14.10.2024, 15:12 ✶
Być może była to sprawka alkoholu, a może to tęsknota za bliskością drugiego człowieka sprawiła, że Perseus całkowicie opuścił gardę. Sam zresztą nie trzymał jej szczególnie mocno; tego wieczora pragnął jedynie upić się i wylać swe żale barmanowi - najlepszemu spowiednikowi i terapeucie - a potem wrócić do pustego, zimnego domu, złożyć skroń na rozkopanej pościeli i zasnąć pozbawionym marzeń snem. Ale Rodolphus miał inne plany; krążył wokół niego niczym czarny sęp czekający na swoją ofiarę. Ale czy Perseus naprawdę nią był? Miał co do tego pewne wątpliwości.
— Przykro mi to słyszeć. Mam nadzieję, że obyło się bez oparzeń? — zapytał szczerze poruszony. Trudno jednak powiedzieć, czy naprawdę martwił się o Rodolphusa i Annaleigh (swoją drogą, jak do tego doszło), czy być może bardziej zdenerwował się faktem, że kolejny raz musi mierzyć się z konsekwencjami wesela. Gdybym nie poszedł z nią na Beltane, nie byłoby tego wszystkiego, niekiedy łapał się na pełnych goryczy myślach, których następnie ogromnie żałował. — Florence Bulstrode powiedziała mi to samo, tylko w kontekście drinków. Śpieszyłem się to wyjaśnić, dlatego... Och, przepraszam, że z tobą wtedy nie porozmawiałem. Teraz wszystko zaczyna układać się w całość...
Nie wzdrygnął się na widok rubinu pomieszanego z onyksem, które okalały sylwetkę Rodoplhusa - dla Perseusa czerwień nie była jedynie kolorem gniewu, lecz pasji, całej rozgorączkowanej gamy emocji, silnych afektów targających jego wnętrzem. Uznał to za dobry omen. Nie bał się również czerni; w końcu zarówno jego dusza, jak i Vespery miała smolisty kolor. Lestrange nie był wypranym z emocji bytem, idealnym tworem czystokrwistych rodów i tylko to liczyło się dla niego w tym momencie.
Nie wspomniał, że kapibary były akurat jego pomysłem. Małym, hermetycznym żartem kierowanym do Elliotta i Vespery, kiedy już zrobiłoby się... mniej tłoczno. Nie dlatego, że nie był w stanie - wręcz przeciwnie, po takiej dawce alkoholu był znacznie chętniejszy do rozmów, choć język się plątał i niekiedy mógł brzmieć nieco bełkotliwie - ale przez ciężar dłoni na swoim ramieniu, który całkowicie zbił go z tropu.
— Mam pewne przypuszczenia, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? — pokręcił głową z rezygnacją — Nawet gdybyśmy znaleźli tę osobę i w jakiś sposób pociągnęli do odpowiedzialności... — miał oczywiście na myśli coś w rodzaju odpowiedzialności prawnej, bo ani przez moment nie przyszło mu do głowy, aby skrzywdzić drugiego człowieka, bez względu na to, jak wielkie miał teraz przez niego kłopoty — ...to osąd czarodziejskiej socjety został już wydany. Zasłanianie się czyjąś ingerencją prawie miesiąc po wszystkim wydaje mi się niedojrzałe i bardzo... desperackie. Nawet jeśli racja byłaby po mojej stronie.
Dopił resztę whisky i odstawił pustą szklankę na blat. Barman natychmiast to zauważył i już zmierzał do Blacka z butelką, ale ten powstrzymał go ruchem dłoni. Dość już miał na dziś. Tak naprawdę, to chciał już odejść, zostawić Rodolphusa samego przy barze, ale ta ciepła ręka na jego ramieniu - nikt go dawno nie dotykał w ten sposób - skutecznie go przed tym powstrzymała. Uległ więc temu przyjemnemu uczuciu rozlewającym się od jego barku po całym ciele.
