- Mogę cię zapewnić, że tak bardzo niegodziwe, jak się tylko da. - Tak, ten wieczór zdecydowanie powinien zakończyć się odpowiednią celebracją trwającego święta. Wszystko ich ku temu prowadziło, szczególnie, że naprawdę próbowali zachowywać się odpowiednio i nie przekraczać granicy przy ludziach, bo przecież byli ponad to, a przynajmniej starali się być. To wcale nie było takie łatwe, bo ci, którzy przygotowywali sabat potrafili sprawić, aby trudno było ignorować atmosferę jaka unosiła się w powietrzu.
Nic nie powinno pójść nie tak. Nie spodziewała się, że tak szybko będzie musiała zweryfikować swoje plany. Cóż, powinna się spodziewać, że zbyt długo nie będzie trwała ta ich sielanka i prędzej, czy później dojdzie między nimi do spięcia.
- Dobrze, nie są to twoi znajomi, ale wiesz kim są i czym się zajmują. Dotarło do mnie, że mam się trzymać od nich z daleka, nie spojrzałabym na nich, gdyby nie ty. Zapewne nasze drogi zawodowe też nigdy by się nie skrzyżowały. - Nigdy nie mów nigdy, jednak w tym przypadku faktycznie wcale nie musiało do tego dojść. Westchnęła ciężko, kiedy zaczynał tę gadkę o odpowiedzialności. No nie, jeszcze tylko jej teraz brakowało, aby zaczął jej to wyrzygiwać. Nie musiał się o nią martwić, jakoś sobie radziła, kiedy nie było go obok. Nie zajmowała się tym od wczoraj. - Jasne, masz do tego prawo, jak najbardziej. - Nie do końca wierzyła w swoje słowa. Starała się zrozumieć tę przesadną troskę, ale wydawało jej się, że póki co nie dała mu do zrozumienia, że pakuje się w coś, z czym nie byłaby sobie w stanie poradzić. Naprawdę starała się działać odpowiedzialnie, bo wiedziała, że nie jest już sama, i nie powinna niepotrzebnie ryzykować.
- Naprawdę próbuję do tego przywyknąć, ale to też jest dla mnie zupełnie nowe. - Miała nadzieję, że rozumie o co jej chodzi. Nie przywykła do tego, że ktoś się o nią martwił i weryfikował to, czym się zajmowała. Od zawsze miała wolną rękę, przynajmniej jeśli chodzi o tę część interesów.
- Staram się nie włazić w żadne gówno, przynajmniej ostatnio. - Z tym bywało różnie, w przeszłości, aktualnie była zdecydowanie ostrożniejsza i ograniczyła ilość zleceń tylko po to, żeby był spokojniejszy.
- Nie mów tak, zawsze jest wybór. - Nie stawiała go przecież pod ścianą, nie sięgała po takie zagrywki. Nie wydawały jej się one potrzebne. Przecież tylko sobie dyskutowali i próbowali dojść do konsensusu.
Ta rozmowa zupełnie nie sprawiała jej przyjemności, czuła, że może faktycznie powinna nieco zejść z tonu, bo miał prawo rzucać takiego uwagi, tworzyli coś razem, już nie była całkowicie wolnym człowiekiem, który nie musiał się na nikogo oglądać. Naprawdę starała się wszystko uporządkować, jednak nadal niektóre dziedziny życia nie do końca działały tak jak powinny. Oczywiście, że nie zamierzała się pakować w ramiona tych typów i na przekór mu nawiązywać z nimi relacji biznesowych.
- Nie mówię, że masz stać w miejscu, cieszę się z tego, że się w to angażujesz, obiecuję brać pod uwagę twoją opinię. - To mogła zrobić. Nie mogła jednak mieć pewności, że czasem nie postawi na swoim. Nie zamierzała rzucać słów na wiatr, bo zawsze dotrzymywała słowa.
Miała wrażenie, że ta rozmowa prowadzi ich donikąd. Trochę przerzucali się argumentami i nic poza tym. Nie chciała zresztą tego ciągnąć, na pewno nie dzisiaj, to miał być przyjemny wieczór, miał jej odczarować nastawienie do sabatów.
Zastanawiała się, czy w ogóle powinna mu mówić o tej nie do końca legalnej części swojej pracy, jasne byli razem, nie powinni mieć przed sobą tajemnic, ale czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, może tak byłoby łatwiej? Czuła jednak, że to byłoby w stosunku do niego nie w porządku, a nie chciała tak postępować. Będzie musiała znaleźć jakieś rozwiązanie, ale aktualnie nie miała do tego głowy.
Nie spojrzała na to z tej strony. Jej dotychczasowe doświadczenie zwiazane z podobnego typu aktywnościami faktycznie może nie było najlepsze, ale Ambroise miał rację. Nigdy nie robiła tego z nim. To trochę zmieniło jej punkt widzenia. Była uparta jak osioł, ale czasem dało się jej otworzyć oczy, oczywiście dzięki odpowiedniemu przedstawieniu swojego punktu widzenia.
- Masz rację, jestem uprzedona, nie powinnam być. - Nie zdarzało się to zbyt często, ale czasem potrafiła przyznać się do błędu. - Jest inna, może faktycznie to dobry moment, aby wreszcie się do tego przekonać. - Powiedziała już nieco spokojniejszym tonem. Yaxleyówna może lubiła stawiać na swoim, ale czasem naprawdę potrafiła z tego zrezygnować. Nie sądziła, że tak mu będzie zależało na tej wspólnej wróżbie, w sumie wiedziała, że nie chodzi tylko o nią, chyba chciał z nią po prostu przeżywać te wszystkie rzeczy, których jeszcze razem nie robili.
Tak, chciała mieć z głowy ten spacer po lesie i jak najszybciej wrócić do domu. Nie znosiła nerwowej atmosfery, szczególnie, kiedy wokół nich znajdowało się tyle ludzi. Wiedziała, że bardzo łatwo będą mogli wyczuć tę aurę, która ich otaczała, a aktualnie była bardzo nieprzyjemna. Kłopoty w raju, czy coś.
- Dobrze, w jaki sposób więc chcesz spożytkować ten czas? - Ona najchętniej poszłaby po alkohol i trochę ukoiła nerwy, chociaż wiedziała, że to nie było długotrwałe rozwiązanie. Prędzej, czy później będzie musiała się z tym wszystkim zmierzyć. Nie miała zamiaru tańczyć przy ognisku, ogólnie odechciało jej się tego całego świętowania.
Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę zmrużając oczy. Chciał uzyskać tymczasowy rozejm, ciekawe. To do nich wróci, ze zdwojoną siłą, była tego pewna. Nie da się zamiatać takich rzeczy pod dywan, tak samo jak trzymać trupów w szafie.
Nie miała jednak ochoty się z nim dłużej kłócić, przystanięcie na to było najprawdopodobniej jedyną opcją, która mogła mieć sens. Wyciągnęła w jego kierunku lewą rękę. - Zgoda. - Tak, niech Wizengamot to oceni, najlepiej nigdy.