18.01.2023, 23:17 ✶
Niektórzy zarzucali jej, że zbyt często pracuje po godzinach. Widocznie nie znaleźli zajęcia, które było ich pasją, a jedynie tkwili w zawodach, które dawały tylko pieniądze, nie satysfakcję i spełnienie. Nie rozumieli jej. Nie potrzebowała jednak ich aprobaty czy przyklaskiwania jej wyborom. Nawet jeśli zamiast tego raczyli ją ciągłym narzekaniem. Za mało bywała w domu, za mało poświęcała czasu mężowi, jakby nie rozumieli, że i on żył swoją pracą i wale nie czuli się na tym poziomie niekomfortowo. A raczej, nie czuli, bo teraz w ich związku wszystko było niekomfortowe. Nie chciała się jednak na tym skupiać. Miała trudny przypadek do rozgryzienia, i obiecała sobie, że nie skończy, póki nie wpadnie na jakąkolwiek poszlakę. Objawy zatrucia były nietypowe, bezoar oraz eliksiry na nim oparte nie pomagały, czas uciekał. Nie wiadomo, czym przytruł się nieszczęśnik, co sprawiało, że cała historia była jeszcze ciekawsza. Sporządzała kolejne notatki, odrzucała pomysły i wpadała na nowe. Skupiła się całkowicie na swojej pracy, dopóki nie usłyszała trzasku otwieranych drzwi.
Nietypowe.
Jedną ręką odruchowo zamknęła akta leżące na stole, drugą sięgnęła po różdżkę. Jej zmarszczone brwi wpatrywały się w drzwi, które dzieliły jej gabinet od reszty kliniki. Nie umawiała się z nikim na wizytę, zresztą, zwykle goście pukali. Tu miała do czynienia z nagłym wkroczeniem do jej królestwa. Nie była zadowolona.
Drzwi się uchyliły. Wkroczyły dwie postacie w szatach i maskach, tak dobrze jej znanych. Jej przełożeni w szeregach Czarnego Pana. Mimo to nie opuściła różdżki. Nie była pewna ich zamiarów. A nie miała zamiaru tracić czegoś, na czym jej zależało, przedwcześnie.
Dopiero słowa jednego z mężczyzn sprawiły, że jej dłoń powędrowała w dół, w końcu odkładając różdżkę na blat. Zmarszczyła przy tym nos, słysząc jak na jej gust dość prostacki sposób formułowania myśli, nie ważyła się jednak skomentować. Była zdecydowanie na przegranej pozycji, do tego podobno nie groziło jej niebezpieczeństwo. Podobno. Zmarszczyła brwi, sadowiąc się w wygodniejszej pozycji w fotelu.
- We własnym gnieździe nie wyważa się drzwi. Słuch mam dobry, usłyszałabym pukanie. Jeśli jednak uważalibyście to za zbyt wielkie ryzyko, są delikatniejsze metody radzenia sobie z zamkniętym zamkiem - mówiła, jej twarz zaś pozostawała niewzruszona. Miała nadzieję, że sąsiedzi nie zwrócą uwagi na hałas. A już na pewno nie zrobi tego jakiś nocny patrol.
Zauważyła ciekawskie spojrzenie jednego z zamaskowanych gości. Prześlizgiwało się po jej biurku, zapewne patrząc na wszelkie receptury, karty pacjentów, czy książki medyczne. Zdecydowanie nie panował tu zbyt wielki porządek, Annie jednak doskonale odnajdowała się w tym miniaturowym chaosie. Który panował w tym miejscu wyjątkowo, jako że cała reszta pomieszczenia wyglądała jak ułożona pod linijkę.
- W czym mogę wam pomóc? - zapytała w końcu, znudzona ciszą, która na chwilę zapanowała. Przenosiła wzrok z jednego mężczyzny na drugiego, oczekując jakiegokolwiek wyjaśnienia ich wtargnięcia.
Nietypowe.
Jedną ręką odruchowo zamknęła akta leżące na stole, drugą sięgnęła po różdżkę. Jej zmarszczone brwi wpatrywały się w drzwi, które dzieliły jej gabinet od reszty kliniki. Nie umawiała się z nikim na wizytę, zresztą, zwykle goście pukali. Tu miała do czynienia z nagłym wkroczeniem do jej królestwa. Nie była zadowolona.
Drzwi się uchyliły. Wkroczyły dwie postacie w szatach i maskach, tak dobrze jej znanych. Jej przełożeni w szeregach Czarnego Pana. Mimo to nie opuściła różdżki. Nie była pewna ich zamiarów. A nie miała zamiaru tracić czegoś, na czym jej zależało, przedwcześnie.
Dopiero słowa jednego z mężczyzn sprawiły, że jej dłoń powędrowała w dół, w końcu odkładając różdżkę na blat. Zmarszczyła przy tym nos, słysząc jak na jej gust dość prostacki sposób formułowania myśli, nie ważyła się jednak skomentować. Była zdecydowanie na przegranej pozycji, do tego podobno nie groziło jej niebezpieczeństwo. Podobno. Zmarszczyła brwi, sadowiąc się w wygodniejszej pozycji w fotelu.
- We własnym gnieździe nie wyważa się drzwi. Słuch mam dobry, usłyszałabym pukanie. Jeśli jednak uważalibyście to za zbyt wielkie ryzyko, są delikatniejsze metody radzenia sobie z zamkniętym zamkiem - mówiła, jej twarz zaś pozostawała niewzruszona. Miała nadzieję, że sąsiedzi nie zwrócą uwagi na hałas. A już na pewno nie zrobi tego jakiś nocny patrol.
Zauważyła ciekawskie spojrzenie jednego z zamaskowanych gości. Prześlizgiwało się po jej biurku, zapewne patrząc na wszelkie receptury, karty pacjentów, czy książki medyczne. Zdecydowanie nie panował tu zbyt wielki porządek, Annie jednak doskonale odnajdowała się w tym miniaturowym chaosie. Który panował w tym miejscu wyjątkowo, jako że cała reszta pomieszczenia wyglądała jak ułożona pod linijkę.
- W czym mogę wam pomóc? - zapytała w końcu, znudzona ciszą, która na chwilę zapanowała. Przenosiła wzrok z jednego mężczyzny na drugiego, oczekując jakiegokolwiek wyjaśnienia ich wtargnięcia.