11.10.2024, 14:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.10.2024, 14:40 przez Enzo Remington.)
Ile Enzo zarabiał, miało pozostać tajemnicą. Nie miał wiele do ukrycia, lecz wychował się w bardzo dostatniej rodzinie i majętność dostrzegał w nieco innych kolorach niż większość tych, która dorastała w bardziej przyziemnych warunkach. Czy doskonały, skrojony na miarę garnitur był przesadą, czy koniecznością? Zegarek znanej marki mógłby być droższym modelem, nie miał w sobie przecież nawet jednego brylantu i jednego złocenia. To nie było wiele. To było aż zbytnio dla przeciętnego człowieka.
Lorenz zakrył usta dłonią, gdy zaśmiał się ze słów Neila.
- Nie przesadzaj! Trzeba się cenić, mój drogi. Zresztą, pieniądze to nie wszystko. - Zauważył, poruszając tą samą dłonią, sugerując, że to przecież nic takiego. - Może zamiast tego coś mi upieczesz? Zapłacę za składniki, jeśli potrzeba. Obawiam się, że moja mamusia nie ma własnych owoców. - Westchnął.
Gdyby tylko Neil poznał matkę Enzo. Pani Remington była tak daleka uprawiania roli, jak to tylko możliwe. Mieszkająca w centrum Greenwich w pięknej kamienicy, owoce dostarczane miała raczej z najbliższego Tesco, aniżeli z drzewa.
Wyznanie towarzysza wyraźnie zdziwiło Enzo.
- Ma na ciebie oko, mój kochany? Ministerstwo? - Podpytał, nie do końca wiedząc, co o tym myśleć. - Co to dokładnie znaczy? - Zmrużył lekko ślepia, jakby dopiero teraz dostrzegał Neila w nowym świetle. - Kochany, nie wiem, co to znaczy, ale jestem pewny, że nie będzie mieć znaczenia. A list? Zaplanujmy go teraz!
Z tymi słowami Enzo wyciągnął zza pazuchy złożoną na cztery kartkę i pióro, przygotowane właśnie do tego. Na samym szczycie zaczął "Szanowny Panie Dyrektorze".
- Dyktuj. - Poprosił. - Później poprawimy.
Lorenz zakrył usta dłonią, gdy zaśmiał się ze słów Neila.
- Nie przesadzaj! Trzeba się cenić, mój drogi. Zresztą, pieniądze to nie wszystko. - Zauważył, poruszając tą samą dłonią, sugerując, że to przecież nic takiego. - Może zamiast tego coś mi upieczesz? Zapłacę za składniki, jeśli potrzeba. Obawiam się, że moja mamusia nie ma własnych owoców. - Westchnął.
Gdyby tylko Neil poznał matkę Enzo. Pani Remington była tak daleka uprawiania roli, jak to tylko możliwe. Mieszkająca w centrum Greenwich w pięknej kamienicy, owoce dostarczane miała raczej z najbliższego Tesco, aniżeli z drzewa.
Wyznanie towarzysza wyraźnie zdziwiło Enzo.
- Ma na ciebie oko, mój kochany? Ministerstwo? - Podpytał, nie do końca wiedząc, co o tym myśleć. - Co to dokładnie znaczy? - Zmrużył lekko ślepia, jakby dopiero teraz dostrzegał Neila w nowym świetle. - Kochany, nie wiem, co to znaczy, ale jestem pewny, że nie będzie mieć znaczenia. A list? Zaplanujmy go teraz!
Z tymi słowami Enzo wyciągnął zza pazuchy złożoną na cztery kartkę i pióro, przygotowane właśnie do tego. Na samym szczycie zaczął "Szanowny Panie Dyrektorze".
- Dyktuj. - Poprosił. - Później poprawimy.