11.10.2024, 01:49 ✶
Jakże mu tego zazdrościł - powściągliwości, umiejętności niezwracania na siebie uwagi oraz szczęścia trzymającego go z dala od wszelkich kłopotów. Perseus niekiedy łapał się na tym, że nie rozumie samego siebie, tej burzy szalejącej w jego wnętrzu, rwącego potoku emocji przedzierającego się przez zaporę zobojętnienia tak skrzętnie budowaną każdego dnia. On, który przecież powinien znać się na meandrach ludzkiego umysłu, gubił się we własnym. Naturalnie, nie zdawał sobie sprawy z tego, jak silne afekty targają Rodolphusem, jak wiele wysiłku wkłada w to, by zachować spójność swej maski. Trawa zawsze wydawała się bardziej zielona po drugiej stronie płotu.
Ramiona uniosły się do góry nieznacznie, a ciało napięło, jakby zaraz miał przejść do ofensywy i zapytać och, naprawdę?, lecz zrezygnował z walki, kiedy ich spojrzenia znów się spotkały. W szarych oczach Rodolphusa coś się czaiło; nie potrafił powiedzieć co dokładnie, lecz w atawistycznym odruchu przeraził się tego, co zobaczył. Wbił więc wzrok w kostkę lodu topiącą się w bursztynie. Nierozważnym było robienie sobie wrogów teraz, gdy potrzebował jak największej ilości sojuszników. Przełknął więc dumę wraz z kolejnym łykiem whisky palącej w przełyk. — Jeszcze nie, ale Vespera jest silna. Wyjdzie z tego — odparł wreszcie, a głos miał ochrypły i nie wiedział już, czy to od alkoholu, czy wzbierających w nim emocji. Prawdopodobnie oba te czynniki miały w tym swój udział.
Udawał, że nie widzi osądu wymalowanego na twarzy młodego Lestrenge'a. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przez jego lekkomyślność Blackowie stali się pośmiewiskiem magicznej socjety. To cud, że nie został jeszcze wydziedziczony - za mniejsze przewinienia potrafiono wypalać czarne dziury na rodowym gobelinie. Miał wrażenie, że uratowało go jedynie małżeństwo z Vesperą i bliźnięta, które miały urodzić się w okolicy Imbolc. Przecież gdyby do tego doszło, zarówno ona, jak i dzieci straciliby nazwisko - a tego Pollux nie mógł zrobić córce swojego dobrego przyjaciela. Sprawa jednak wydała się skomplikowana w momencie śmierci Chestera Rookwooda. Jego ojciec nigdy nie jawił mu się jako przesadnie sentymentalny. Z drugiej jednak strony, chyba dość mieli skandalów na kolejną dekadę...
Żołądek kolejny raz boleśnie się skurczył, kiedy Perseus zdał sobie sprawę z tego, że kolejnej szansy może już nie być.
— Tak — rzekł bezpardonowo i po raz pierwszy od dłużej chwili odważył się przenieść na niego swoje spojrzenie — Jeśli chcesz mi powiedzieć, jak bardzo jestem żałosny, to zrób to teraz i miejmy to z głowy.
Rzucił rękawicę, ale wcale nie był w bojowym nastroju. Wręcz przeciwnie, przypominał człowieka kulącego się przed razami, modlącego się w duchu, by jego oprawca jak najszybciej skończył wymierzać mu razy.
Ramiona uniosły się do góry nieznacznie, a ciało napięło, jakby zaraz miał przejść do ofensywy i zapytać och, naprawdę?, lecz zrezygnował z walki, kiedy ich spojrzenia znów się spotkały. W szarych oczach Rodolphusa coś się czaiło; nie potrafił powiedzieć co dokładnie, lecz w atawistycznym odruchu przeraził się tego, co zobaczył. Wbił więc wzrok w kostkę lodu topiącą się w bursztynie. Nierozważnym było robienie sobie wrogów teraz, gdy potrzebował jak największej ilości sojuszników. Przełknął więc dumę wraz z kolejnym łykiem whisky palącej w przełyk. — Jeszcze nie, ale Vespera jest silna. Wyjdzie z tego — odparł wreszcie, a głos miał ochrypły i nie wiedział już, czy to od alkoholu, czy wzbierających w nim emocji. Prawdopodobnie oba te czynniki miały w tym swój udział.
Udawał, że nie widzi osądu wymalowanego na twarzy młodego Lestrenge'a. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że przez jego lekkomyślność Blackowie stali się pośmiewiskiem magicznej socjety. To cud, że nie został jeszcze wydziedziczony - za mniejsze przewinienia potrafiono wypalać czarne dziury na rodowym gobelinie. Miał wrażenie, że uratowało go jedynie małżeństwo z Vesperą i bliźnięta, które miały urodzić się w okolicy Imbolc. Przecież gdyby do tego doszło, zarówno ona, jak i dzieci straciliby nazwisko - a tego Pollux nie mógł zrobić córce swojego dobrego przyjaciela. Sprawa jednak wydała się skomplikowana w momencie śmierci Chestera Rookwooda. Jego ojciec nigdy nie jawił mu się jako przesadnie sentymentalny. Z drugiej jednak strony, chyba dość mieli skandalów na kolejną dekadę...
Żołądek kolejny raz boleśnie się skurczył, kiedy Perseus zdał sobie sprawę z tego, że kolejnej szansy może już nie być.
— Tak — rzekł bezpardonowo i po raz pierwszy od dłużej chwili odważył się przenieść na niego swoje spojrzenie — Jeśli chcesz mi powiedzieć, jak bardzo jestem żałosny, to zrób to teraz i miejmy to z głowy.
Rzucił rękawicę, ale wcale nie był w bojowym nastroju. Wręcz przeciwnie, przypominał człowieka kulącego się przed razami, modlącego się w duchu, by jego oprawca jak najszybciej skończył wymierzać mu razy.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory