11.10.2024, 17:56 ✶
Mona podłapała jego spojrzenie i o mało nie parsknęła śmiechem, gdy zaczął mówić po włosku. Kiwała głową, aby potwierdzić, że Anthony był rzeczywiście tylko stażystą czekającym na przydział.
Szczerze mówiąc, nawet nie pomyślała o tym, że Mustang Weasley mógłby być odpowiedzialnym za chaos w jej biurze. Może również Mona nie znosiła typa. I może Weasleya nigdy nie obchodziło, co faktycznie robiła, a teraz zmartwiło ją coś jeszcze innego. Normalnie puściłaby jego słowa mimo uszu, ale dzisiaj to Anthony siedział obok niej! Nie powinien być świadkiem takiej sytuacji; nie powinien on w ogóle lawirować między jadowitymi uwagami z strony losowego stażysty, który gdyby tylko wiedział…
— W porządku, Weasley. Zajmę się tym jak tylko… — zatrzymała się na chwilę, kiedy usłyszała uwagę o jej wujku i że Mona się nie s p r a w d z a. Właściwie to była zszokowana, no bo jak? Usłyszał, że zatrudnili nowego stażystę i Weasley uznał, że mógł sobie pozwolić na więcej? Szalone. Już ze swoim irytującym głosem był niezwykle trudny do zniesienia, no ale chuj miał tupet. Szkoda, że nie mogła sobie pozwolić na szczerość, a chociażby przez kwestię tożsamości Shafiqa, którą też przecież musiała mieć na uwadze.
Weasley chciał jej wytknąć niekompetencję? Może najlepszym sposobem na niego była odrobina teatru i wmówienie mu bzdur o myciu smoczych zębów. Skinęła głową z pełnym przekonaniem, a potem odwróciła się do Anthony’ego, czyli do Aleistera Crowleya, licząc na to, że kontynuacja ich fałszywej opowieści pójdzie równie gładko.
— Każdy moment jest dobry do nauki, zwłaszcza kiedy Ant… — poprawiła się szybko. — Aleister również specjalizuje się w smokach. Jak dobrze, że wspomniałeś właśnie o tych pastach do zębów, bo wiesz Weasley, nasze ukochane stworzenia mają dość specyficzne wymagania, jeśli chodzi o higienę — zaczęła z wyraźnie udawaną powagą. — Tak naprawdę to jest coś o czym się nie mówi. A pan Crowley ma trochę doświadczenia, nie? — spojrzała na Anthony’ego.
Weasley patrzył na nią sceptycznie, ale… wciąż stał i słuchał?
— Naprawdę? — mruknął.
— Mamy w planach szkolenie, jak myć smocze zęby. To jedna z podstawowych procedur w przypadku smoków hodowlanych, szczególnie jeśli chodzi o zapobieganie próchnicy… Nie wspominając już o tych nieprzyjemnych wyziewach ognia. Serio, można w ten sposób uniknąć wielu nieprzyjemnych wypadków — uniosła brwi, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. — Dlatego ważne jest, żeby młody stażysta… taki jak pan Aleister — spojrzała znacząco na Weasleya. — Poznał również podstawy proceduralne zanim zajmie się poważniejszymi przypadkami.
— Pasty do zębów… dla smoków? – powtórzył Weasley. — Przecież to jakiś absurd…
— No przecież nie możesz pozwolić, żeby smoki miały próchnicę – rzuciła Mona. – Wyobraź sobie co by się stało, gdyby smok zaatakował i połamał sobie kły tylko dlatego, że nikt mu nie wyczyścił wcześniej zębów. To jest nie tylko niebezpieczne, ale i skandaliczne zaniedbanie. A ty? Znasz standardy? Pracujesz tu już jakiś czas, prawda? – zapytała z pozorną troską. – Czy kiedykolwiek brałeś udział w kontroli smoczych zębów?
— Nie, ale… – który to już raz prychnął? Weasley zmarszczył brwi. Czyżby próbował przeanalizować czy przypadkiem nie ominęły go jakieś nowe procedury?
