezentować jak najlepiej - ocena, czy zaskarbiało to autentyczną sympatię, czy też litość pomieszaną z pogardą, zależała tylko i wyłącznie od jego rozmówcy. Spodziewał się, że to przypadkowe spotkanie zamknie się w kilku wymuszonych uprzejmościach, jednak ku jego zaskoczeniu młody Lestrange usiadł obok niego. Pomimo oszołomienia wywołanego wlanym w siebie tego wieczora trunkiem, zarejestrował, że mężczyzna odmawia barmanowi napitku. To mogło oznaczać, że miał do niego jakiś interes.
Przełknął ślinę i rozpiął guzik koszuli. W pubie zrobiło się jakoś gorąco...
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory