18.01.2023, 23:56 ✶
Patrick westchnął. Wiedział, że ten dzień (noc właściwie) musiał nadejść, a jednak jego nadejście przywitał raczej z cichym zrezygnowaniem niż specjalnym wybuchem radości. Jak większa część członków Zakonu Feniksa, spodziewał się ataku Śmierciożerców podczas Beltaine. Ale zmierzając na miejsce zbiórki pojął, że i bez popleczników Lorda Voldemorta podczas święta mogło się wiele wydarzyć. Podczas każdego święta aurorzy i brygadziści musieli być w dodatkowej gotowości. A to miejsce emanowało zaklętą w nim mocą. Idąc, rozglądał się uważnie dookoła, choć tak naprawdę chyba jeszcze nie wiedział, czego właściwie szukał.
Przywitał się krótko z kapłanką Kowenu, bardziej po to by oddać jej należne honory i w razie późniejszych problemów, skorzystać z jej pomocy, niż wiedziony grzecznością, a potem zbliżył się do reszty. Zasadniczo przez to, że jako jeden z niewielu tu obecnych, nie mieszkał w domu Longbottomów, pojawił się na miejscu, gdy większość już była.
Przystanął nieopodal zebranych. Przywitał się ze stojącymi i niezajętymi rozmową. Chwilę obserwował Brennę rozmawiającą z Heather, a potem przeniósł wzrok na Erika i Thomasa. Cóż, przynajmniej miał pewność, że rodzeństwo Longbottomów wywiązywało się ze swoich ustaleń. Podniósł wzrok na Mavelle, gdy ta zdecydowała się zabrać głos.
- Te przejścia w ogóle trzeba poszerzyć. Wydaje mi się, że jeszcze jest czas na przesunięcie straganów. Panika, ucieczka i tratowanie to jedno, ale jeśli pozostaną zbyt blisko siebie a ktoś przypadkiem zaprószy tu ogień… - wykonał gest rękoma, który miał wskazywać na to, że te miejsca mogą zamienić się w dodatkowe, gigantyczne ognisko, które pochłonie dodatkowe ofiary.
Przywitał się krótko z kapłanką Kowenu, bardziej po to by oddać jej należne honory i w razie późniejszych problemów, skorzystać z jej pomocy, niż wiedziony grzecznością, a potem zbliżył się do reszty. Zasadniczo przez to, że jako jeden z niewielu tu obecnych, nie mieszkał w domu Longbottomów, pojawił się na miejscu, gdy większość już była.
Przystanął nieopodal zebranych. Przywitał się ze stojącymi i niezajętymi rozmową. Chwilę obserwował Brennę rozmawiającą z Heather, a potem przeniósł wzrok na Erika i Thomasa. Cóż, przynajmniej miał pewność, że rodzeństwo Longbottomów wywiązywało się ze swoich ustaleń. Podniósł wzrok na Mavelle, gdy ta zdecydowała się zabrać głos.
- Te przejścia w ogóle trzeba poszerzyć. Wydaje mi się, że jeszcze jest czas na przesunięcie straganów. Panika, ucieczka i tratowanie to jedno, ale jeśli pozostaną zbyt blisko siebie a ktoś przypadkiem zaprószy tu ogień… - wykonał gest rękoma, który miał wskazywać na to, że te miejsca mogą zamienić się w dodatkowe, gigantyczne ognisko, które pochłonie dodatkowe ofiary.