19.01.2023, 01:24 ✶
Kiedy Lucy otrzymała informację o patrolowaniu Beltane nie była tym zaskoczona. Chociaż sama nie wzięłaby udziału w uroczystości, ponieważ uważała się za tą aspołeczną osobę, która nigdy nie pasuje do reszty. Jak i większość rodziny, która pracowała w Ministerstwie, udała się w południe 30 kwietnia na spotkanie brygadzistów i aurorów, dotyczące zabezpieczenia miejsca obchodów święta. Nie było tu jej siostry Danielle, pomyślała Lucy na całe szczęście, że nie pracuje w tym departamencie, więc trzymała się z tyłu za wszystkimi. Brenna poszła porozmawiać z jakąś młodą pracowniczką, której Lucy nie kojarzyła, natomiast Erik wziął na stronę Thomasa, z którym to właśnie jutro miała patrolować wydarzenie. Akurat z tej pary w patrolu cieszyła się, bo wiedziała, że Thomas dobrze zna swój fach. Jednak gdzieś w rozmowach międzyludzkich nie odnajdowała się jak zawsze, więc postanowiła, że weźmie się za to, co potrafi robić najlepiej, czyli do pracy. Oddalając się trochę od wszystkich skłoniła się z lekkim, serdecznym uśmiechem Kapłance Kowenu i zaczęła się rozglądać. Wówczas uderzyły ją jej przemyślenia, czy to święto w ogóle powinno się odbyć, bo w tych czasach zainteresowanie Śmierciożerców tak ogromną zbiorowością czarodziejów było więcej niż pewne i nie dało się ich odfiltrować od reszty. Z drugiej jednak strony, gdyby Beltane zostało odwołane, pokazałoby to, że wpływ Czarnego Pana i jego popleczników na społeczeństwo normalnego świata odniósł sukces i złamał zwyczajnych czarodziejów, którzy chcieli przyjść świętować. Lucy zaczęła więc rozglądać się w poszukiwaniu tego, co jest nie w porządku. Kiedy znowu zbliżyła się do wszystkich i zaczęła słuchać przemowy Erika, a następnie Mavelle i Patricka, który w międzyczasie pojawił się na miejscu, o wąskich przejściach potakiwała lekko kiwając głową, bo choć była tu jedną z osób z dłuższym stażem i tak pewnie nikt nie zwracał na nią uwagi. Ponieważ miała jutrzejszy patrol odbyć z Thomasem myślała czy by nie podejść do niego na słowo, jednak zrezygnowała z tego. Miała nadzieje, że Thomas też myśli, że gdyby co może na nią liczyć. Lucy wyobrażała sobie, jak będzie wyglądać to święto. To będzie działo się w nocy, przy ogniskach, tłum czarodziejów. Bardzo łatwo w takim miejscu wywołać panikę. Postanowiła jednak nie dzielić się tymi wizjami ze wszystkimi, mając nadzieję, że jeszcze uda jej się złapać na słówko Erika.