- Najważniejsze, że się zgadzamy. - Przynajmniej co do tego. Właściwie to rzadko się poróżniali, ale nie dało się być przecież zgodnym we wszystkim. Istotne, że w takich sprawach mieli jasność. Nie służył im tamten czas, to teraz dopiero zaczeli w pełni rozkwitać i mogli w pełni czerpać z siebie dokładnie to, czego potrzebowali, bez żadnych ograniczeń. Tak, było zdecydowanie lepiej.
Zdarzały się niewygodne tematy, nie mogli tego uniknąć, szczególnie, że nie byli najprostszymi ludźmi, wręcz przeciwnie, prowadzili dosyć skomplikowane życia, ale i z tym powinni sobie jakoś poradzić, na pewno uda im się to przegadać i wszystko wyjaśnić, ale wszystko w swoim czasie, odpowiednim. Nie teraz, nie kiedy mieli sie cieszyć swoją obecnością, to powinno zaczekać.
- Słowo. - Rzuciła cicho, najwyraźniej ona również chciała spróbować. Mieli dużo możliwości, tamta chatka nie ograniczała ich jakoś specjalnie, mogli spędzać w niej więcej czasu. Nie byli przecież mugolami, którzy musieli się przejmować tym, że trzeba dostać się z miejsca na miejsce. Teleportacja była bardzo wygodną umiejętnością. Oczywiście codzienne dostawanie się z miejsca na miejsce nawet z jej pomocą mogło być nieco męczące, jednak nie musieli przecież od razu rzucać wszystkiego i zostać tam na stałe. Mogli sobie pozwolić na dłuższe lub krótsze próby, sprawdzenie, jak właściwie im by im było w Piaskownicy na dłużej. Wydawało jej się to być całkiem dobrym pomysłem, który zaakceptowała. Chciała spróbować.
Uważała to za całkiem rozsądne, mogli sprawdzić, jakby im było razem, to nie tak, że teraz nie spędzali ze sobą wiele czasu, pomieszkiwali przecież u siebie, widywali się niemalże codziennie, ale tworzenie wspolnego domu wydawało jej się być ponad to. To był wyższy poziom relacji, i nie, nie przeszkadzało jej to, że niektórzy krzywo spoglądali na takie praktyki jak zamieszkanie razem przed ślubem, to zupełnie jej nie ruszało, nie sądziła też, żeby jej rodzice mieli z tym jakikolwiek problem. Dla nich najważniejsze było to, że u swego boku miała odpowiednią osobę i nie musieli się martwić o to, czy prowadza się z kimś należytym. To już było za nimi.
Zabawne, że po dosyć niespodziewanej kłótni, która pojawiła się przed nimi niczym chmury burzowe już znajdowało się nad nimi słońce. Powietrze było lżejsze, pełne świeżości i nowych perspektyw. To napawało optymizmem, zapowiadało lepsze jutro. Opadły te nieprzyjemne emocje, które się w nich kłębiły, zastąpili je czymś dobrym. To naprawdę bardzo przydatna umiejętność.
Nie do końca tego się spodziewała, kiedy zmierzali na parkiet, ale nie zamierzała się przejmować niedobitkami. Nie przeszkadzałoby jej nawet gdyby byli jedyną parą, która miałaby tańczyć. Chciała to zrobić, chciała się do niego zbliżyć i tylko to się liczyło, okoliczności i tak nie były najgorsze. Spodziewała się może, że inni będą nieco bardziej rozrywkowi, ale na nich nie miała wpływu.
Zespół chyba nie do końca trafiła w gusta zgromadzonych tutaj czarodziejów. Zdarzało się to czasami, mogło potrważ dłuższą chwilę niż w pełni się do siebie dopasują, mogli też wcale tego nie zrobić, ale wtedy ta Litha najpewniej zostałaby zapamiętana jako nie do końca udany sabat. Pozostawało więc jednak mieć nadzieję, że jednak to było tylko chwilowe.
Fortuna jednak im sprzyjała, bo gdy tylko wgramolili się na parkiet zespół zaczął nieco zmieniać rytmy. Zdecydowanie bardziej podobała się jej żwawsza muzyka, i chyba nie tylko jej, bo coraz więcej czarodziejów dołączało do nich na parkiecie. To zapowiadało, że szykowała się coraz lepsza zabawa, nie mogli przecież wszyscy się w tym mylić.
Uśmiech nie schodził jej z twarzy, kiedy do jej uszu dochodziła przyjemna, całkiem skoczna muzyka, a Am,brois przyciągnął ją do siebie, właśnie dlatego się tutaj znaleźli, wszystko zaczęło się znowu układać i zmierzać w dobrym kierunku.
Może i nie było zaznajomiona z tymi tańcami nie pozwoliła jednak, aby to ją ograniczało. Chociaż nie miała tego w zwyczaju dała się poprowadzić Greengrassowi, bo wyglądał jakby wiedział co robi. Powinna się tego spodziewać, w końcu to było jego miejsce na ziemi, na pewno nie był to jego pierwszy raz jeśli chodzi o lokalny taniec. Jedyne co mogła zrobić to szybko się przystosować - z tym też nie miewała problemu, więc wyszło im to całkiem znośnie, właściwie to mogłaby rzec, że dużo lepiej niż znośnie, ale nie lubiła się przechwalać.
- Jest z tobą całkiem dobrze. - Wolała używać tych pozytywnie nacechowanych słów, miała wrażenie, że mimo, że mówiły o tym samym, to jednak brzmiały dużo lepiej.
- Z tym nie powinnam mieć problemu. - Tak i w tańcu i w życiu zamierzała za nim nadążać, powinien wiedzieć o tym, że była raczej równym towarzyszem, bez względu na to, co mieli robić. Nie miała problemu z tym, aby się do niego dostosować.
Całkiem wprawnie ją podrzucał i obracał, a nawet zdążył się nią wymienić na parkiecie, co nie do końca jej się podobało, ale widziała, że niektóre tańce tego wymagają (nie zmieniało to faktu, że wolałaby być w jego ramionach). Była szczęśliwa, zupełnie beztroska, niczym się nie przejmowała (nawet tymi krokami, ktorych nie znała), to był naprawdę świetny pomysł, aby się tutaj znaleźć.
Muzycy jednak zaczęli nieco się wycofywać, czuła, że melodia robi się coraz cichsza, wiedziała, że zwiastuje to zmianę nastroju i repertuaru. Wpadła jeszcze w ramiona Ambroisa, postanowiła skorzystać z nadażającej się okazji i ukraść mu jeden, krótki pocałunek, póki jeszcze znajdowali się na parkiecie, pośród innych ludzi. Nie do końca wiedziała, czy część rytualna jest dla niej, zresztą obiecała mu tylko jeden taniec, czyż nie? To nie tak, że jej się nie podobało, ale wiedziała, że to dalsze świętowanie będzie się mocno różniło od tego, co działo się tutaj przed chwilą.