14.10.2024, 17:29 ✶
Przejście na wernisaż -> potem przy obrazach z Severine, Desmondem i Calanthe.
Wiele myśli brzęczało w umyśle młodego Malfoy’a. Niczym uporczywe muszki, których nie szło odpędzić - mieszały się z fantazjami, te ze wspomnieniami. Potrzebował sekundy mentalnego resetu, jak zawsze, gdy zbyt wiele bodźców oddziaływało na emocje. Dlatego w pierwszej chwili nie dostrzegł, że reszta się rozeszła.
Z odrętwienia wyrwał go cień przemykający obok.
Severine?
Zamrugał parę razy, próbując sobie przypomnieć kiedy ostatnio widział pannę Crouch… tak naprawdę gdziekolwiek. Jak zahipnotyzowany ruszył za nią – licząc w duchu, że doprowadzi go do siostry.
Przystanął jeszcze na moment przy znużonym kelnerze. Sięgnął po pierwszy kieliszek – wypijając zawartość musującego wina (zabiłby za coś mocniejszego, ale fancy bąbelki musiały mu na razie wystarczyć) na raz. Przełknął, unosząc palec w ostrzegawczym geście zanim gość zdołał powiedzieć cokolwiek. Potrzebował tego. Przepłukania kubków smakowych; oczyszczenia umysłu. Odstawił szkło na tackę, biorąc sobie drugi kieliszek.
Jako ostatni przeszedł przez zasłonę.
Wszystko było dokładnie tak jak to sobie wyobrażał. Oniryczna doskonałość – letni sen uleciał, pozostawiając za sobą słodko-gorzki posmak koszmaru.
Bez względu na to ilu ludzi kręciło się przy obrazach, Baldwin na nie zwyczajnie nie patrzył. Daleki był od biczowania się za jedno czy dwa złe pociągnięcia pędzla – liczył się akt twórczy. A ów był doskonałością samą w sobie. Opuszki palców malarz były zdarte i pokryte drobnymi bliznami po rozcięciach. Spędził kilka wieczorów tkając portret z nici wspomnień tak delikatnych, że mógłby nimi przewiązać ludzkie dusze. Przepiękne wspomnienia i niespełnione fantazje zaklęte na zawsze w przepięknych oczach jego Calanthe.
Stał nieco z tyłu, więc objęcie siostry w pasie nie stanowiło żadnego problemu. Ale tym razem w geście nie było żadnego podtekstu. Gibnął się z nią lekko w lewo, potem w prawo, w dziwnym bujanym tańcu w miejscu, jakby nadal byli dziećmi. Nie dotykał jej nawet dłońmi, bo w tych trzymał swój kieliszek z szampanem, choć jeśli chciała mogła spleść ich palce razem. Dawał jej wybór – jak zawsze.
- Cała ta impreza jest dla ciebie Cal.- Mruknął, gnąc lekko kark, by móc oprzeć podbródek o ramię panny Malfoy.- Ale shhh. Nie mów tego tym starym dziadom. Lubią myśleć, że są ważni.
Musiał być blisko.
Nie dlatego, że chciał zmyć z niej zapach Desmonda. Że chciał udowodnić swoją wyższość. Musiał być, bo nawet teraz czuł destrukcyjne, hipnotyzujące działanie swojego dzieła sztuki. Wystarczyło tylko jedno słowo, jedno pełne dyskomfortu drgnięcie.
- Hmm.- Było początkowo jedyną odpowiedzią na pytanie o sprzedaż obrazu. Zdusił w sobie stanowcze i brutalne „nie”. Jego sztuka nie była na sprzedaż. Przekręcił lekko głowę, aby móc choć kącikiem oka zerknąć na towarzyszącą im pannę Crouch.
Biedne, naiwne dziewczę, której stare plotkary już szykowały suknię ślubną, bo raz czy dwa pokazała się z jego kuzynem. Dziewczę, które pozwoliło się zabrać na parę kolacji. Dziewczę, którego rodzice powinni szybko pociągnąć za sznurki jeśli nie chciała stać się obiektem żartów i kpin. W staropanieństwie nie byłoby jej do twarzy.
- Nie są.- Przyznał z wyuczoną łagodnością. I śmiechem.- Moja mała siostrzyczka jest bezcenna!- Znów pobujał się z Cal w lewo i w prawo jakby byli na statku.- Ale nie wyobrażam sobie dla niej lepszego miejsca niż twoja sypialnia, Severine. Wybacz, mogę ci oddać tylko tą malowaną tho.
Żeby pieprząc Cię, mój drogi kuzyn zawsze patrzył tylko i wyłącznie w oczy mojej Calanthe.
Uniósł kąciki ust w paskudnym uśmieszku.
Nagle wisiorek na szyi Cal przestał mu kompletnie przeszkadzać.