Może i była na niego wkurzona, czego wcale nie tak trudno było się domyślić, bo przecież nadal nie odzywała się do niego nawet słowem, to miała w sobie jakieś resztki rozsądku. Był uzdrowicielem, ją bolała noga, bolała to w sumie może nawet za delikatne słowo, aby określić to, co jej się działo. NAPIERDALAŁO ją bardzo mocno, więc nawet nie zastanawiała się nad tym, czy nie zacząć się z nim spierać i nie udowadniać swojej niezależności. To nie był ten moment. Zdecydowanie.
Jego dotyk nie przynosił jej bólu, widziała, że próbuje być delikatny. Nieco się skrzywiła jedynie, kiedy trochę za dokładnie przyglądał się miejscu, które sprawiało jej największy dyskomfort. Zdawała sobie sprawę, że musi to zrobić. Wtedy dopiero na jej ustach pojawił się grymas, przygryzła dolną wargę, aby nie wydawać niepotrzebnych dźwięków, nie lubiła dramatyzować, wolała nie pokazywać swoich słabości, tak było prościej.
Pokiwała mu w odpowiedzi głową twierdząco, w górę i w dół. Dotarło, zrozumiała, co do niej mówił. Zdziwiła się, że jakimś cudem udało jej się dostać pakiet dwa w jednym, nie spodziewała się, że los będzie dla niej taki łaskawy... Tak, szkoda, że zdarzyło to się w przypadku łapaniu urazów.
- Mhm. - Wydusiła sobie wreszcie z siebie mruknięcie, czuła ścisk w gardle, trochę zresztą zachrypiała przy tym, kiedy wydała z siebie ten dźwięk.
Miała szczęście, że Ambroise o wszystkim myślał, i że postanowił tutaj przenieść część eliksirów. Ona nie miała w zwyczaju myśleć o takich rzeczach, nie zastanawiała się nad tym, że dobrze byłoby tu zrobić spiżarnię z podobnymi składnikami, czy miksturami, bo przecież i ona i on ryzykowali utratą życia, lub zdrowia. Powinna też zacząć się w to angażować, nie mogła pozwolić, aby robił to tylko Greengrass, bo sprawa dotyczyła ich dwójki.
Miał nad nią ogromną przewagę - potrafił sam leczyć swoje urazy, Yaxleyówna niestety nie posiadała takich umiejetności, więc on widział wszystko, co się z nią działo. Nic się przed nim nie ukrywało, czy tego chciała, czy nie.
- Jasne. - Przyjęła to do wiadomości, udało jej się też wreszcie pokusić o wypowiedzenie pierwszego słowa od kiedy się pojawiła. To mogło zostać uznane za drobny sukces. Nie chciała się na niego złościć, ale nie chciała też udawać, że wszystko było między nimi w porządku, bo nie było. Musiała znaleźć coś pomiędzy, te półsłówki aktualnie wydawały się jej być wystarczające.
Ta gorąca woda uspokajała ją, wbrew pozorom, wcale nie potęgowała w niej wszystkich negatywnych emocji, chociaż ciepło raczej się z tym kojarzyło.
Chciała być chociaż trochę samodzielna, dlatego najpierw postanowiła doprowadzić się do porządku. Wolała, żeby nie widział jej gdy weszła do domu, bo miała świadomość, że nie wyglądała najlepiej. Mogła chociaż zmyć z siebie pozostałości po tej walce, którą dzisiaj odbyła. Nie było to takie łatwe starcie, jak się spodziewała. Wiedziała, że sama była temu winna i to ją najbardziej drażniło, powinna polować z czystą głową, a dzisiaj tego nie zrobiła, to przyniosło konsekwencje. Zapomniała, że w jej przypadku krótka chwila, rozproszenie, mogło kosztować ją naprawdę wiele. Będzie musiała zapamiętać tę lekcję.
