Wbrew pozorom to milczenie nie sprawiało jej żadnej przyjemności. Ta cisza ją okropnie męczyła, nie znosiła jej. Stawała się coraz większym ciężarem. Nie robiła jednak nic, żeby ją przerwać. Nie do końca wiedziała, jak powinna się zachować, bo wiedziała, że dzisiaj ją poniosło. Nie powinna do tego dopuścić, ale jak zawsze - dała się ponieść emocjom. Teraz musiała mierzyć się z konsekwencjami. Standardowe metody działania panny Yaxley, która wykazywała straszne zapędy do autodestrukcji. Gniew wzbudzał w niej skłonność do podejmowania irracjonalnych decyzji, podsycał to, co w niej się kryło, niekoniecznie były to pozytywne cechy.
Nie powinna sobie pozwolić na takie zachowanie. Zabrakło jej dzisiaj profesjonalizmu, tak, tego była pewna. Musiała uważać, ale nie umiała jeszcze radzić sobie do końca z emocjami, które się pojawiły. Czuła złość, wypełniała jej całe ciało. Była zła, na siebie, na niego, na cały świat. Wszystko przez to, że ukrywali przed sobą pewne rzeczy, a raczej ignorowali ich istnienie, bo przecież wiedzieli, że to gdzieś tam jest, tylko postanowili nie wracać do tematu. Po raz kolejny okazało się, że to nie była skuteczna metoda. Prędzej, czy później prawda wychodziła na wierzch i przynosiła emocje, które nie do końca jej się podobały. Łatwiej byłoby jej się na to przygotować gdyby wiedziała, co może ją czekać. Może faktycznie powinni o tym wcześniej porozmawiać, a nie tworzyć sobie to wygodne gniazdko zbudowane na pozorach. Pozornie przecież było całkiem dobrze, nie dawali sobie powodów do niepokoju, tworzyli ten mały świat, tyle, że prędzej, czy później te sprawy, którymi zajmowali się z boku, nie dzieląc się szczegółami musiały wyjść na wierzch. Musiały zachwiać ich idealnym życiem. To nie było coś co dało się dłużej ignorować. Właściwie lepiej byłoby wszystko wyjaśnić, żeby nie pojawił się kolejne niespodzianki, które doprowadzałyby ich na granice tolerancji. Miała świadomość, że reagowała dosyć gwałtownie, ale w ten sposób okazywała swoją troskę, nie była typem osoby, który podchodził do tego łagodnie, raczej działo się zupełnie przeciwnie. Gdy widziała go poobijanego reagowała gniewem, była na siebie zła, że mogła mu pomóc, że jej nie dopuścił do tej części swojego życia, a przecież wiedział, że mogła mu się przydać. Nie była bezużyteczna, nie musiała siedzieć w ich gniazdku z założonymi rękoma, mogła mu się przydać tam.
- Jasne. - Jak na jej to było raczej tylko obtarcie, jeśli jednak miał chęć dokładniej je obejrzeć, to nie zamierzała oponować. Nie miała siły na kolejne kłótnie, była zmęczona, to był ten etap, w którym była w stanie się zgodzić na wszystko. Mógł z nią robić, co mu się tylko podobało, byleby w końcu trafiła do łóżka.
- Nie wydaje mi się, żebym miała wstrząs mózgu. - Dodała jeszcze, bo oczywiście był to jeden z urazów, który kiedyś już przeżyła i z tego, co pamiętała wtedy czuła się zdecydowanie gorzej. Kręciło jej się w głowie i wymiotowała, teraz te objawy się nie pojawiały, więc może chociaż tego uniknęła.
- Tak, pamiętam, ale tego potrzebowałam. - Miała świadomość, że gorąca woda jej nie służyła w tym momencie, ale postanowiła sobie pozwolić na trochę nierozsądku, bo wiedziała, że tylko w ten sposób ukoi swoje wewnętrzne nerwy. Działało, nie było już w niej gniewu i chęci do walki, uspokajała się i wyciszała.
To było jedno z tych zleceń, które kiedyś najbardziej uwielbiała. Wielki potwór, którego trzeba było unicestwić. Adrenalina, która wypełniała ją podczas spotkań z taką bestią nakręcała ją przez kolejny tydzień, czerpała z takich spotkań ogromną energię, zazwyczaj. Tym razem było inaczej, czuła, jakby zrobiła coś złego, jakby zrobiła mu na złość, chociaż przecież nie było w tym zleceniu nic nadzwyczajnego. Była pierdolonym łowcą potworów, to powinno być dla niej normalne, dlaczego więc czuła ten dziwny uścisk na żołądku?
