12.10.2024, 20:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2024, 23:36 przez Enzo Remington.)
Przy obrazach z panną Avery i Morpheusem, następnie również Jonathanem
- To piękny gest, panie Longbottom, tak wspierać artystów. - Powiedział Enzo, gdy Morpheus oświadczył, iż obrazy Lyssy będą jego, bez względu na wszystko. - Choć widzę tutaj również pewne osobiste cele. Ach, nie winię pana, lecz przeciwnie, winszuję doskonałego gustu. - Zaśmiał się lekko, i nawet nie ukłuła go zazdrość, gdy mężczyzna mógł pozwolić sobie na zakup wszystkiego, co tylko mu się podobało. Remington nie narzekał na niedobór pieniędzy, gdy wychował się w majętnej mugolskiej rodzinie, a i ojciec zostawił po sobie całkiem pokaźny spadek, lecz nie licytowałby w ciemno, przebijając niewiadome jeszcze propozycje!
Nie wiedział nawet do końca, że chwalił sam siebie, bo i nie widział przyszłości. Nie przypuszczał nawet, że wyplątanie złotego lauru z loczków miało na celu coś konkretnego, aniżeli pozbycie się ozdoby, ale wszystko zmieniło się, gdy mężczyzna wyciągnął ręce w stronę głowy Lorenza.
Pochylił się niemal odruchowo, w małym ukłonie pozwalając mężczyźnie położyć laur na jego głowie.
- Nie wiem, co powiedzieć. - Przyznał się do szoku, wpatrując się w Morpheusa. - A proszę mi wierzyć, że rzadko brakuje mi słów. To... to prawdziwy zaszczyt. Dziękuję, panie Longbottom. - Wydukał, kompletnie zaskoczony. Owszem, był zadowolony ze swojej pracy, ale nie sądził, że ktoś naprawdę zechce finansować jego pracę! A teraz miał przed sobą Morpheusa Longbottoma, majętnego, a przez to potężnego mężczyznę, który zwrócił na niego uwagę! - Swoją wdzięczność najlepiej wyrażę pracami, jeśli zechce pan spotkać się ze mną na zdjęcie miary. Raphaelo, to nie do uwierzenia! - Zaćwierkał, zwracając się do swojej towarzyszki. Poprawił laur, by na pewno nie zsunął się z włosów.
Spojrzał na Morpheusa nieco krytyczniej, w jednej chwili widząc w nim płótno. Mężczyzna miał budowę, której niczego nie brakowało i był pewny, że mógłby ubrać go tak, by nie było wstyd ani jemu, ani noszącemu.
- To będzie ekscytująca przygoda! Proszę tylko zaufać mi i oddać się w moje ręce. - Poprosił, zaraz jednak przeniósł spojrzenie na nową osobę. Jonathan! Chociaż Enzo nie potrzebował się chwalić, to jednak tym razem miał powód do puszenia. Wyprostował się, uniósł głowę, dumny jak rzymski dowódca. - Panie Selwyn! Bardzo dziękuję. Cóż, po dzisiejszym dniu, niewątpliwe, że rzeczywiście rozważę zmianę zawodu. Cóż za doskonały wieczór. Eviva l'arte! - Podniósł okrzyk zaraz za Raphaelą i wypił toast. - Teraz chciałbym tworzyć tylko w złocie, w naturze, w nastroju burzy! Wszyscy wyglądają tak pięknie.
- To piękny gest, panie Longbottom, tak wspierać artystów. - Powiedział Enzo, gdy Morpheus oświadczył, iż obrazy Lyssy będą jego, bez względu na wszystko. - Choć widzę tutaj również pewne osobiste cele. Ach, nie winię pana, lecz przeciwnie, winszuję doskonałego gustu. - Zaśmiał się lekko, i nawet nie ukłuła go zazdrość, gdy mężczyzna mógł pozwolić sobie na zakup wszystkiego, co tylko mu się podobało. Remington nie narzekał na niedobór pieniędzy, gdy wychował się w majętnej mugolskiej rodzinie, a i ojciec zostawił po sobie całkiem pokaźny spadek, lecz nie licytowałby w ciemno, przebijając niewiadome jeszcze propozycje!
Nie wiedział nawet do końca, że chwalił sam siebie, bo i nie widział przyszłości. Nie przypuszczał nawet, że wyplątanie złotego lauru z loczków miało na celu coś konkretnego, aniżeli pozbycie się ozdoby, ale wszystko zmieniło się, gdy mężczyzna wyciągnął ręce w stronę głowy Lorenza.
Pochylił się niemal odruchowo, w małym ukłonie pozwalając mężczyźnie położyć laur na jego głowie.
- Nie wiem, co powiedzieć. - Przyznał się do szoku, wpatrując się w Morpheusa. - A proszę mi wierzyć, że rzadko brakuje mi słów. To... to prawdziwy zaszczyt. Dziękuję, panie Longbottom. - Wydukał, kompletnie zaskoczony. Owszem, był zadowolony ze swojej pracy, ale nie sądził, że ktoś naprawdę zechce finansować jego pracę! A teraz miał przed sobą Morpheusa Longbottoma, majętnego, a przez to potężnego mężczyznę, który zwrócił na niego uwagę! - Swoją wdzięczność najlepiej wyrażę pracami, jeśli zechce pan spotkać się ze mną na zdjęcie miary. Raphaelo, to nie do uwierzenia! - Zaćwierkał, zwracając się do swojej towarzyszki. Poprawił laur, by na pewno nie zsunął się z włosów.
Spojrzał na Morpheusa nieco krytyczniej, w jednej chwili widząc w nim płótno. Mężczyzna miał budowę, której niczego nie brakowało i był pewny, że mógłby ubrać go tak, by nie było wstyd ani jemu, ani noszącemu.
- To będzie ekscytująca przygoda! Proszę tylko zaufać mi i oddać się w moje ręce. - Poprosił, zaraz jednak przeniósł spojrzenie na nową osobę. Jonathan! Chociaż Enzo nie potrzebował się chwalić, to jednak tym razem miał powód do puszenia. Wyprostował się, uniósł głowę, dumny jak rzymski dowódca. - Panie Selwyn! Bardzo dziękuję. Cóż, po dzisiejszym dniu, niewątpliwe, że rzeczywiście rozważę zmianę zawodu. Cóż za doskonały wieczór. Eviva l'arte! - Podniósł okrzyk zaraz za Raphaelą i wypił toast. - Teraz chciałbym tworzyć tylko w złocie, w naturze, w nastroju burzy! Wszyscy wyglądają tak pięknie.