Uniosła do góry prawą rękę. Wylądowała na tej stronie ciała. Miała nieco zdarte przedramie, jakby przejechała nim po jakiejś nierównej powierzchni, właściwie to chyba trochę też pobolewały ją żebra po tej stronie, ale nie na tyle, żeby zamierzała mówić o tym w głos, nie wiedziała też, czy ma tam jakiś ślad po tym nie do końca udanym lądowaniu. Uniosła nieco ciało do góry, żeby rzucić okiem na te żebra, chciała to zrobić dyskretnie, ale wyszło raczej pokracznie, noga uniesiona nad wodą skutecznie jej w tym przeszkodziła. Westchnęła więc jedynie ciężko, była mocno rozczarowana.
- To chyba wszystko. - Tak naprawdę dowie się czy to prawda, kiedy wyjdzie z tej wanny. Wcześniej nie do końca miała możliwość dokładnie się obejrzeć. Jednak póki co, żaden inny uraz nie dawał o sobie znać, nie było więc chyba tak najgorzej, prawda? Bywała już w zdecydowanie gorszym stanie. To wszystko to były tylko draśnięcia, nic takiego.
Odkąd byli razem nie zdarzyło jej się jeszcze wrócić do domu w takim stanie. To powodowało dyskomfort, bo niby wiedział, czym się zajmowała, jednak nigdy nie było mu dane jeszcze doświadczyć takiego widoku. Trochę jej było wstyd, że doprowadziła się do takiego stanu, tak samo nie do końca akceptowała to, że wyszła rano bez słowa. Nie powinna żywić do niego urazy, wypadałoby, aby się z nim pożegnała, bo przecież z każdego z tych zleceń mogła nie wrócić. Ta świadomość, że odeszłaby z tego świata pozostawiając taki niesmak po swoim istnieniu była trochę przytłaczająca.
Nie należała do tego grona osób, które lubiło się ze sobą szczególnie pieścić. Wiedziała, że ból minie, prędzej, czy później, zawsze mijał. To nie było nic takiego, do wszystkiego można było przywyknąć. Zdecydowanie większym ciężarem dla niej była ta cisza, której żadne z nich nie chciało przerywać.
Nie uniosła spojrzenia kiedy się podniósł, nie zdziwiłoby jej wcale, gdyby nie chciał na nią patrzeć, wiedziała, że się dzisiaj nie popisała. Przymknęła więc oczy, nie udało jej się do końca ogarnąć swoich włosów, to nie było wcale takie proste, ale wtedy poczuła jego dotyk. Odetchnęła z ulgą, jednak nie zostawił jej tu samej. To było pocieszające, bo zdecydowanie nie był to moment, w którym potrzebowała samotności.
Oczy miała zamknięte, oddychała miarowo, spokojnie, udało jej się też uspokoić rytm serca, które jeszcze chwilę wcześniej biło naprawdę szybko z powodu zdenerwowania.
Jego dotyk był przyjemny, delikatny, przynosił ukojenie. Sama świadomość, że nie była w tym teraz sama wiele dla niej znaczyła, bo przecież mógł po prostu stąd wyjść, szczególnie po tym, jak go wczoraj potraktowała, mógł też zareagować podobnie do niej, co pewnie skończyłoby się podobnie do ich wieczornej wymiany zdań.
- Przepraszam. - że musisz mnie oglądać w takim stanie. Nie pokusiła się jednak, powiedzieć tego w głos. Mógł więc te przeprosiny odebrać dwojako, mógł uznać przecież, że chodziło jej o wczorajszą kłótnię. Najważniejsze jednak, że udało jej się to z siebie wydusić, bo przepraszanie wcale nie przychodziło jej łatwo, były to jedne z tych słów, które więzły jej w gardle.
Nie chciała, żeby w nią wątpił, a właśnie dała mu ku temu powód, w ten pokraczny sposób udowodniła mu, że działała nie do końca przemyślanie, a nie zdarzało jej się to od czasu, kiedy oficjalnie zmienili status swojej relacji.