12.10.2024, 23:51 ✶
Enzo popił musującego wina, a następnie, nie pytając nawet o zdanie, dolał trunku zarówno sobie, jak i Neilowi. Być może był nauczony etykiety i powinien poczekać na kelnera, lecz nie miał zamiaru zawracać im głowy. Mogli przecież poradzić sobie sami.
- Będę czekał, mój skarbie. - Oczy mu błyszczały. - Jeśli będziesz kiedyś potrzebował pomocy krawca, teraz już wiesz, gdzie się zgłosić. Albo jeśli nawet będziesz chciał zasięgnąć potrzeby stylisty. - Dodał, oddając przysługę, do której jeszcze nie doszło.
Wiele jednak zmieniło się, gdy Neil przyznał się do swojej przykrej przypadłości. Lorenz odgiął się w krześle, lecz nie po to, by zwiększyć dystans, a żeby ogarnąć kolegę spojrzeniem. Uniósł wysoko brwi.
- Nie do wiary! - Zawołał, nachylając się znowu. - Nigdy bym po tobie nie powiedział! Jesteś taki miły, taki ułożony, zupełnie tego nie widać. Dobrze, że Ministerstwo ma rękę na pulsie. Lepiej, żebyś był bezpieczny. - Zgodził się sam ze sobą, lekko kiwając głową. Wycelował w niego końcem pióra. - Nie chcielibyśmy, żeby coś ci się stało! Dość już przez to musiałeś wycierpieć. Wybacz mi, jeśli kiedyś użyję wobec ciebie jakiegoś futerkowego zwrotu! Mogę o tym nie pamiętać. Merlinie, gdybym nie znał cię lepiej, powiedziałbym, że kłamiesz.
Taki miły, ułożony chłopak, do tego całkiem niewinny - Enzo nie sądził, że ktoś taki mógłby paść ofiarą wilkołaka, a do tego zarazić się tą paskudną przypadłością! Nie sprawiało to jednak, że Neil był w jakimkolwiek stopniu gorszy. W rzeczy samej, w oczach Remingtona stawiało go w nowym, ciekawszym świetle. Tak długo, jak był bezpieczny, a także nie zagrażał innym.
- Ja też mam problem z księżycem. - Przyznał się Neilowi. - W pełnię moja magia staje się zupełnie bezużyteczna! To chyba wina mojego pochodzenia. Ale nie martw się, miejmy nadzieję, że pełnia nie przypadnie akurat na pierwszego września.
Podzieliwszy się swoją klątwą, przejął notes. Tak było mądrzej - w ten sposób nie zamoczy kartki od kółek pozostawionych przez stópkę kieliszka.
- Z okazji... - Pisał, co Neil mu dyktował. - Mhm, coś takiego. Może inaczej. W związku z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, zwracam się... jak to szło? A, tak. - Notował dzielnie, nieco za szybko, przez co niestarannie, ale łatwo było rozczytać jego bazgroły. - Świetny punkt, ten z bezpieczeństwem. Ach, jesteś moim brylantem, Neil! - Ucieszył się, podnosząc na niego oczy. - Kochany, nie wiem, czy Dumbledore będzie przekonany, gdy zobaczy moje nazwisko po latach! Obawiam się, że wręcz przeciwnie! - Roześmiał się. - Daj mi coś jeszcze, może coś o postępie technologicznym? Nowych mediach wkraczających w życie czarodziejów?
- Będę czekał, mój skarbie. - Oczy mu błyszczały. - Jeśli będziesz kiedyś potrzebował pomocy krawca, teraz już wiesz, gdzie się zgłosić. Albo jeśli nawet będziesz chciał zasięgnąć potrzeby stylisty. - Dodał, oddając przysługę, do której jeszcze nie doszło.
Wiele jednak zmieniło się, gdy Neil przyznał się do swojej przykrej przypadłości. Lorenz odgiął się w krześle, lecz nie po to, by zwiększyć dystans, a żeby ogarnąć kolegę spojrzeniem. Uniósł wysoko brwi.
- Nie do wiary! - Zawołał, nachylając się znowu. - Nigdy bym po tobie nie powiedział! Jesteś taki miły, taki ułożony, zupełnie tego nie widać. Dobrze, że Ministerstwo ma rękę na pulsie. Lepiej, żebyś był bezpieczny. - Zgodził się sam ze sobą, lekko kiwając głową. Wycelował w niego końcem pióra. - Nie chcielibyśmy, żeby coś ci się stało! Dość już przez to musiałeś wycierpieć. Wybacz mi, jeśli kiedyś użyję wobec ciebie jakiegoś futerkowego zwrotu! Mogę o tym nie pamiętać. Merlinie, gdybym nie znał cię lepiej, powiedziałbym, że kłamiesz.
Taki miły, ułożony chłopak, do tego całkiem niewinny - Enzo nie sądził, że ktoś taki mógłby paść ofiarą wilkołaka, a do tego zarazić się tą paskudną przypadłością! Nie sprawiało to jednak, że Neil był w jakimkolwiek stopniu gorszy. W rzeczy samej, w oczach Remingtona stawiało go w nowym, ciekawszym świetle. Tak długo, jak był bezpieczny, a także nie zagrażał innym.
- Ja też mam problem z księżycem. - Przyznał się Neilowi. - W pełnię moja magia staje się zupełnie bezużyteczna! To chyba wina mojego pochodzenia. Ale nie martw się, miejmy nadzieję, że pełnia nie przypadnie akurat na pierwszego września.
Podzieliwszy się swoją klątwą, przejął notes. Tak było mądrzej - w ten sposób nie zamoczy kartki od kółek pozostawionych przez stópkę kieliszka.
- Z okazji... - Pisał, co Neil mu dyktował. - Mhm, coś takiego. Może inaczej. W związku z rozpoczęciem nowego roku szkolnego, zwracam się... jak to szło? A, tak. - Notował dzielnie, nieco za szybko, przez co niestarannie, ale łatwo było rozczytać jego bazgroły. - Świetny punkt, ten z bezpieczeństwem. Ach, jesteś moim brylantem, Neil! - Ucieszył się, podnosząc na niego oczy. - Kochany, nie wiem, czy Dumbledore będzie przekonany, gdy zobaczy moje nazwisko po latach! Obawiam się, że wręcz przeciwnie! - Roześmiał się. - Daj mi coś jeszcze, może coś o postępie technologicznym? Nowych mediach wkraczających w życie czarodziejów?