— Masz może ochotę na wino? Zostało mi w domu kilka butelek z winnicy Shafiqa — zaproponował, skoro Lestrange najwidoczniej nie stronił od alkoholu; przecież widział w jego dłoniach szklankę, przykładaną raz za razem do ust. Czy rzeczywiście z niej pił? Na to Perseus już nie zwrócił uwagi.
— Przykro mi to słyszeć. Mam nadzieję, że obyło się bez oparzeń? — zapytał szczerze poruszony. Trudno jednak powiedzieć, czy naprawdę martwił się o Rodolphusa i Annaleigh (swoją drogą, jak do tego doszło), czy być może bardziej zdenerwował się faktem, że kolejny raz musi mierzyć się z konsekwencjami wesela. Gdybym nie poszedł z nią na Beltane, nie byłoby tego wszystkiego, niekiedy łapał się na pełnych goryczy myślach, których następnie ogromnie żałował. — Florence Bulstrode powiedziała mi to samo, tylko w kontekście drinków. Śpieszyłem się to wyjaśnić, dlatego... Och, przepraszam, że z tobą wtedy nie porozmawiałem. Teraz wszystko zaczyna układać się w całość...
Nie wzdrygnął się na widok rubinu pomieszanego z onyksem, które okalały sylwetkę Rodoplhusa - dla Perseusa czerwień nie była jedynie kolorem gniewu, lecz pasji, całej rozgorączkowanej gamy emocji, silnych afektów targających jego wnętrzem. Uznał to za dobry omen. Nie bał się również czerni; w końcu zarówno jego dusza, jak i Vespery miała smolisty kolor. Lestrange nie był wypranym z emocji bytem, idealnym tworem czystokrwistych rodów i tylko to liczyło się dla niego w tym momencie.
Nie wspomniał, że kapibary były akurat jego pomysłem. Małym, hermetycznym żartem kierowanym do Elliotta i Vespery, kiedy już zrobiłoby się... mniej tłoczno. Nie dlatego, że nie był w stanie - wręcz przeciwnie, po takiej dawce alkoholu był znacznie chętniejszy do rozmów, choć język się plątał i niekiedy mógł brzmieć nieco bełkotliwie - ale przez ciężar dłoni na swoim ramieniu, który całkowicie zbił go z tropu.
— Mam pewne przypuszczenia, ale czy to ma jakiekolwiek znaczenie? — pokręcił głową z rezygnacją — Nawet gdybyśmy znaleźli tę osobę i w jakiś sposób pociągnęli do odpowiedzialności... — miał oczywiście na myśli coś w rodzaju odpowiedzialności prawnej, bo ani przez moment nie przyszło mu do głowy, aby skrzywdzić drugiego człowieka, bez względu na to, jak wielkie miał teraz przez niego kłopoty — ...to osąd czarodziejskiej socjety został już wydany. Zasłanianie się czyjąś ingerencją prawie miesiąc po wszystkim wydaje mi się niedojrzałe i bardzo... desperackie. Nawet jeśli racja byłaby po mojej stronie.
Dopił resztę whisky i odstawił pustą szklankę na blat. Barman natychmiast to zauważył i już zmierzał do Blacka z butelką, ale ten powstrzymał go ruchem dłoni. Dość już miał na dziś. Tak naprawdę, to chciał już odejść, zostawić Rodolphusa samego przy barze, ale ta ciepła ręka na jego ramieniu - nikt go dawno nie dotykał w ten sposób - skutecznie go przed tym powstrzymała. Uległ więc temu przyjemnemu uczuciu rozlewającym się od jego barku po całym ciele.
— Masz może ochotę na wino? Zostało mi w domu kilka butelek z winnicy Shafiqa — zaproponował, skoro Lestrange najwidoczniej nie stronił od alkoholu; przecież widział w jego dłoniach szklankę, przykładaną raz za razem do ust. Czy rzeczywiście z niej pił? Na to Perseus już nie zwrócił uwagi.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory