- Całkiem ciekawa teoria panie specjalisto od przyjaźni i nieprzyjaźni, nie wiedziałam, że jesteś w tym aż taki biegły. - Całkiem gładko mu szło mówienie o tym wszystkim, szczególnie w tej chwili, kiedy moment przyjaźni mieli już dawno za sobą. Widać wyciągał całkiem niezłe wnioski ze zdobytego doświadczenia. Ambroise potrafił ubierać myśli w słowa, kiedy się postarał. To był właśnie jeden z takich razy. Niemalże gwizdnęła z podziwem, kiedy usłyszała tę teorię. Wiedział do czego zmierza, mówił o tym, co ich spotkało. Cóż, aktualnie była bardzo zadowolona z tego, że to nie była zwyczajna przyjaźń, a coś więcej. Pewnie nie dałaby rady się z nim przyjaźnić, gdyby nie potrafił na nią spojrzeć w ten sam sposób, w który ona na niego spoglądała. Na szczęście ten problem ich nie dotyczył, mogli wznieść się na wyższy, jeszcze bliższy etap znajomości, który tak właściwie był zbudowany na całkiem silnych fundamentach. W końcu dzięki temu, że się przyjaźnili, to znali się naprawdę dobrze i wiedzieli o sobie wiele, nie wchodzili w nieznane, wręcz przeciwnie, po prostu do dotychczasowej znajomości dorzucali pewne profity.
- Potrafisz być bardzo przekonujący. - Zdecydowanie, nie mogła mu tego odmówić. Wiedziała, że niewiele potrzebował, aby jadła mu z ręki. Jednak nie potrafiła się oprzeć tym obietnicą, wiedziała, że były warte ich składania i dążenia do tego, aby faktycznie się spełniły. Ambroise nie rzucał słów na wiatr, więc warto było od czasu do czasu dostosować się do niego i jego próśb. Szczególnie, że nagroda mogła być całkiem satysfakcjonująca. Jasne, droczyli się tym jedynie, bo wiedziała, że co by się nie wydarzyło, to i tak skończą w tym samym miejscu - najprawdopodobniej łóżku, a może nawet nie zdążą do niego dotrzeć. Szczególnie, że tutaj bardzo mocno powstrzymywali się od typowych dla siebie nawyków, i starali się trzymać ręce przy sobie, a przynajmniej ona z tym naprawdę mocno walczyła.
- Postaram się o tym nie zapomnieć. - Było spore prawdopodobieństwo, że akurat ten fragment rozmowy nie wryje się jej jakoś specjalnie w pamięć. Cóż, nie oszukujmy się numerologia naprawdę nie należała w szeregu jej zainteresowań. Nie podejrzewała, żeby to się miało szybko zmienić.
Nie udało jej się od niego uciec nawet o krok, bo po chwili znowu znalazł się tuż obok niej. Strasznie utrudniał jej w miarę odpowiednie funkcjonowanie wśród tych wszystkich ludzi. Myślała, że chociaż na chwilę uda się jej przestać myśleć o tym, co będą robić, kiedy wrócą do domu. Cóż, niestety tak się nie stało.
- Ja wcale się nie chwalę. - Postanowiła to sprostować, po prostu próbowała walczyć z jego zarzutami. - Tak, świadomie coraz bardziej owijam sobie ciebie wokół palca, aby móc cię niegodziwie wykorzystywać, zadowolony? - Zmarszczyła nos, kiedy te słowa padły z jej ust. Nie do końca o to jej chodziło, chociaż może faktycznie tak było? Potrafiła go podejść, to prawda, podczas tych dwóch miesięcy nauczyła się do niego docierać poprzez pewne drobne czynności. Dostała potwierdzenie, że to działa i próbowała kolejnych metod. Nie robiła to jednak po to, aby osiągnąć jakiś nie do końca właściwy cel, po prostu wydawało jej się, że właśnie na tym powinno polegać to, co razem tworzyli. Musiała mieć świadomość, że się do niej przywiązał, że mu na niej zależy, bo sama wpadła po uszy i zdecydowanie zależało jej na tym, aby to było z obydwu stron tak samo silne.
- Nie wiem dlaczego podważasz to z kim robię interesy, z tego co się orientuję, ci ludzie przed którymi mnie ostrzegałeś, to byli twoi znajomi, nie moi, więc nie do końca zdaję sobie sprawę gdzie leży problem, Ambroise. - Nie dawała mu póki co ku temu żadnych przesłanek. Odkąd byli razem naprawdę starała się działać najrozsądniej jak tylko potrafiła. Nie zamierzała oczywiście całkowicie porzucić Nokturnu, bo to była spora część jej dodatkowego zarobku, tego o którym nie wiedzieli rodzice z racji na to, że było to bardzo nieoficjalne. Nie mogła sobie pozwolić na porzucenie tej części życia, czy tego chciał, czy nie.
W jej oczach pojawiły się iskry zwiastujące sporą irytację. Sięgnął po bardzo, ale to bardzo nieodpowiedni argument i ją tym okropnie rozdrażnił. - W ten sposób chcesz ze mną rozmawiać? - Naprawdę ją wkurzył, czy faktycznie tego chciał, żeby trzymała się od niego z daleka? Na to chyba było już trochę za późno, jeśli to było to, na czym mu zależało to mógł nie zaczynać się z nią przyjaźnić.
Jej myśli zaczeły krążyć po naprawdę nieprzyjemnych miejscach, aktualnie nie potrafiła sobie wyobrazić swojego życia bez niego, a ten wyskoczył jej z tym tekstem.
- Och jasne, zróbmy te kilka kroków w tył. - Jej zdaniem nie miało to większego sensu, przecież wiedział, że naprawdę starała się dostosowywać swoje wybory do tego, na czym mu zależało. Próbowała mu to pokazać, jak widać to nie do końca działało. - Chcę, żebyś też był zadowolony, tylko nie lubię, kiedy ktoś mi coś narzuca. - Wystarczyło odezwać się do niej nieco innym tonem, nie zabraniać jej wybierania swoich przyszłych klientów, może bardziej mógł zasugerować jej, aby zaczęła weryfikować osoby z którymi miała nawiązywać interesy zamiast wchodzić we wszystko w ciemno? To mogłaby rozważyć, ale nie te śmieszne zakazy. To bardzo, ale to bardzo uderzało w jej ego, poczuła się trochę jak głupiutka dziewczynka, która nie wiedziała co robi. Może i była młoda, ale radziła sobie na Nokturnie od kilku lat, wiedziała, jak wyglądają interesy w tym miejscu, nie musiał jej przed nim ostrzegać.
- Może dla ciebie to są rozrywkowe wróżby. - Zbyt wiele razy słyszała to samo i bała się, że znowu się to powtórzy. Nie chciała, żeby przy tym był, szczególnie po tym, jak zrobił jej wykłada o tym Nokturnie, czy to się nie spinało w idealną całość? Geraldine Yaxley najprawdopoodbniej nie dożyje końca roku - wspaniała wróżba, nie ma co. To nie byłoby nic nowego, tyle, że przez to mógłby znowu zacząć się zastanawiać nad tym, czym się zajmowała. Wiedziała, że nie jest łątwo żyć ze świadomością, że ktoś niemalże codziennie naraża swoje życie, ale wiedział o tym, jak wygląda jej praca. Nie ukrywała tego przed nim, to nie był czas na dyskutowanie o tym, czy podążała słuszną ścieżką.
Pociągnęła ostatnią chmurę dymu, po czym dosyć nerwowo rzuciła niedopałek na ziemię. Przydeptała go od razu swoim ciężkim butem, żeby przypadkiem nie podpalić polany, chociaż czuła, że niedługo może zapłonąć przez jej irytację. Nie spodziewała się, że ten całkiem miły wieczór zamieni się w to.
- Mamy iść szukać tego całego kwiatka. - Taki chyba był plan na ich dalszy wieczór? Właściwie to sama nie wiedziała, nie sądziła, żeby wyjście do lasu było konieczne, bo humor zdecydowanie jej się popsuł, ale obiecała mu przecież, że to zrobią, a zawsze dotrzymywała słowa. Wpatrywała się więc w niego i czekała na decyzję, jeśli nie będzie chciał tam pójść, to zmyje się do domu, nie była pewna, czy będzie miał ochotę pójść tam z nią, co jeszcze bardziej ją irytowało, bo wyobrażała sobie zakończenie tego wieczora i wyglądało ono zupełnie inaczej.