14.10.2024, 14:24 ✶
Gdy Victoria podkreśliła, że ona się nad tym zastanawiała, nie mógł ukryć delikatnego kiwnięcia głową. Z uznaniem, bo cokolwiek by myśleć o Ministerstwie jako instytucji, tak pojedyncze jednostki pracownicze potrafiły zachować jednak zdrowy rozsądek. Żałował tylko, że ludzi takich jak on, Victoria czy chociażby Nicholas lub Cynthia było dużo, dużo mniej niż bezmyślnych marionetek, które wykonywały każde polecenie przełożonych, radośnie merdając ogonami, że zostali zauważeni. Cholera, nawet taka Brenna czy Atreus byli bardziej elastyczni w swoich działaniach niż większość pracowników Ministerstwa Magii.
- Robi, oczywiście że robi. Zostały wysłane grupy, które miały zbadać to, co się stało na Polanie Ognisk, jednak... - Rodolphus przeniósł spojrzenie z Victorii na okno. Zawiesił głos celowo, pozostawiając clue swojej wypowiedzi w zawieszonym niedopowiedzeniu. - Doskonale wiesz, jak to wygląda. Białe rękawiczki, raporty. Czyste sumienie. I zakazy.
Podjął w końcu temat, marszcząc nieco brwi. Nie był to grymas zadowolenia, wręcz przeciwnie. Przez twarz Rodolphusa przemknęło zniecierpliwienie, pomieszane z irytacją. Nie musiał tego udawać, niekompetencja poszczególnych departamentów drażniła go niemalże tak samo, jak Victorię, chociaż sam nie brał w całym zamieszaniu udziału.
- Lepiej nie pytaj. Niektóre informacje nie mogą wyjść poza Departament Tajemnic. Nigdy - ostrzegł ją tak, jakby nie wiedziała, że samą rozmową z nią łamie jeden z największych zakazów w jego pracy. Wbił ostrzegawcze spojrzenie w swoją kuzynkę. Nie ostrzegał jej tym samym, nie groził, po prostu uczulał na to, by pamiętała, że w tej chwili wyciąga do niej pomocną dłoń, a jeżeli wyda się, że wynosi z pracy informacje... To może się skończyć czymś dużo gorszym, niż samo zwolnienie. - Nie. Chodzi o kamienie, które zostały rozstawione na polanie. 5 kamieni, których wcześniej tam nie było, co zostało odnotowane, lecz zignorowane.
Między prawdę zgrabnie wplatał półprawdę i kłamstwa. Tak, żeby wszystko to, co mówił, wydało się podparte wiedzą, wyniesioną z Departamentu Tajemnic.
- Nie znalazłem informacji, by miały na sobie jakiekolwiek znaki czy były zaklęte, ale jestem pewny, że ta informacja została wymazana z akt - powiedział, nachylając się lekko. Odruchowo ściszył głos, chociaż tutaj nikt nie miał prawa ich usłyszeć. - W to była zamieszana czarna magia, o czym wiecie. A co, jeżeli także nekromancja? Co jeżeli te kamienie stanowią rozwiązanie zagadki, która pozwoliła otworzyć przejście do Limbo? Nie bez powodu usunięto o nich wzmiankę w raportach, chociaż pominięto w wymazywaniu sam fakt ich istnienia. Powinienem być zły za tak niechlujną pracę, lecz dzięki temu mamy punkt zaczepienia. Nie bez powodu w ogóle ta informacja się tam znalazła. Mam wrażenie, że brakuje kilku kartek, najpewniej zostały zniszczone. Ta sprawa nie dotyczy Komnaty, w której pracuję, a wyciągając informację od innych Niewymownych muszę polegać na ich chęci współpracy. To jest jedyne, co mam na ten moment, ale w obliczu jednej wielkiej niewiadomej - może być wszystkim.
Wydawał się przekonany o tym, że wzmianka o pięciu kamieniach, których istnienie potem ignorowano, była ważna. Wpatrywał się w Victorię, jakby chciał poznać jej zdanie na ten temat.
- Robi, oczywiście że robi. Zostały wysłane grupy, które miały zbadać to, co się stało na Polanie Ognisk, jednak... - Rodolphus przeniósł spojrzenie z Victorii na okno. Zawiesił głos celowo, pozostawiając clue swojej wypowiedzi w zawieszonym niedopowiedzeniu. - Doskonale wiesz, jak to wygląda. Białe rękawiczki, raporty. Czyste sumienie. I zakazy.
Podjął w końcu temat, marszcząc nieco brwi. Nie był to grymas zadowolenia, wręcz przeciwnie. Przez twarz Rodolphusa przemknęło zniecierpliwienie, pomieszane z irytacją. Nie musiał tego udawać, niekompetencja poszczególnych departamentów drażniła go niemalże tak samo, jak Victorię, chociaż sam nie brał w całym zamieszaniu udziału.
- Lepiej nie pytaj. Niektóre informacje nie mogą wyjść poza Departament Tajemnic. Nigdy - ostrzegł ją tak, jakby nie wiedziała, że samą rozmową z nią łamie jeden z największych zakazów w jego pracy. Wbił ostrzegawcze spojrzenie w swoją kuzynkę. Nie ostrzegał jej tym samym, nie groził, po prostu uczulał na to, by pamiętała, że w tej chwili wyciąga do niej pomocną dłoń, a jeżeli wyda się, że wynosi z pracy informacje... To może się skończyć czymś dużo gorszym, niż samo zwolnienie. - Nie. Chodzi o kamienie, które zostały rozstawione na polanie. 5 kamieni, których wcześniej tam nie było, co zostało odnotowane, lecz zignorowane.
Między prawdę zgrabnie wplatał półprawdę i kłamstwa. Tak, żeby wszystko to, co mówił, wydało się podparte wiedzą, wyniesioną z Departamentu Tajemnic.
- Nie znalazłem informacji, by miały na sobie jakiekolwiek znaki czy były zaklęte, ale jestem pewny, że ta informacja została wymazana z akt - powiedział, nachylając się lekko. Odruchowo ściszył głos, chociaż tutaj nikt nie miał prawa ich usłyszeć. - W to była zamieszana czarna magia, o czym wiecie. A co, jeżeli także nekromancja? Co jeżeli te kamienie stanowią rozwiązanie zagadki, która pozwoliła otworzyć przejście do Limbo? Nie bez powodu usunięto o nich wzmiankę w raportach, chociaż pominięto w wymazywaniu sam fakt ich istnienia. Powinienem być zły za tak niechlujną pracę, lecz dzięki temu mamy punkt zaczepienia. Nie bez powodu w ogóle ta informacja się tam znalazła. Mam wrażenie, że brakuje kilku kartek, najpewniej zostały zniszczone. Ta sprawa nie dotyczy Komnaty, w której pracuję, a wyciągając informację od innych Niewymownych muszę polegać na ich chęci współpracy. To jest jedyne, co mam na ten moment, ale w obliczu jednej wielkiej niewiadomej - może być wszystkim.
Wydawał się przekonany o tym, że wzmianka o pięciu kamieniach, których istnienie potem ignorowano, była ważna. Wpatrywał się w Victorię, jakby chciał poznać jej zdanie na ten temat.