— No właśnie. Widzisz, to wcale nie jest takie proste.
Szczerze mówiąc, nawet nie pomyślała o tym, że Mustang Weasley mógłby być odpowiedzialnym za chaos w jej biurze. Może również Mona nie znosiła typa. I może Weasleya nigdy nie obchodziło, co faktycznie robiła, a teraz zmartwiło ją coś jeszcze innego. Normalnie puściłaby jego słowa mimo uszu, ale dzisiaj to Anthony siedział obok niej! Nie powinien być świadkiem takiej sytuacji; nie powinien on w ogóle lawirować między jadowitymi uwagami z strony losowego stażysty, który gdyby tylko wiedział…
— W porządku, Weasley. Zajmę się tym jak tylko… — zatrzymała się na chwilę, kiedy usłyszała uwagę o jej wujku i że Mona się nie s p r a w d z a. Właściwie to była zszokowana, no bo jak? Usłyszał, że zatrudnili nowego stażystę i Weasley uznał, że mógł sobie pozwolić na więcej? Szalone. Już ze swoim irytującym głosem był niezwykle trudny do zniesienia, no ale chuj miał tupet. Szkoda, że nie mogła sobie pozwolić na szczerość, a chociażby przez kwestię tożsamości Shafiqa, którą też przecież musiała mieć na uwadze.
Weasley chciał jej wytknąć niekompetencję? Może najlepszym sposobem na niego była odrobina teatru i wmówienie mu bzdur o myciu smoczych zębów. Skinęła głową z pełnym przekonaniem, a potem odwróciła się do Anthony’ego, czyli do Aleistera Crowleya, licząc na to, że kontynuacja ich fałszywej opowieści pójdzie równie gładko.
— Każdy moment jest dobry do nauki, zwłaszcza kiedy Ant… — poprawiła się szybko. — Aleister również specjalizuje się w smokach. Jak dobrze, że wspomniałeś właśnie o tych pastach do zębów, bo wiesz Weasley, nasze ukochane stworzenia mają dość specyficzne wymagania, jeśli chodzi o higienę — zaczęła z wyraźnie udawaną powagą. — Tak naprawdę to jest coś o czym się nie mówi. A pan Crowley ma trochę doświadczenia, nie? — spojrzała na Anthony’ego.
Weasley patrzył na nią sceptycznie, ale… wciąż stał i słuchał?
— Naprawdę? — mruknął.
— Mamy w planach szkolenie, jak myć smocze zęby. To jedna z podstawowych procedur w przypadku smoków hodowlanych, szczególnie jeśli chodzi o zapobieganie próchnicy… Nie wspominając już o tych nieprzyjemnych wyziewach ognia. Serio, można w ten sposób uniknąć wielu nieprzyjemnych wypadków — uniosła brwi, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. — Dlatego ważne jest, żeby młody stażysta… taki jak pan Aleister — spojrzała znacząco na Weasleya. — Poznał również podstawy proceduralne zanim zajmie się poważniejszymi przypadkami.
— Pasty do zębów… dla smoków? – powtórzył Weasley. — Przecież to jakiś absurd…
— No przecież nie możesz pozwolić, żeby smoki miały próchnicę – rzuciła Mona. – Wyobraź sobie co by się stało, gdyby smok zaatakował i połamał sobie kły tylko dlatego, że nikt mu nie wyczyścił wcześniej zębów. To jest nie tylko niebezpieczne, ale i skandaliczne zaniedbanie. A ty? Znasz standardy? Pracujesz tu już jakiś czas, prawda? – zapytała z pozorną troską. – Czy kiedykolwiek brałeś udział w kontroli smoczych zębów?
— Nie, ale… – który to już raz prychnął? Weasley zmarszczył brwi. Czyżby próbował przeanalizować czy przypadkiem nie ominęły go jakieś nowe procedury?
— No właśnie. Widzisz, to wcale nie jest takie proste.