19.01.2023, 02:12 ✶
Patrick kiwnął głową, zgadzając się z wyborem dokonanym przez Florence. Na dobrą sprawę jemu było całkiem obojętne, czy wypiją herbatę na miejscu, czy przespacerują się po chodniku dalej. Tak bardzo próbował odwlec w czasie rozmowę, którą chciał przeprowadzić (i jednocześnie, tak bardzo chciał, żeby już było po niej), że gotów był nawet w pierwszej kolejności przebiec maraton. Płacąc, wskazał kobiecie stolik, przy którym mieli usiąść, by później mogła przynieść im zamówioną herbatę.
Powoli rozpinał guziki okrycia wierzchniego, wracając myślami do właściwego tematu, który sprawił, że sprowadził tu Florence. Jak opowiedzieć tę historię? Jak opowiedzieć ją w taki sposób, by nie zostać osądzonym? Jak wyjaśnić, że chciał ratować Lyndona i jednocześnie obawiał się tego, co się stanie, kiedy uratuje chłopca? W odróżnieniu od towarzyszącej mu czarownicy dość niedbale przewiesił kurtkę przez oparcie krzesła. Zanim usiadł, wyciągnął jeszcze z tylnej kieszeni spodni niewielki notesik i ołówek. Świerzbiły go ręce, żeby zacząć rysować. Rysowanie pozwalało mu na zebranie myśli. Odczekał aż kelnerka przyniesie im zamówioną herbatę i dopiero wtedy zdecydował się odpowiedzieć na pytanie Florence.
- Tak. Jest coś jeszcze – przyznał ostrożnie, otwierając swój notatnik. Z boku wyglądało to pewnie tak, jakby postanowił przesłuchiwać kobietę, z którą przyszedł do kawiarni, ale pierwsze co zrobił, to zaczął szkicować jej siedzącą sylwetkę. – Informacje o ostatniej szantażowanej osobie, szantażystka zdobyła od jej późniejszych morderców i porywaczy jej dziecka. Jeśli ich złapię, informacje i tak wypłyną. A swoim zasięgiem dotkną przynajmniej jednej niewinnej osoby i kilku pośrednio uwikłanych w całą historię. Ja… ja znam bardzo dobrze tych ludzi – opisał najogólniej jak potrafił. I kiedy wspominał o niewinnej osobie, wcale nie myślał o sobie, bo Patrick w jakiś sposób czuł się współodpowiedzialny za to, co robili i komu służyli jego rodzice. Myślał o swoim wuju dyplomacie, który przez lata rozwijał karierę w Ministerstwie Magii. – Już rozumiesz czemu ta sprawa tak bardzo chodzi mi po głowie?
Powoli rozpinał guziki okrycia wierzchniego, wracając myślami do właściwego tematu, który sprawił, że sprowadził tu Florence. Jak opowiedzieć tę historię? Jak opowiedzieć ją w taki sposób, by nie zostać osądzonym? Jak wyjaśnić, że chciał ratować Lyndona i jednocześnie obawiał się tego, co się stanie, kiedy uratuje chłopca? W odróżnieniu od towarzyszącej mu czarownicy dość niedbale przewiesił kurtkę przez oparcie krzesła. Zanim usiadł, wyciągnął jeszcze z tylnej kieszeni spodni niewielki notesik i ołówek. Świerzbiły go ręce, żeby zacząć rysować. Rysowanie pozwalało mu na zebranie myśli. Odczekał aż kelnerka przyniesie im zamówioną herbatę i dopiero wtedy zdecydował się odpowiedzieć na pytanie Florence.
- Tak. Jest coś jeszcze – przyznał ostrożnie, otwierając swój notatnik. Z boku wyglądało to pewnie tak, jakby postanowił przesłuchiwać kobietę, z którą przyszedł do kawiarni, ale pierwsze co zrobił, to zaczął szkicować jej siedzącą sylwetkę. – Informacje o ostatniej szantażowanej osobie, szantażystka zdobyła od jej późniejszych morderców i porywaczy jej dziecka. Jeśli ich złapię, informacje i tak wypłyną. A swoim zasięgiem dotkną przynajmniej jednej niewinnej osoby i kilku pośrednio uwikłanych w całą historię. Ja… ja znam bardzo dobrze tych ludzi – opisał najogólniej jak potrafił. I kiedy wspominał o niewinnej osobie, wcale nie myślał o sobie, bo Patrick w jakiś sposób czuł się współodpowiedzialny za to, co robili i komu służyli jego rodzice. Myślał o swoim wuju dyplomacie, który przez lata rozwijał karierę w Ministerstwie Magii. – Już rozumiesz czemu ta sprawa tak bardzo chodzi mi po głowie?