Geraldine wiedziała, że to było delikatne niedopowiedzenie. To od zawsze było skomplikowane, tylko przymykali oczy na niedogodności spowodowane z tego powodu. Nie mogli tego robić wiecznie, mimo, że udawało im się to przez całkiem spory okres czasu. To nie miało prawo działać, nie kiedy jedno i drugie miało przed sobą tajemnice, nie oszukiwali się, ale nie rozmawiali o prawdzie, pomijali ją, udawali, że te sytuacje nie istnieją. Zaczęli sobie kreować swój świat bez tego dosyć ważnego elementu. To była ułuda, przynajmniej częściowo. Jasne, tak było wygodniej, tylko na jak długo? Problem istniał, czy tego chcieli, czy nie. Kiedyś musieli o nim porozmawiać, jakoś się odnaleźć w tej prawdziwej rzeczywistości, a nie udawać, że ona nie istnieje. Szczególnie, że w te ostatnie dwa dni bardzo nieprzyjemnie przypomniała o tym, że to faktycznie ma miejsce.
Musiała się pogodzić z gorzką prawdą. Starała się odciąć ten okres, kiedy nie byli ze sobą blisko, ale on istniał, Ambroise widział ją wtedy, kiedy była na skraju, o czym raczył jej teraz przypomnieć. Miał rację, zdawał sobie sprawę z tego, jak to może wyglądać. Zaczęło jej to ciążyć, nie chciała, żeby się o nią martwił, ale miała świadomość, że to nie było możliwe. W końcu reagowała tak samo. Chcąc nie chcąc myślała o tym, czy nie stanie się mu krzywda. Zawsze istniało ryzyko, szczególnie w ich przypadku. Nie byli normalni, nie zajmowali się prostymi sprawami, co udało im się już kiedyś ustalić. Nie zmieniało to faktu, że czuli te same emocje, co wszyscy zwyczajni ludzie. Na to nie mieli wpływu.
- Masz rację. - Coraz częściej się z nim zgadzała, próbowała spojrzeć na problem z jego strony, starała się być empatyczna i nie myśleć tylko o sobie. Nigdy nie wracali do tej sytuacji, która wydarzyła się wtedy, kiedy próbowali być dla siebie obojętni. Nie lubiła o tym rozmawiać, wiedziała, że tamto wydarzyło się przez to, że była nierozsądna. Starała się już nie postępować w taki sposób, nie zawsze jej się udawało, ale nie prowokowała losu. Wyciągnęła lekcję, była dosyć bolesna. Nigdy jeszcze nie znalazła się w podobnej sytuacji, nigdy nie była tak blisko śmierci, a on to widział. To było w tym najgorsze, trwał wtedy przy niej i próbował ją doprowadzić do użyteczności. Nie mogła udawać, że go to nie dotyczyło.
- Tak, rozumiem. - Nie zamierzała zaprzeczać. Wydawało jej się, że rozumie, bo tak samo przeżywała to, że wczoraj wrócił do domu poobijany. Nie zastanawiała się nigdy na tym, że wtedy też to w niego uderzyło. Nie wydawało jej się, że przejmował się tym, że omal nie zginęła. Tak było łatwiej, pogodziła się z tym, że zaliczyli ten nie do końca przyjemny okres, kiedy nie mogli się dogadać. Może to nigdy nie była typowa wrogość? Pamiętała, że próbowała się do niego zbliżyć po wydarzeniach w Wiwernie, ale skutecznie ją do siebie wtedy zraził. Pogardził jej wyciągniętą ręką, a czuła, że powinni się wtedy trzymać razem - ona też tam była, może nie sięgnęła po poduszkę, ale uznała, że wybrali słuszne rozwiązanie. To była ich wspólna decyzja, dlatego wydawało jej się, że będzie im łatwiej przetrwać ten okres. Tyle, że Ambroise tego nie chciał, okropnie ją zabolało tamto odrzucenie, uniosła się dumą i próbowała go nie lubić, ta wrogość nie była dla niej naturalna, ale reagowała tak na jego zagrania. Ich znajomość nie była niczym historia z bajki, która miała mieć zwyczajne, szczęśliwe zakończenie. Niby osiągnęli to, do czego zmierzali, ale znowu pojawił się upadek, wyglądało to niczym sinusoida pełna wzlotów i upadków. Tak, więcej było tego dobrego, jednak nie mogli udawać, że te gorsze chwile nie miały miejsca. Grunt, żeby za każdym razem udawało im się podnieść, to było dla niej najistotniejsze.
Nie zamierzała dywagować na temat lądowania, które zaliczyła. Oczywiście, że wolałaby uniknąć tego zderzenia z ziemią i z rzeczywistością, jednak pozostawało jej cieszyć się, że nie skończyło się to jeszcze gorzej, bo przecież mogło. Próbowała widzieć jakiekolwiek pozytywy w tej całej sytuacji, a to wcale nie było łatwe. Ambroise dosyć szybko pozbył się jej optymizmu. - Było chyba najbardziej miękką opcją z możliwych, więc próbuję patrzeć na to chociaż trochę pozytywnie. - Jasne, zdawała sobie sprawę, że samo to, że wdała się w szamotaninę z taką bestią nie było szczególnie rozsądne, ale co innego teraz miała robić? Kajać się nad swoim zachowaniem, to nie było do końca w jej stylu, probowała znaleźć w tym choć drobny pozytyw.
Czuła jego obojętność, niepokoiła ją. Najwyraźniej próbował się trochę odciąć od tego co jej się przytrafiło i podszedł do sprawy jako profesjonalny uzdrowiciel. To miało swoje plusy, nie musiała mierzyć się z jego złością, aczkolwiek nie sądziła, że i to ominą. Była pewna, że to był dopiero początek.
Pokiwała jedynie głową, bo przecież nigdzie się nie wybierała. Obserwowała go uważnie, kiedy się nachylał, i zaczął pozbywać się tej wody. Większość brudu spłynęła, zniknęła w odpływie, całkiem szybko, tyle, że ona nie czuła się dzięki temu czystsza. To nic jej nie dało. Wiedziała, że spierdoliła sprawę, dlatego też czuła się nie do końca dobrze. Kiedyś nie musiała się niczym przejmować, ani nikim. Dni jak te zdarzały jej się stosunkowo często. Nie zastanawiała się nad słusznością swoich czynów, nie musiała tego robić, bo to była tylko ona i jej mały świat. Te czasy minęły, teraz musiała sobie zrobić rachunek sumienia.
Poczuła ciepło jego dłoni na swoim kolanie, dobrze było mieć świadomość, że nie był na nią na tyle zły, że stronił od dotyku. Tak naprawdę najchętniej po prostu teraz poszłaby spać w jego objęciach, w których czuła się bezpiecznie i zapominała o tym, co się między nimi ostatnio wydarzyło.
- Nie, jakbyś mógł to tylko plecy. - Przesunęła się nieco w przód i nachyliła, aby ułatwić mu dostęp do swoich pleców, myślała o tym, że będzie przyglądał się bliźnie, która przypominała o tym, co już kiedyś się wydarzyło. Była dowodem na to, że omal nie straciła życia. Mogła się jej pozbyć, wtedy nie przypominałaby mu o tym wszystkim za każdym razem kiedy na nią spoglądał. Było jednak zbyt późno na takie decyzje, kiedyś uważała, że blizny to powód do dumy, że zdobią jej ciało i przypominają o tym, czego dokonała. Teraz nie była tego taka pewna. Czuła dziwne zwątpienie we wszystko, co do tej pory robiła. To nie było przyjemne uczucie.
Naprawdę zależało jej na tym, co razem stworzyli. Nie do końca jednak wiedziała, w jaki sposób mogliby to pogodzić z tym, czym się zajmowali. Mogli być ze sobą szczerzy, nie unikać prawdy, ale czy to wiele zmieniało? Nie wydawało jej się, aby ominęli te pretensje, niepokój o życie drugiej osoby. To mogło być wyczerpujące na dłuższa metę. Nie miała tendencji do wybierania łatwiejszej drogi, ale bała się, że w pewnym momencie może to ich przytłoczyć, że nie będą potrafili sobie z tym poradzić. Nie chciała go stracić, nie dopuszczała w ogóle do siebie myśli, że mogłoby go nie być u jej boku, tylko, że też średnio miała pomysł, co powinni zrobić w takiej sytuacji? Jak to ze sobą pogodzić?
Nie do końca była zadowolona z przebiegu wczorajszej rozmowy, chociaż rozmowa to chyba nieodpowiednie określenie. Wylała na niego całą swoją złość, zachowała się jak rozwydrzony bachor, nie dopuszczała go do słowa, wręcz przeciwnie, wyżywała się na nim zamiast zaopiekować się Ambroisem, gdy był ranny. Miała do siebie o to wyrzuty sumienia, szczególnie, że on dzisiaj robił coś zupełnie przeciwnego. Lizał jej rany, dbał o to, aby poczuła się lepiej. Ona również powinna być jego wsparciem, a nie wrogiem, tych mieli wystarczająco poza domem. Nie powinna pozwalać sobie na takie wybuchy, jak bardzo zła by nie była. Bolało ją to, że dała się ponieść, że nie potrafiła przestać. Dokładała mu zupełnie niepotrzebnie swojego żalu. Wyszła na sporą hipokrytkę, szczególnie, że niecały dzień później zrobiła to samo co on.
Doceniała wszystko, co dla niej robił. Wiele to dla niej znaczyło to, że pomógł jej się doprowadzić do początku, zadbał o te wszystkie szczegóły, których nie była w stanie zrobić sama, pomyślał nawet o włosach. Była mu za to ogromnie wdzięczna. Gdyby nie on zapewne skończyłaby w połowie brudna, resztę zmyłaby z siebie następnego dnia, czy coś. Teraz przynajmniej wyglądała przyzwoicie, a nie jak siedem nieszczęść.
- Nie jestem głodna. - Nie sądziła, że byłaby w stanie cokolwiek przełknąć, a nie chciała, żeby niepotrzebnie się kłopotał. Zauważyła, że szło mu coraz lepiej z gotowaniem, zdecydowanie miał do tego większa smykałkę od niej - ledwie potrafiła zaparzyć kawę, czy herbatę. Raczej unikala kuchni, nie było to jej miejsce. Oczywiście nie miała problemu z tym, aby służyć mu za pomoc przy tych mniej istotnych czynnościach, jak chociażby krojenie - z nożami radziła sobie wyśmienicie, ale raczej nigdy nie poczuje się przesadnie pewnie w kuchni.
Prostszym rozwiązaniem wydawało jej się wybranie sypialni. Nie musiałby na nią patrzeć, a ona mogłaby poleżeć w ciszy, chociaż czuła, że te wszystkie myśli, które kłębiły się jej w głowie nie dałyby jej spokoju, ta cisza mogła być bardzo nieprzyjemna.
- Może być kanapa. - W końcu wybrała. Nie chciała jeszcze bardziej się od niego dystansować, czuła, że to nie powinno mieć miejsca, gdyby zamknęła się w sypialni ponownie by się od niego oddaliła, tak to chociaż miała możliwość obserwować mężczyznę, kiedy będzie się zajmował zwyczajnymi czynnościami. Wieczór był jeszcze młody, słońce niedawno zaszło, to nie był jeszcze czas na spanie. Nie sądziła zresztą, że uda jej się dzisiaj zmrużyć oko. Czuła, że będzie to powtórka z wczoraj, kiedy też nie mogła zasnąć przez te niegatywne emocje, które ją wypełniały.
- Kurwa, boli cię. - Stwierdziła fakt. Nie powinna nadużywać jego dobroci, przecież sam wczoraj został poturbowany, powinien odpoczywać, a nie nosić ją na rękach. To nie było w porządku, nie doszedł jeszcze do siebie. Wystarczyło, aby odezwał się słowem, a pokuśtykała by jakoś na tę kanapę, to nie było nic trudnego, może zajęłoby to jej dłuższą chwilę, ale była w stanie to zrobić. Nie powinien zajmować się nią, kiedy nie był w pełni sił. Była zła na siebie, że to zbiegło się w czasie, że nie mógł się skupić na sobie, tylko przejmował się nią.
- Też powinieneś odpocząć. - Powiedziała cicho, wiedziała, że przez nią nie mógł, co jej strasznie ciążyło. Naprawdę wybrała sobie nieodpowiedni moment na starcie z wiwerną.
Może lepiej by było, jakby po prostu we dwójkę zaszyli się w sypialni i zapomnieli o otaczającej ich rzeczywistości, chociaż dzisiaj oddalili jak najdalej te wszystkie nieprzyjemne myśli, pytania, odpowiedzi, które musieli znaleźć. Odpoczynek na pewno dobrze im zrobi, tego była pewna.