11.10.2024, 11:30 ✶
Isaac zamówił podwójną whisky z lodem, a kiedy kelnerka odeszła, uśmiechnął się, słysząc pytania Daisy. Uniósł brew w lekkim rozbawieniu, odwracając wzrok na scenę, gdzie drag queen w kolorowym kostiumie zaczęła szykować się do występu.
-Wyoutować? Szczerze, Daisy, jeśli w ciągu kilku lat nie znajdę sobie żony, to chyba nie pozostanie mi nic innego, jak szukać wśród panów i poprosić cię o pomoc.- Odparł opierając się łokciem o stół i przechylając lekko w stronę kuzynki. Spoważniał nieco.
-Zabrałem cię tutaj, bo chciałem, żebyś zobaczyła “coś więcej”. To, co tutaj się dzieje, to nie tylko zabawa. To schronienie. Ci mugole, którzy tutaj przychodzą, nie pasują do swojego świata. Są wyrzutkami, tak samo jak niektórzy w naszym świecie, którzy nie pasują do idei czystości krwi.- Spojrzał na Daisy uważnie, badając jej reakcję i starając się wyczuć, jak zareaguje na jego słowa.-Nasz świat nie jest wcale tak inny, jakby mogło się wydawać. Odrzucamy tych, którzy nie pasują do naszej wizji porządku.- Mówił, marszcząc lekko brwi, a uśmiech chwilowo zniknął z jego twarzy. Wziął głębszy wdech i znów skupił się na otoczeniu. Światła zaczęły migotały, rzucając na twarze gości teatralne cienie.
-Czytałem twoje artykuły w Czarownicy.- Zaczął spokojnie, znów nachylając się nieco bliżej kuzynki.-Masz naprawdę lekkie pióro.- Z jego głosu można było wyczuć szczere uznanie.-Jak ci się podoba ta praca? Masz może pomysł, co chciałabyś robić dalej? A może… chciałabyś pisać o czymś zupełnie innym?- Zapytał, przyglądając się Daisy z ciekawością. To pytanie było szczere, ale i celowe. Isaac chciał zrozumieć, czego szukała w swoim życiu. Znał wielu ludzi, którzy uważali pisanie o modzie czy plotkach za stratę czasu, ale on nie do końca się z tym zgadzał. Jeżeli to lubiła, to bardzo dobrze. Szkoda by jednak było, gdyby zmarnowała swój potencjał na tak przyziemne sprawy.
Wokół nich lokal zaczynał ożywać jeszcze bardziej. Goście zbierali się wokół sceny, niecierpliwie oczekując występu. Niektórzy byli przebrani równie ekstrawagancko jak artystka na scenie, inni nosili bardziej stonowane stroje, ale wszyscy dzielili wspólną energię - wolności i akceptacji.
Isaac przyglądał się Daisy, a w głowie zadawał sobie pytanie - czy czuła się nieswojo, czy może wciągnęła ją ta atmosfera?
-Nie chciałbym musieć otwierać takiego lokalu na Horyzontalnej. Chciałbym, żeby wszyscy mogli być po prostu sobą, śmiać się, kochać i żyć wszędzie bez strachu.- Czekał na jej odpowiedź, a jednocześnie zastanawiał się, czy Daisy dostrzegała to, co on. Ten dziwny, wspólny los, który łączył ich wszystkich, bez względu na to, z jakiego świata pochodzili. Czy rozumiała, co chciał jej przekazać?
-Wyoutować? Szczerze, Daisy, jeśli w ciągu kilku lat nie znajdę sobie żony, to chyba nie pozostanie mi nic innego, jak szukać wśród panów i poprosić cię o pomoc.- Odparł opierając się łokciem o stół i przechylając lekko w stronę kuzynki. Spoważniał nieco.
-Zabrałem cię tutaj, bo chciałem, żebyś zobaczyła “coś więcej”. To, co tutaj się dzieje, to nie tylko zabawa. To schronienie. Ci mugole, którzy tutaj przychodzą, nie pasują do swojego świata. Są wyrzutkami, tak samo jak niektórzy w naszym świecie, którzy nie pasują do idei czystości krwi.- Spojrzał na Daisy uważnie, badając jej reakcję i starając się wyczuć, jak zareaguje na jego słowa.-Nasz świat nie jest wcale tak inny, jakby mogło się wydawać. Odrzucamy tych, którzy nie pasują do naszej wizji porządku.- Mówił, marszcząc lekko brwi, a uśmiech chwilowo zniknął z jego twarzy. Wziął głębszy wdech i znów skupił się na otoczeniu. Światła zaczęły migotały, rzucając na twarze gości teatralne cienie.
-Czytałem twoje artykuły w Czarownicy.- Zaczął spokojnie, znów nachylając się nieco bliżej kuzynki.-Masz naprawdę lekkie pióro.- Z jego głosu można było wyczuć szczere uznanie.-Jak ci się podoba ta praca? Masz może pomysł, co chciałabyś robić dalej? A może… chciałabyś pisać o czymś zupełnie innym?- Zapytał, przyglądając się Daisy z ciekawością. To pytanie było szczere, ale i celowe. Isaac chciał zrozumieć, czego szukała w swoim życiu. Znał wielu ludzi, którzy uważali pisanie o modzie czy plotkach za stratę czasu, ale on nie do końca się z tym zgadzał. Jeżeli to lubiła, to bardzo dobrze. Szkoda by jednak było, gdyby zmarnowała swój potencjał na tak przyziemne sprawy.
Wokół nich lokal zaczynał ożywać jeszcze bardziej. Goście zbierali się wokół sceny, niecierpliwie oczekując występu. Niektórzy byli przebrani równie ekstrawagancko jak artystka na scenie, inni nosili bardziej stonowane stroje, ale wszyscy dzielili wspólną energię - wolności i akceptacji.
Isaac przyglądał się Daisy, a w głowie zadawał sobie pytanie - czy czuła się nieswojo, czy może wciągnęła ją ta atmosfera?
-Nie chciałbym musieć otwierać takiego lokalu na Horyzontalnej. Chciałbym, żeby wszyscy mogli być po prostu sobą, śmiać się, kochać i żyć wszędzie bez strachu.- Czekał na jej odpowiedź, a jednocześnie zastanawiał się, czy Daisy dostrzegała to, co on. Ten dziwny, wspólny los, który łączył ich wszystkich, bez względu na to, z jakiego świata pochodzili. Czy rozumiała, co chciał jej przekazać?