18.01.2023, 23:59 ✶
Trochę się już znali, zdążyła zauważyć jaką osobą jest Sauriel tak w grubsza, więc te podejrzenia nie były bezpodstawne. Widziała też, jak bardzo się denerwował, a podobno miał na wszystko wyjebane. Właśnie dlatego odrobinę mu pomogła – żeby nikt się go nie czepiał (zwłaszcza ojciec), i żeby jedyną nieprawidłowością tego spotkania była ona sama i sukienka, która nie była oczekiwana. Ale tak czuła się znacznie swobodniej i według własnego gustu sto razy korzystniej niż te wszystkie warstwy, falbany i ogólnie ciężkość stroju. Tak więc pierścionek został gładko wsunięty na serdeczny palec jej lewej ręki, a kiedy Sauriel nie puścił jej dłoni, to nawet go lekko ścisnęła, chcąc mu dać znać, że wszystko dobrze, żeby się nie stresował… po prostu dodać mu otuchy. Dla niej to wcale nie było proste. Było szalenie trudne, dlatego znowu mogła się wydawać być robotem… prywatnie, kiedy widzieli się widzieli to tego nie robiła, ale tutaj… było tyle emocji, że nie chciała dać po sobie poznać jak bardzo to przeżywa.
Drugi raz.
I nie chciała ani razu więcej.
- Gratulacje, piękne zaręczyny – wyrzuciła z siebie Isabelle i nawet przytuliła Victoria, a następnie ucałowała powietrze obok policzka Sauriela trzy razy. Alexander uścisnął mu dłoń i klepnął go w ramię, swojej córce posyłając uśmiech.
Tak. Aż dziw bierze że od razu nie zorganizowali im tutaj ślubu, tak szybko się to wszystko toczyło, ale już wiedziała że pewnie za tydzień jej matka wpadnie w wir planowania, żeby to nie wyglądało tak jak poprzednim razem. Że narzeczony zginie zanim dojdzie do ślubu.
Może to dlatego wcisnęli ją wampirowi? Żeby nie musiała doświadczyć kolejnego takiego nagłego rozstania? Żeby nie musiała kolejnego narzeczonego wyciągać spod zgliszcz zawalonego i spalonego budynku, nie wiedząc nawet że to on?
Nie mówiła nic kiedy szli zamykając ten pochód do drugiego, większego salonu, by ugościć ich przy stole. Oczywiste było, że będzie teraz siedziała obok Sauriela. Że już zawsze będą siadać obok siebie – nawet jej to nie przeszkadzało. Nie sądziła za to, że po jej drugiej stronie siadzie drugi wampir.
Otoczona przez wampiry. Jak przekąska na talerzu. Tyle, że o Saurielu tak nie myślała, nie bała się go, a Josepha pierwszy raz widziała na oczy.
- Tak… podoba mi się – to akurat była prawda, bo rzeczywiście pierścionek uderzał w jej gusta. Coz, będzie go nosić najpewniej do końca życia – po ślubie zostanie jedynie przełożony na drugą rękę. Więc jej rodzice byli na tyle mili, że wybrali coś, co trafi w jej gusta. Bo sądziła, że to był ich wybór. A już na pewno nie Sauriela – tyle wiedziała. Zresztą niejako to potwierdził. - Och… dziękuję – symboliczny? A co akurat ON mógł wiedzieć o tym symbolizmie? Przecież jej nie znał. Uśmiechnęła się jednak do starszego mężczyzny, a chwilę później kieliszki napełniono winem. Ich rodzice pogrążyli się w jakiejś swojej rozmowie – najwyraźniej świetnie się dogadywali. Isabelle śmiała się z jakiegoś żartu, Alexander uśmiechał się i od czasu do czasu sam się odzywał. - Już dobrze? Wyglądałeś na mocno zdenerwowanego – zwróciła się cicho do Sauriela, nie mając pojęcia jak zagadać. Znowu byli z całą rodziną i znowu nie wiedziała co ma mówić. Jakoś jak byli sam na sam to nie miała tego problemu.
Drugi raz.
I nie chciała ani razu więcej.
- Gratulacje, piękne zaręczyny – wyrzuciła z siebie Isabelle i nawet przytuliła Victoria, a następnie ucałowała powietrze obok policzka Sauriela trzy razy. Alexander uścisnął mu dłoń i klepnął go w ramię, swojej córce posyłając uśmiech.
Tak. Aż dziw bierze że od razu nie zorganizowali im tutaj ślubu, tak szybko się to wszystko toczyło, ale już wiedziała że pewnie za tydzień jej matka wpadnie w wir planowania, żeby to nie wyglądało tak jak poprzednim razem. Że narzeczony zginie zanim dojdzie do ślubu.
Może to dlatego wcisnęli ją wampirowi? Żeby nie musiała doświadczyć kolejnego takiego nagłego rozstania? Żeby nie musiała kolejnego narzeczonego wyciągać spod zgliszcz zawalonego i spalonego budynku, nie wiedząc nawet że to on?
Nie mówiła nic kiedy szli zamykając ten pochód do drugiego, większego salonu, by ugościć ich przy stole. Oczywiste było, że będzie teraz siedziała obok Sauriela. Że już zawsze będą siadać obok siebie – nawet jej to nie przeszkadzało. Nie sądziła za to, że po jej drugiej stronie siadzie drugi wampir.
Otoczona przez wampiry. Jak przekąska na talerzu. Tyle, że o Saurielu tak nie myślała, nie bała się go, a Josepha pierwszy raz widziała na oczy.
- Tak… podoba mi się – to akurat była prawda, bo rzeczywiście pierścionek uderzał w jej gusta. Coz, będzie go nosić najpewniej do końca życia – po ślubie zostanie jedynie przełożony na drugą rękę. Więc jej rodzice byli na tyle mili, że wybrali coś, co trafi w jej gusta. Bo sądziła, że to był ich wybór. A już na pewno nie Sauriela – tyle wiedziała. Zresztą niejako to potwierdził. - Och… dziękuję – symboliczny? A co akurat ON mógł wiedzieć o tym symbolizmie? Przecież jej nie znał. Uśmiechnęła się jednak do starszego mężczyzny, a chwilę później kieliszki napełniono winem. Ich rodzice pogrążyli się w jakiejś swojej rozmowie – najwyraźniej świetnie się dogadywali. Isabelle śmiała się z jakiegoś żartu, Alexander uśmiechał się i od czasu do czasu sam się odzywał. - Już dobrze? Wyglądałeś na mocno zdenerwowanego – zwróciła się cicho do Sauriela, nie mając pojęcia jak zagadać. Znowu byli z całą rodziną i znowu nie wiedziała co ma mówić. Jakoś jak byli sam na sam to nie miała tego problemu.