11.10.2024, 23:16 ✶
Scylla przyglądała się dziewczynie z nieprzeniknionym wyrazem twarzy, choć w jej oczach pojawił się cień zastanowienia. Słowa Scarlett uderzyły w coś głębokiego, w to, co sama odczuwała, choć może nie zawsze potrafiła to nazwać. „Akceptacja wymaga pokory” - powtórzyła w myślach. Rzeczywiście, wymagała, ale też czegoś więcej - porzucenia kontroli, co było dla Scylli trudniejsze niż chciała przyznać.
- Akceptacja nie zawsze przychodzi łatwo - powiedziała po chwili, głosem cichym, ale pewnym. - To, co nazywasz odwagą, czasami jest zwykłym zmęczeniem... walką, która wydaje się nie mieć sensu. - Przerwała, by spojrzeć na Scarlett z lekkim uśmiechem, choć w jej oczach krył się cień zrozumienia. - Ale rozumiem, dlaczego próbujesz. Tonący brzytwy się chwyta. -
Scylla słuchała dalej, kiedy Scarlett opowiadała o duchach, o ich smutku i bezczasowości. Jej słowa poruszyły coś wewnątrz wieszczki, jakby nagle wszystkie te historie o duchach i o przyszłości stały się jednym - czymś większym i nieuchronnym.
- Duchy… są uwięzione w czasie - powiedziała cicho. - A przyszłość, nawet jeśli widziana, też może być pewnego rodzaju więzieniem. - Uniosła wzrok, patrząc w niebo, gdzie księżyc nieśmiało przemykał się przez gałęzie. - Czas dla żywych płynie, ale dla tych, którzy widzą jego koniec, to inna historia. Widziałam wiele końców, ale czy mogłabym zobaczyć twój? - Zastanowiła się chwilę, jakby ważyła to pytanie. - Może. Ale czy chciałabyś znać swoją przyszłość? To... ciężar, który nosisz, gdy już wiesz, co cię czeka. Wtedy czas przestaje po prostu płynąć, zaczyna nieubłaganie upływać. - Scylla spojrzała na nią z lekkim zaciekawieniem, jakby to pytanie było jednocześnie śmiałe i nieoczekiwane. - Ale mogłabym spróbować. Mogę rozłożyć tarota dla ciebie, gdy wrócę do domu. Co ty na to? -
Kiedy Scarlett przedstawiła się, Scylla uśmiechnęła się delikatnie, choć jej twarz pozostawała spokojna, niemal niewzruszona. Przynajmniej teraz wiedziała, do kogo wysłać sowę z wynikiem wróżby.
- Scylla - odpowiedziała, skinąwszy głową. - Twoje imię pasuje do ciebie, Scarlett. Ma w sobie pewien... dźwięk. Moc. -
Na ostatnie pytanie, niespodziewane i odrobinę rozbawione, Scylla uniosła brew, spoglądając na Scarlett. Jej sarnie oczy błyszczały przez chwilę, jakby rozważała odpowiedź, ale zamiast słów, odpowiedziała krótkim, tajemniczym uśmiechem.
- Chłopaka? - powtórzyła, jakby smakując to pytanie na języku. - Nie, nie mam. Jeszcze nie. Większość się mnie nieco obawia. - Zamilkła na chwilę, przyglądając się Scarlett uważnie. - A ty? -
- Akceptacja nie zawsze przychodzi łatwo - powiedziała po chwili, głosem cichym, ale pewnym. - To, co nazywasz odwagą, czasami jest zwykłym zmęczeniem... walką, która wydaje się nie mieć sensu. - Przerwała, by spojrzeć na Scarlett z lekkim uśmiechem, choć w jej oczach krył się cień zrozumienia. - Ale rozumiem, dlaczego próbujesz. Tonący brzytwy się chwyta. -
Scylla słuchała dalej, kiedy Scarlett opowiadała o duchach, o ich smutku i bezczasowości. Jej słowa poruszyły coś wewnątrz wieszczki, jakby nagle wszystkie te historie o duchach i o przyszłości stały się jednym - czymś większym i nieuchronnym.
- Duchy… są uwięzione w czasie - powiedziała cicho. - A przyszłość, nawet jeśli widziana, też może być pewnego rodzaju więzieniem. - Uniosła wzrok, patrząc w niebo, gdzie księżyc nieśmiało przemykał się przez gałęzie. - Czas dla żywych płynie, ale dla tych, którzy widzą jego koniec, to inna historia. Widziałam wiele końców, ale czy mogłabym zobaczyć twój? - Zastanowiła się chwilę, jakby ważyła to pytanie. - Może. Ale czy chciałabyś znać swoją przyszłość? To... ciężar, który nosisz, gdy już wiesz, co cię czeka. Wtedy czas przestaje po prostu płynąć, zaczyna nieubłaganie upływać. - Scylla spojrzała na nią z lekkim zaciekawieniem, jakby to pytanie było jednocześnie śmiałe i nieoczekiwane. - Ale mogłabym spróbować. Mogę rozłożyć tarota dla ciebie, gdy wrócę do domu. Co ty na to? -
Kiedy Scarlett przedstawiła się, Scylla uśmiechnęła się delikatnie, choć jej twarz pozostawała spokojna, niemal niewzruszona. Przynajmniej teraz wiedziała, do kogo wysłać sowę z wynikiem wróżby.
- Scylla - odpowiedziała, skinąwszy głową. - Twoje imię pasuje do ciebie, Scarlett. Ma w sobie pewien... dźwięk. Moc. -
Na ostatnie pytanie, niespodziewane i odrobinę rozbawione, Scylla uniosła brew, spoglądając na Scarlett. Jej sarnie oczy błyszczały przez chwilę, jakby rozważała odpowiedź, ale zamiast słów, odpowiedziała krótkim, tajemniczym uśmiechem.
- Chłopaka? - powtórzyła, jakby smakując to pytanie na języku. - Nie, nie mam. Jeszcze nie. Większość się mnie nieco obawia. - Zamilkła na chwilę, przyglądając się Scarlett uważnie. - A ty? -
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga