- Ona była na pierdolonej służbie, weszła tam, bo nie miała innego wyjścia, tak samo jak Bulstrode, który przyjaźni się z Borginami, jesteś pewna, czy wybrałby ciebie, czy ich, gdyby został postawiony pod ścianą? Ja nie, jak chcesz możesz to sprawdzić, ja nie zamierzam. - Ruda walczyła podcza Beltane, do kurwy nędzy została zakopana żywcem pod ziemią, bo próbowała dorwać tych, którzy chcieli skrzywdzić Moody. Wolała być pewna, że inni ludzie, którzy zostaną zaangażowani do tej grupy będą mieli takie samo podejście, że ktoś nie będzie się wahał między tym, czy ma ocalić ją, czy swoją rodzinę. To nie były łatwe dezycje, miała tego świadomość.
- Walczy dla ministerstwa, nie dla nas. - Zamierzała to podkreślić. Ruda miała w dupie to, że komuś może się nie spodobać to, co mówiła. Widziała trupy, wiele trupów, mimo swojego młodego wieku. Zabili dziewczynę jej przyjaciela, zaatakowali sklep jej rodziców. Musiała mieć pewność, że gdy przyjdzie co do czego to wybiorą ich, a nie swoje czystokrwiste rodziny, szczególnie ci, którzy od lat nie kryli się ze swoim podejściem do porządku, jaki panował na świecie.
- Gadaj sobie z kim chcesz, przecież nie o to chodzi. - Miała wrażenie, że Millie zaczęła dramatyzować. Chodziło tylko o to, aby nie wtajemniczali wszystkich jak leci do tego, czym zajmowali się w czasie wolnym. Zresztą pamiętała o czym mówiła Brenna, że uważają komu ufają.
Prychnęła, kiedy Moody wyszła z pomieszczenia. Najwyraźniej niektórzy nie do końca radzili sobie z tym, w jakiej rzeczywistości przyszło im żyć, jasne, nie było to łatwe, ale musieli się dostosować do panujących warunków.