Tym razem to ona wywróciła oczami, kiedy Rodolphus już siadał na fotelu, a ona oglądała sobie roślinkę i jak się ma. Nie musiała udawać – oczywiście i częściowo tę maskę ściągnęła, druga jej część czuła się za nią po prostu bezpieczniej. Była do niej przyzwyczajona, jakby była jej prawdziwą twarzą; chłodna, z dystansowana, mogąc ukryć swoje emocje i nie zdradzać swojego poruszenia, czy czegokolwiek innego. To nie było proste – to były lata pracy. A jednak wywrócenia oczami siedząc tuż przed młodszym kuzynem. Chciał, żeby nie udawała – no to miał.
– Nie wiem czy Ministerstwo się zastanawiało. Ja na pewno to rozważałam – sięgnęła po szklankę z wodą, ale zamiast patrzeć na Rodolphusa, spoglądała na szklankę, mimowolnie palcem jeżdżąc po jej rancie. – Tym bardziej, że to ja wprowadziłam nas do Limbo – dodała po chwili zawahania, po czym westchnęła i dopiero uniosła spojrzenie. Doskonale wiedziała, że gdyby nie ona, to nikt z Ministerstwa by się tam nie znalazł, a to, co robił tam Voldemort… Nigdy nie zostałoby przerwane.
– Potrzebowałam gdzieś tygodnia żeby dojść do siebie po tym, co się tam stało, a potem kolejnego tygodnia, żeby pójść w teren. Chwilę później zamknięto wejście do Kniei Godryka, a wcześniej Departament Tajemnic zamknął całą Polanę Ognisk, nigdy więc nie widziałam jak skończyła po tym, co tam się stało. Więc nie wiem, co tam było. Nie wiem nic o żadnych kamieniach – były dziwne światła, które raniły ludzi, osobiście zneutralizowała dwa z pięciu, ale kamienie? Nie, nie widziała żadnych kamieni, zresztą było wtedy już ciemno, a jedyne światło jakie mieli, pochodziło z rytualnego ogniska i tych dziwnych świateł. Nie miała jak zbadać tematu czegokolwiek co tam zaszło. Więc Departament Tajemnic tego też nie robił?
[a]Lekko przekrzywiła głowę w kierunku prawego ramienia.
– Więc Departament Tajemnic zamknął Polanę i nic z tym nie robi? – nawet nie była zaskoczona. Zakładała, że użyto tam nekromancji, więc oficjalnie też nie mogli nic powiedzieć, nawet jeśli coś zbadano, to… Heh. Nie. To prawo tylko im utrudniało wszystko. Czarnoksiężnicy i tak mieli je gdzieś i używali nekromancji, badali ją, a reszta społeczeństwa miała utrudnione zadanie. To nie była równa walka. – Spotkaliśmy się i rozmawialiśmy – ale nie do końca o tym, jak tam wrócić, bo żadne z nich nie bardzo wiedziało, co się stało… A na pewno nie wiedziała Victoria. – Szukałam w bibliotece, ale żeby cokolwiek znaleźć, to musiałabym wiedzieć, czego w ogóle szukać. Czy mam pytać skąd wiesz o jakichś kamieniach? – uśmiechnęła się uprzejmie, dając mu ten malutki wybór, chociaż prawdę mówiąc, jak zwykle była ciekawa (ale ciekawa wiedzy książkowej), to tego jakoś nie chciała wiedzieć. – Nie wiem nawet jak to wyglądało i tak dalej. Kojarzę żywiołaka, który ciskał w nas kamieniami, to o to chodzi?