12.10.2024, 14:38 ✶
Basilius przyjrzał mu się przez chwilę, widząc że kuzyn nie był aż tak przekonany do jego słów, nawet jeśli przyznał mu rację. Zacisnął usta, a potem westchnął cicho i wziął łyka herbaty. Sierpień był... Zdecydowanie mniej spokojny i bardziej męczący, niż planował, a nie byli przecież jeszcze nawet w jego połowie. I to nie tylko męczący fizycznie, ale i psychicznie. Najwidoczniej urlopy nie działały na niego pozytywnie.
– Hm... – zawahał się. Nie do końca chciał pochylać się nad tym tematem, aby jeszcze bardziej nie dobijać kuzyna, ale też nie chciał w tym momencie udawać, że nie usłyszał jego pytania. – On... Wiesz, on stracił żonę w tym miejscu. Z tego co zrozumiałem nikt nie wierzył mu, że to nie była podejrzana śmierć, więc kiedy się dowiedział... Chyba po prostu chciał zrobić coś, co załatwi problem tego miejsca raz na zawsze. – Nie załatwiło. To znaczy... Nie bezpośrednio, chociaż akcje Robertsa niejako popchnęły resztę do uporania się z klątwą, a ich samych do odnalezienia Bagshota.
– To dobrze – powiedział, słysząc że kuzynowi nic się nie stało, ale następnie zmarszczył brwi. – Zaraz, co masz na myśli mówiąc tam, nie?
Może powinien zamówić sobie po prostu jakąś herbatkę na uspokojenie? Zwłaszcza, że najwyraźniej nie był to koniec nowych informacji na temat niebezpieczeństw w życiu Laurenta. Naprawdę, czy jego kuzyn nie mógł... Po prostu usiąść i nie pakować się w kłopoty? Czy nawet gdyby to zrobił, wyszłoby, że krzesło na którym usiadł zostało przeklęte tak, aby pakować Prewetta w kłopoty? – Udało się go znaleźć? Tego podpalacza? Skoro już jest po sprawie? Wiesz, kto to był?
– Hm... – zawahał się. Nie do końca chciał pochylać się nad tym tematem, aby jeszcze bardziej nie dobijać kuzyna, ale też nie chciał w tym momencie udawać, że nie usłyszał jego pytania. – On... Wiesz, on stracił żonę w tym miejscu. Z tego co zrozumiałem nikt nie wierzył mu, że to nie była podejrzana śmierć, więc kiedy się dowiedział... Chyba po prostu chciał zrobić coś, co załatwi problem tego miejsca raz na zawsze. – Nie załatwiło. To znaczy... Nie bezpośrednio, chociaż akcje Robertsa niejako popchnęły resztę do uporania się z klątwą, a ich samych do odnalezienia Bagshota.
– To dobrze – powiedział, słysząc że kuzynowi nic się nie stało, ale następnie zmarszczył brwi. – Zaraz, co masz na myśli mówiąc tam, nie?
Może powinien zamówić sobie po prostu jakąś herbatkę na uspokojenie? Zwłaszcza, że najwyraźniej nie był to koniec nowych informacji na temat niebezpieczeństw w życiu Laurenta. Naprawdę, czy jego kuzyn nie mógł... Po prostu usiąść i nie pakować się w kłopoty? Czy nawet gdyby to zrobił, wyszłoby, że krzesło na którym usiadł zostało przeklęte tak, aby pakować Prewetta w kłopoty? – Udało się go znaleźć? Tego podpalacza? Skoro już jest po sprawie? Wiesz, kto to był?