• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9
[25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh

[25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh
Pani doktor
Don't touch my crown with your flithy hands
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne, krótkie włosy okalają wręcz niezdrowo baldą twarz. Patrzą na ciebie szarozielone oczy, zwykle wyrażające znudzenie, choć potafią czasem rozbłysnąć, gdy ich włąścicielka uzna coś za interesujące. Wąskie wargi rzadko kiedy zdobi usmiech, szczególnie ten szczery. Jest szczupła, doś wysoka, ma 170 centymetrów wzrostu. Zwylke ubrana elagancko, acz wygodnie. Woli spodnie od sukienek czy spódnic, z drugej strony częsciej dojrzy się ja w koszuli i marynarce niż w swetrze. Wybiera raczej ciemne oraz stonowane kolory. Wielbicielka delikatnej biżuterii, szczególnie tej wykonanej ze srebra i pereł. Unois się za nią zpach ziół, a także ciężkich perfum o nucie opium.

Annaleigh Dolohov
#3
18.01.2023, 23:17  ✶  
Niektórzy zarzucali jej, że zbyt często pracuje po godzinach. Widocznie nie znaleźli zajęcia, które było ich pasją, a jedynie tkwili w zawodach, które dawały tylko pieniądze, nie satysfakcję i spełnienie. Nie rozumieli jej. Nie potrzebowała jednak ich aprobaty czy przyklaskiwania jej wyborom. Nawet jeśli zamiast tego raczyli ją ciągłym narzekaniem. Za mało bywała w domu, za mało poświęcała czasu mężowi, jakby nie rozumieli, że i on żył swoją pracą i wale nie czuli się na tym poziomie niekomfortowo. A raczej, nie czuli, bo teraz w ich związku wszystko było niekomfortowe. Nie chciała się jednak na tym skupiać. Miała trudny przypadek do rozgryzienia, i obiecała sobie, że nie skończy, póki nie wpadnie na jakąkolwiek poszlakę. Objawy zatrucia były nietypowe, bezoar oraz eliksiry na nim oparte nie pomagały, czas uciekał. Nie wiadomo, czym przytruł się nieszczęśnik, co sprawiało, że cała historia była jeszcze ciekawsza. Sporządzała kolejne notatki, odrzucała pomysły i wpadała na nowe. Skupiła się całkowicie na swojej pracy, dopóki nie usłyszała trzasku otwieranych drzwi.
Nietypowe.
Jedną ręką odruchowo zamknęła akta leżące na stole, drugą sięgnęła po różdżkę. Jej zmarszczone brwi wpatrywały się w drzwi, które dzieliły jej gabinet od reszty kliniki. Nie umawiała się z nikim na wizytę, zresztą, zwykle goście pukali. Tu miała do czynienia z nagłym wkroczeniem do jej królestwa. Nie była zadowolona.
Drzwi się uchyliły. Wkroczyły dwie postacie w szatach i maskach, tak dobrze jej znanych. Jej przełożeni w szeregach Czarnego Pana. Mimo to nie opuściła różdżki. Nie była pewna ich zamiarów. A nie miała zamiaru tracić czegoś, na czym jej zależało, przedwcześnie.
Dopiero słowa jednego z mężczyzn sprawiły, że jej dłoń powędrowała w dół, w końcu odkładając różdżkę na blat. Zmarszczyła przy tym nos, słysząc jak na jej gust dość prostacki sposób formułowania myśli, nie ważyła się jednak skomentować. Była zdecydowanie na przegranej pozycji, do tego podobno nie groziło jej niebezpieczeństwo. Podobno. Zmarszczyła brwi, sadowiąc się w wygodniejszej pozycji w fotelu.
- We własnym gnieździe nie wyważa się drzwi. Słuch mam dobry, usłyszałabym pukanie. Jeśli jednak uważalibyście to za zbyt wielkie ryzyko, są delikatniejsze metody radzenia sobie z zamkniętym zamkiem - mówiła, jej twarz zaś pozostawała niewzruszona. Miała nadzieję, że sąsiedzi nie zwrócą uwagi na hałas. A już na pewno nie zrobi tego jakiś nocny patrol.
Zauważyła ciekawskie spojrzenie jednego z zamaskowanych gości. Prześlizgiwało się po jej biurku, zapewne patrząc na wszelkie receptury, karty pacjentów, czy książki medyczne. Zdecydowanie nie panował tu zbyt wielki porządek, Annie jednak doskonale odnajdowała się w tym miniaturowym chaosie. Który panował w tym miejscu wyjątkowo, jako że cała reszta pomieszczenia wyglądała jak ułożona pod linijkę.
- W czym mogę wam pomóc? - zapytała w końcu, znudzona ciszą, która na chwilę zapanowała. Przenosiła wzrok z jednego mężczyzny na drugiego, oczekując jakiegokolwiek wyjaśnienia ich wtargnięcia.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Annaleigh Dolohov (1291), Robert Mulciber (1556), Sauriel Rookwood (1531)




Wiadomości w tym wątku
[25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh - przez Robert Mulciber - 17.01.2023, 19:37
RE: [25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh - przez Sauriel Rookwood - 17.01.2023, 20:15
RE: [25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh - przez Annaleigh Dolohov - 18.01.2023, 23:17
RE: [25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh - przez Robert Mulciber - 22.01.2023, 14:33
RE: [25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh - przez Sauriel Rookwood - 22.01.2023, 15:22
RE: [25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh - przez Annaleigh Dolohov - 25.01.2023, 21:50
RE: [25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh - przez Robert Mulciber - 28.01.2023, 15:44
RE: [25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh - przez Sauriel Rookwood - 28.01.2023, 17:17
RE: [25 kwietnia 1972] Czarnemu Panu się nie odmawia... | Robert & Sauriel & Annaleigh - przez Annaleigh Dolohov - 31.01.2023, 19:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa