12.10.2024, 20:34 ✶
To Raynor wyraził przeszywający ból, ale to Maeve go poczuła; zacisnął zęby, tłumiąc syczący odgłos cierpienia, który chciał wydobyć się z jego gardła. Chwila, w której nos trzasnął pod siłą ciosu Atreusa, wydawała się teraz dłużyć w nieskończoność, a każdy pulsujący rytm krwi przypominał o krzywdzie. Krew mieszała się ze smakiem miedzi na języku, a serce waliło szybciej, napędzane adrenaliną i gniewem. Jednak mimo bólu, metamorfomagini nie pozwalała sobie na okazanie słabości.
Savage zamrugał gwałtownie, przetarł twarz rękawem, zostawiając na nim smugę ciemnoczerwonej posoki. Spojrzał na Atreusa, w jego oczach błyszczała drwina zmieszana z wyzywającą pewnością siebie, choć wewnątrz płonął gniew i determinacja. Nawet w tej chwili, kiedy udawanie wymagało więcej wysiłku niż kiedykolwiek wcześniej, Maeve nie miała zamiaru odpuścić. Nie mógł wiedzieć, że za tą twarzą, za tą grymaszącą maską kryła się ona, a nie prawdziwy Raynor. I to było jej jedyną przewagą.
Kątem oka dostrzegła paczkę, którą auror teraz przysunął bliżej siebie, a potem niespiesznie klepał po niej ręką, jakby to była jakaś zdobycz warta pokazania. Maeve, nadal pod maską Raynora, wykrzywiła usta w szyderczy uśmiech, choć ten uśmiech kosztował ją więcej niż cokolwiek innego. Biel zębów przebijała się przez pokrywającą je krew, która wciąż spływała z nosa leniwą strużką. Każde słowo, które miała wypowiedzieć, było obciążone bólem, ale ona skrywała to pod maską znudzenia.
- Wybacz, nie chciałem pobrudzić ci butów - chrypliwy głos zakpił, a następnie usta właściciela splunęły zebraną weń krwią prosto w twarz Bulstrode'a. - Teraz lepiej. Musiałem z nerwów nie trafić za pierwszym razem. - Raynor uśmiechnął się szyderczo, ale to Mewa poczuła satysfakcję. Miała wrażenie, że po trochu zawsze chciała to zrobić.
Powoli, jakby ze spokojem, przycisnęła dłoń do nosa, próbując zatamować krwawienie. Chrupnięcie kości było wyraźnym przypomnieniem o tym, jak poważne było uderzenie. Niemniej to nie było pierwsze rodeo Mewy, ani na pewno nie ostatnie. Nos miewała złamany wielokrotnie i tylko dzięki metamorfomagii nikt o tym nie wiedział - gdyby nie ona, miałaby najbardziej krzywy nos pod słońcem.
Też uważała, że Savage miał głupie nazwisko. Skurwysyńsko głupie. Poczuła wewnętrzną potrzebę dołączenia do szkalowania go, ale potem przypomniała sobie, ile Raynor jej zapłacił za tę szopkę i ugryzła się w język. Gość nazywał się jak pajac, wyglądał jak świr, ale zawsze sowicie wynagradzał za alibi. Niestety nie ubezpieczył paczki, nie wspominał nic, że ma ją bronić własną piersią, więc generalnie rzecz biorąc w dupie miała, czy Atreus sobie ją przywłaszczy. Najprawdopodobniej nic istotnego w niej nie było, po prostu była pretekstem, dla którego miał być tutaj w ogóle widziany.
Miała coś odpyskować, po najniższej linii oporu, ale potem Bulstrode przypomniał jej o Edge'u. Wróciła wspomnieniami do ich spotkania sprzed miesiąca, przez ulotną chwilę uśmiechnęła się głupio pod nosem, a potem chyba nagle nawiedziło ją jakieś nieprzyjemne oświecenie, bo na twarz Raynora wpłynęło obrzydzenie.
- A słyszałeś, że Edge jest stópkarzem? - Choć nadal utrzymywała głos Savage'a, ton oraz sposób, w jaki słowa wydostały się z ust, był wierną kopią Mewy. Bo to właśnie ona nie mogła przeżyć tej rewelacji od miesiąca, że Crow ze wszystkich zboczeń na świecie poszedł w to. Musiała się tym z kimś podzielić, Atreus się akurat napatoczył.
A potem przypomniała sobie, że chciała mu w zasadzie oddać. Więc korzystając z odwrócenia uwagi, o ile aurora w ogóle to ruszyło, zbliżyła się szybko i zahaczyła swoją stopą o łydki Atreusa, mając nadzieję, że podetnie mu nogi i straciwszy równowagę, wyląduje na umorusanej wszystkim podłodze.
Savage zamrugał gwałtownie, przetarł twarz rękawem, zostawiając na nim smugę ciemnoczerwonej posoki. Spojrzał na Atreusa, w jego oczach błyszczała drwina zmieszana z wyzywającą pewnością siebie, choć wewnątrz płonął gniew i determinacja. Nawet w tej chwili, kiedy udawanie wymagało więcej wysiłku niż kiedykolwiek wcześniej, Maeve nie miała zamiaru odpuścić. Nie mógł wiedzieć, że za tą twarzą, za tą grymaszącą maską kryła się ona, a nie prawdziwy Raynor. I to było jej jedyną przewagą.
Kątem oka dostrzegła paczkę, którą auror teraz przysunął bliżej siebie, a potem niespiesznie klepał po niej ręką, jakby to była jakaś zdobycz warta pokazania. Maeve, nadal pod maską Raynora, wykrzywiła usta w szyderczy uśmiech, choć ten uśmiech kosztował ją więcej niż cokolwiek innego. Biel zębów przebijała się przez pokrywającą je krew, która wciąż spływała z nosa leniwą strużką. Każde słowo, które miała wypowiedzieć, było obciążone bólem, ale ona skrywała to pod maską znudzenia.
- Wybacz, nie chciałem pobrudzić ci butów - chrypliwy głos zakpił, a następnie usta właściciela splunęły zebraną weń krwią prosto w twarz Bulstrode'a. - Teraz lepiej. Musiałem z nerwów nie trafić za pierwszym razem. - Raynor uśmiechnął się szyderczo, ale to Mewa poczuła satysfakcję. Miała wrażenie, że po trochu zawsze chciała to zrobić.
Powoli, jakby ze spokojem, przycisnęła dłoń do nosa, próbując zatamować krwawienie. Chrupnięcie kości było wyraźnym przypomnieniem o tym, jak poważne było uderzenie. Niemniej to nie było pierwsze rodeo Mewy, ani na pewno nie ostatnie. Nos miewała złamany wielokrotnie i tylko dzięki metamorfomagii nikt o tym nie wiedział - gdyby nie ona, miałaby najbardziej krzywy nos pod słońcem.
Też uważała, że Savage miał głupie nazwisko. Skurwysyńsko głupie. Poczuła wewnętrzną potrzebę dołączenia do szkalowania go, ale potem przypomniała sobie, ile Raynor jej zapłacił za tę szopkę i ugryzła się w język. Gość nazywał się jak pajac, wyglądał jak świr, ale zawsze sowicie wynagradzał za alibi. Niestety nie ubezpieczył paczki, nie wspominał nic, że ma ją bronić własną piersią, więc generalnie rzecz biorąc w dupie miała, czy Atreus sobie ją przywłaszczy. Najprawdopodobniej nic istotnego w niej nie było, po prostu była pretekstem, dla którego miał być tutaj w ogóle widziany.
Miała coś odpyskować, po najniższej linii oporu, ale potem Bulstrode przypomniał jej o Edge'u. Wróciła wspomnieniami do ich spotkania sprzed miesiąca, przez ulotną chwilę uśmiechnęła się głupio pod nosem, a potem chyba nagle nawiedziło ją jakieś nieprzyjemne oświecenie, bo na twarz Raynora wpłynęło obrzydzenie.
- A słyszałeś, że Edge jest stópkarzem? - Choć nadal utrzymywała głos Savage'a, ton oraz sposób, w jaki słowa wydostały się z ust, był wierną kopią Mewy. Bo to właśnie ona nie mogła przeżyć tej rewelacji od miesiąca, że Crow ze wszystkich zboczeń na świecie poszedł w to. Musiała się tym z kimś podzielić, Atreus się akurat napatoczył.
A potem przypomniała sobie, że chciała mu w zasadzie oddać. Więc korzystając z odwrócenia uwagi, o ile aurora w ogóle to ruszyło, zbliżyła się szybko i zahaczyła swoją stopą o łydki Atreusa, mając nadzieję, że podetnie mu nogi i straciwszy równowagę, wyląduje na umorusanej wszystkim podłodze.
Rzut N 1d100 - 36
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —