- Zdecydowanie nie. - Na samą myśl o tym, że mogliby wrócić do tych niejasności ściskało ją w żołądku. Wolała to, co mieli teraz i nie zamierzała wracać do tego co powinno zostać zapomniane, no, może nie całkowicie, bo dzięki temu mieli szansę poznać się bardzo blisko, jednak nie czuła, aby tamten czas był tym, co powinno być im pisane. Dużo bardziej odpowiadało jej to, co próbowali tworzyć teraz.
Nie brakowało jej niedopowiedzeń i domysłów, pamiętała, jak się męczyła, kiedy bała się powiedzieć mu o tym wszystkim, co zaczęło się z nią dziać. Gdyby nie pękła tego malowniczego, majowego dnia, pewnie nadal by tkwili w tej dziwnej, przyjacielskiej relacji, która ich wcześniej łączyła. Wolała nawet nie myśleć o tym, do czego mogłoby ją to doprowadzić.
Szczerość nie zawsze była prosta, szczególnie kiedy drugiej stronie nie do końca podobało się podejście tej pierwszej, ale na pewno była lepsza od ukrywania faktów. W końcu wszystko kiedyś wychodziło na wierzch, takie nagromadzone, drobne kłamstwa mogły spowodować ogromne szkody.
- Dziękuję. - Nie był to odpowiedni moment do ciągnięcia go za język, zdawała sobie z tego sprawę, tak właściwie to uznała, że opowie jej to, co będzie uważał za istotne, nie miała zamiaru wymagać od niego, aby powiedział jej wszystko od razu. Miała co do tego sporo tolerancji, nie chciała też wychodzić na za bardzo wścibską.
Rozumiała, że to będzie długa droga, powoli zaczną się przed sobą otwierać, nauczą się pełnego zaufania i w końcu będą pewni, że co by się nie działo to faktycznie mogą na sobie polegać. Na pewno kiedys dojdą do takiego poziomu zrozumienia. Szczególnie, że było widać, że im zależy, nie mieli zamiaru udawać, że ten temat nie istnieje. To wróżyło, że będzie tylko lepiej. Czas na pewno zrobi swoje.
- To mogłoby być ciekawe doświadczenie, może warto tego spróbować. - Wiedziała, że może całkowita przeprowadzka nie wchodziła w grę, bo jednak ich życie toczyło się w dużej mierze wokół Londynu, ale częściowo mogliby spróbować się tam przenieść na trochę dłużej. Urządzić sobie gniazdko, w którym mogliby tworzyć swoje nowe życie - razem. Ta perspektywa bardzo się jej podobała. Nigdy jeszcze nie budowała z nikim niczego od podstaw. Jej mieszkanie było, w sumie nic więcej. To ściany, które tak naprawdę nie miały w sobie ducha. Kojarzyły jej się raczej z samotnymi wieczorami i niczym więcej. Ostatnio może nie tak bardzo, bo zaczął tam pomieszkiwać, ale to nie był ich wspólny dom.
Londyn nie był jednak miejscem, w którym chciałaby osiąść na stałe, stworzyć coś trwałego. Nie chciałaby spędzić całego życia w tym tłocznym miejscu. Wolała te mniej zamieszkałe tereny, gdzie dużo łatwiej było o prywatność, gdzie ulice nie były pełne czarodziejów. Do tego zależało jej na tym, aby mieszkać bliżej natury. Tak, żeby w pełni móc się nacieszyć tym, co miała do zaoferowania. Jej rodzinna posiadłość znajdowała się górach, lubiła ją, jednak nie chciałaby tam wracać na stałe. To był dom jej rodziców, a ona zamierzała mieć swoją własną rodzinę, coraz częściej łapała się na tym, że zaczęła uważać Ambroisa za członka stada, które chciała stworzyć. Może dosyć szybko sobie to uzmysłowiła, bo przecież byli razem ledwie od kilku miesięcy, ale nie potrafiła sobie wyobrazić swojego życia bez jego osoby. To było nawet trochę przerażające, ale wiedziała, że nie chciała go stracić. Nigdy jeszcze się do nikogo tak nie przywiązała, kiedyś bała się, że będzie to jej słabością, a w tej chwili czuła, że stało się to jej siłą. Jak wiele się mogło zmienić wraz z nabytym doświadczeniem.
Uśmiechnęła się, oczy ponownie jej błysnęły, ależ oczywiście, że chodziło o to, żeby móc się do siebie zbliżyć, to był bardzo dobry argument za tym, żeby faktycznie skorzystać z tej możliwości. Niby nie musieli się silić na przesadną przyzwoitość, jednak ustalili pewną granicę podczas tego publicznego prezentowania się u swojego boku, nadarzyła się idealna okazja, aby ją przekroczyć.
- W takim wypadku nie widzę innej opcji. - Tak, bardzo chętnie przystała na ten pomysł. Yaxleyówna właściwie to nawet lubiła tańczyć, taniec kojarzył jej się trochę z szermierką, którą ćwiczyła od dziecka. Nie najgorzej sobie więc z nim radziła. Miała świadomość, że tańce rytualne różnią się od tych standardowych, bywała przecież na sabatach, ale jeszcze nigdy nie tańczyła na takim wydarzeniu z nim. Wierzyła, że to będzie naprawdę ciekawe doświadczenie, ich kolejny pierwszy raz razem.
- No to mamy już jakiś plan. - Bardzo szybko przyszło im ustalenie dalszych działań, jakby w ogóle się przed chwilą nie kłócili, cóż, grunt to nie żywić do siebie urazy.
Roześmiała się promiennie, kiedy przyciągnął ją do siebie. Zdecydowanie humor znowu jej dopisywał. Nie mogła się doczekać, aż wmieszają się w tańczący tłum, tam powinni móc pozwolić sobie na więcej. Nie zamierzała zwlekać, pociągnęła go za rekę między ludzi, czas najwyższy zacząć ten taniec.