Źle się przygotowała, a raczej nie przygotowała się praktycznie wcale. Wzięła po prostu kilka ze swoich srebrnych zabawek i powiedziała, że może się na to pisać. Spontaniczna decyzja, spowodowana tym, że doszło między nimi do kłótni. Nie chciała zostać w domu, czuła, że musi złapać oddech, oddalić się, pozwolić się ponieść, jak robiła wcześniej, kiedy coś szło nie po jej myśli. Tyle, że tym razem nie przyniosło to ukojenia.
Czuła, że dała dupy, że zszargała jego zaufanie, zdecydowanie tego nie chciała. Nie miała zamiaru dawać mu powodów, żeby przestał w nią wierzyć, nie wyszło. Nigdy nie chciała doprowadzać do tego, żeby musiał się nią opiekować, już kiedyś to przecież robił, widział ją wtedy, kiedy omalże nie opuściła tego świata. Walczył o jej życie, zdecydowanie nie chciała, aby robił to podobnie, nie kiedy łączyło ich takie silne uczucie. Nie mogła tego od niego wymagać.
Nie powinna chcieć mu dowalić w ten sposób, na siłę pokazywać, że ona też zajmuje się czymś przez co może zostać ranna. W jej przypadku całe życie zawodowe niosło ze sobą ryzyko, nie tak jak u Ambroisa tylko jego część. Była zła, że trzymał ją na dystans, wiedziała, że jest współwinna bo też nie wróciła do tej rozmowy, którą kiedyś rozpoczęli, chyba jednak nie mogli dłużej z tym zwlekać, bo przynosiło to niepotrzebne szkody. To był pierwszy raz, kiedy prowadziła z nim zimną wojnę, nie podobało jej się to bardzo. Zdecydowanie wolałaby wszystko wyjaśnić - jak zawsze, ale nie chciała ustępować. Tym razem nie wyciągnęła pierwsza ręki, mogła zrobić to wieczorem, tym bardziej, że przecież Greengrass nie był w pełni sił. Powinna otoczyć go opieką, dać mu swoje ciepło, troskę, a zrobiła coś zupełnie przeciwnego - wyładowała na nim swoją złość, nie było to szczególnie rozsądne.
Docierało to do niej coraz bardziej, kiedy zjawił się teraz obok niej. Nie miał pretensji, przynajmniej jak na razie, a otoczył ją swoją uzdrowicielską opieką, mogło to też świadczyć o tym, że uraz był dosyć paskudny, i jej widok, bo normalnie pewnie nie miałby problemu z tym, aby powiedzieć co o tym myśli.
Nie chciała, żeby doprowadzali siebie do granic, nie służyło im to wcale, zdecydowanie więcej korzyści przynosiła im współpraca, wtedy mogli osiągnąć naprawdę wiele, gdy się spierali - czuła, jakby rozpadała się na drobne kawałki, traciła wtedy stabilność, robiła się słabsza. Potrzebowała go po swojej stronie, aby być w pełni silną.
Nie spodziewała się, że to jej krótkie przepraszam sprowokuje go do takiego komentarza. Miała za co przepraszać, to prawda, trochę się tego nazbierało. Poczucie winy się zwiększało, kiedy kolejne powodu opuszczały jego usta. Miała ochotę zanurzyć się pod wodą, w tej chwili, uciec, stchórzyć, ale tego nie zrobiła.
Oddech jej przyspieszył, tak, lista trochę ją przeraziła. Nie wyglądało to wszystko zbyt dobrze. - Za wszystko? - Głos jej drżał, trochę się tego nazbierało. Dało się tak w ogóle jednorazowo przeprosić za wszystko? Nie miała pojęcia. Nie zaprzeczyła niczemu, co mówił, bo wiedziała, że ma rację. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że to nie była tylko wyłącznie jej wina, on ją sprowokował do tego zachowania, ale nie miała problemu z tym, aby przerosić za swoją część.
Nie wiedziała, jak powinna mu odpowiedzieć na to pytanie, bo co właściwie się stało? Była roztrzepana, chaotyczna, nie działała przemyślanie, bo myślała o tym, że się pokłócili. Postanowiła jednak, że po prostu przejdzie do konkretów, nie zamierzała póki co opowiadać, o tym, że to, co ich dotyczyło miało na nią taki duży wpływ, że ingerowało w jej pracę.
- Wiwerna, wiwerna się stała. - Mówiła cicho, spokojnie, nadal miała zamknięte oczy. W sumie zrobiło jej się całkiem błogo, kiedy jej dotykał.
- Źle oszacowałam odległość, wpadłyśmy razem do bagna, z dosyć wysokiej wysokości, przygniotła mnie trochę. - Starała się sobie przypomnieć szczegóły, ale to wszystko działo się szybko i nie do końca chyba jeszcze potrafiła do tego wrócić.