14.10.2024, 21:01 ✶
Kusiło odszczeknąć, żeby w takim razie albo myślał szybciej, albo żeby swoje dywagacje zostawił dla siebie. Bo ranił ją wszystkim tym, co robił, co mówił - ranił ją gestami i słowami. Ranił przypuszczeniami, że kiedykolwiek chciałaby zostać panią Borgin. Ranił tym, że w ogóle myślał o niej w takich kategoriach. Myślała, że wyraziła się jasno tych kilka razy podczas pełnej emocji rozmowy tam, na Pokątnej w kawiarni i tu, na Pokątnej w jego mieszkaniu, w którym tak naprawdę nie mieszkał. Musiała jednak wziąć na wstrzymanie - co zresztą przyszło jej zadziwiająco łatwo, patrząc na to, że alkohol na dobre rozsiadł się w jej organizmie tak, jak ona rozsiadła się w fotelu. Wodziła wzrokiem od okna do brata, a potem do szklanki z alkoholem i butelki, której nie zakręciła. Miała jeszcze trochę trunku w szkle, wiec postanowiła zwolnić, zdając sobie sprawę z tego jak na nią potrafił działać. Była drobna, na granicy niedowagi, głowę miała cholernie słabą i w zasadzie to nie powinna pić ale kusiło zbyt mocno. Całe szczęście, że potrafiła uwarzyć eliksir na kaca, a w domu zawsze miała kilka zapasowych buteleczek.
- Nie, raczej nie - odpowiedziała na pomysł anulacji zaręczyn tylko dlatego, że nie zapytał o pozwolenie. Skrzywiła się nieznacznie, bo teraz coś jej przyszło do głowy. A co, jeżeli Anthony postanowił posłać ojcu kwiaty z przeprosinami? Co, jeżeli uzna, że warto odwiedzić ich dom? Nie byli przecież ze sobą w kontakcie, mógł to zrobić. Ale nie podzieliła się tymi wątpliwościami z bratem, bo nie była pewna, czy Borgin byłby w stanie wyciąć jej taki numer. Sięgnęła po jointa, którego zdecydowanie nie powinna teraz palić. Zioło i alkohol to było naprawdę paskudne połączenie, ale w zasadzie to miała to teraz w dupie. Pieprzyć zdrowy rozsądek, pieprzyć wszystko. Zaciągnęła się mocno, tak mocno że dym nieprzyjemnie połaskotał jej gardło i płuca, zmuszając dziewczynę do kaszlu. - Mogłabym zmienić sobie twarz w magicznej klinice, a i tak gdyby nas postawili obok siebie, to zgadliby bez większego problemu, że jesteśmy rodzeństwem. Winię za to geny ojca.
Zachichotała. Pojebassowie. Cóż... Trafił z tym idealnie w punkt. Thomas nie miał absolutnie szczęścia do dzieciaków, to trzeba było przyznać. Może faktycznie coś było nie tak z tymi jego genami? Przekazał swoje popierdolenie aż dwóm potomkom. Całe szczęście, że nie było trzeciego, chociaż Ambroise pojawił się na horyzoncie dość późno. Może miał jakiś romans na boku zanim poznał jej matkę?
- Kurde, nie wiem, Roise. Naprawdę nie wiem - powiedziała szczerze, kradnąc jeszcze jednego bucha, zanim zdecydowała się oddać mu jointa. Wydmuchnęła dym nosem, teraz już nie zanosząc się kaszlem. - To wszystko jest okropnie pojebane. I wiem, że zrobiliśmy źle. I że ma to swoje konsekwencje. Ale... Przecież to dobry plan, prawda? Może we wrześniu jebniemy tym w cholerę. Wiesz, żeby dać sobie teoretyczny czas na to, żeby "odkryć" zdradę Anthony'ego. Pomyśl tylko - nie mam zamiaru się z nim spotykać więcej niż raz czy dwa, żeby ktoś nas zobaczył. A potem okaże się, że mnie zdradził. Czy to nie jest dobry pomysł? Spadnie na nich więcej szamba, niż na nas. Nikt nie obwinia zdradzonej kobiety... Prawda?
Oczywiście że obwiniają, ale ona żyła w złotej klatce. Pod kloszem, bo ojciec zawsze powtarzał jej, że kobiety mogą wiele osiągnąć. Poza tym do jasnej cholery mieli Ministrę Magii. Roselyn była karmiona tymi głodnymi kawałkami od małego. Nie przyszłoby jej do głowy, że ktoś mógłby w takiej sytuacji obwinić zdradzaną osobę. Według niej to był plan idealny, no przecież.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. Wyjdziesz na narwanego pojeba, który nie pozwala się nikomu zbliżyć do siostry, a tę sztuczkę przecież próbowaliśmy zrobić kilka razy i jakoś efektu nie przyniosła - powiedziała ponuro, bo przecież tak już kombinowali. Amanci powinni się go bać, a wydawało się że przyniosło to odwrotny skutek i dostawała więcej liścików. Na tyle dużo, że przestała je odbierać.