14.10.2024, 23:28 ✶
Czy zauważył jej spojrzenie? Być może. Ale jeżeli tak, to nic sobie z tego nie zrobił. Co więcej - spojrzał na Lorien z miną niewiniątka, unosząc lekko brwi, bo przecież co złego to nie on, on jedyne co zrobił, to wypełnił obywatelski obowiązek i przyprowadził interesariusza do najbardziej kompetentnej osoby, którą spotkał na korytarzu.
- Cieszę się, że pańska sprawa jest należycie zaopiekowana - odezwał się jadowicie, chcąc oddać lorien płaszcz i wycofać się do swoich spraw.
- O nie, pan tu jest świadkiem, pan tu spętał mojego kolegę i GROZIŁ NAM, więc ja ŻĄDAM SPRAWIEDLIWOŚCI! - goblin prawie że tupnął nogą, a powieka Lestrange'a drgnęła dwukrotnie, tak jak przed chwilą drgała powieka Lorien. Co za mała, złośliwa menda... Oczywiście mowa tu była o goblinie, bo przecież nie o szanownej pani Mulciber, chociaż również była złośliwa i mała.
Gdy wszedł za Groxem i Lorien do gabinetu, skrzywił się odrobinę. Nie podobał mu się nieporządek, który tu panował. Pod tym względem był boleśnie podobny do jej męża, Roberta, oraz jego bliźniaka, Richarda. Nie dał jednak bardziej po sobie poznać, że nie pasuje mu taki a nie inny wystrój, po prostu odłożył rzeczy kobiety na krzesło. Podszedł nieco bliżej makiety Azkabanu, z ciekawością przyglądając się maleńkim dementorom, ukrytym pod kloszem. Być może to był jego błąd, że zrobił kilka kroków do przodu, pozwalając by Mulciber zagrodziła drogę ucieczki, ale w tej chwili makieta przykuła całą jego uwagę. Gdy jednak harpia powtórzyła jego nazwisko, uniósł nieco spojrzenie. Co za wredna menda. Nie musiała urodzić się Mulciberem, by przejąć niektóre ich cechy.
- Chyba śni... Tak - przełknął słowa, które zbyt szybko chciały opuścić jego gardło. Chrząknął. - Chyba powinienem zostawić miejsce dla pani gościa, prawda sędzio Mulciber?
Poprawił się i zrobił krok w bok, bo wcale nie zamierzał siadać. Wstrętna jędza. Jeżeli ten charakter był przyczyną, dla której Robert kazał mu grzebać w jej wspomnieniach, to absolutnie się mężczyźnie nie dziwił. Westchnął, ale zmusił się do uprzejmego uśmiechu.
- Tak... NO WIĘC nie obchodzi mnie, jak się nazywacie. I nie chodzi o KRADZIEŻ fizyczną, gł... kobieto. Chodzi o kradzież w sensie przejęcia udziałów przez WAS, czarodziejów! - zapieklił się goblin, korzystając jednak z zaproszenia i osiadając na krześle z głośnym klap.
- Cieszę się, że pańska sprawa jest należycie zaopiekowana - odezwał się jadowicie, chcąc oddać lorien płaszcz i wycofać się do swoich spraw.
- O nie, pan tu jest świadkiem, pan tu spętał mojego kolegę i GROZIŁ NAM, więc ja ŻĄDAM SPRAWIEDLIWOŚCI! - goblin prawie że tupnął nogą, a powieka Lestrange'a drgnęła dwukrotnie, tak jak przed chwilą drgała powieka Lorien. Co za mała, złośliwa menda... Oczywiście mowa tu była o goblinie, bo przecież nie o szanownej pani Mulciber, chociaż również była złośliwa i mała.
Gdy wszedł za Groxem i Lorien do gabinetu, skrzywił się odrobinę. Nie podobał mu się nieporządek, który tu panował. Pod tym względem był boleśnie podobny do jej męża, Roberta, oraz jego bliźniaka, Richarda. Nie dał jednak bardziej po sobie poznać, że nie pasuje mu taki a nie inny wystrój, po prostu odłożył rzeczy kobiety na krzesło. Podszedł nieco bliżej makiety Azkabanu, z ciekawością przyglądając się maleńkim dementorom, ukrytym pod kloszem. Być może to był jego błąd, że zrobił kilka kroków do przodu, pozwalając by Mulciber zagrodziła drogę ucieczki, ale w tej chwili makieta przykuła całą jego uwagę. Gdy jednak harpia powtórzyła jego nazwisko, uniósł nieco spojrzenie. Co za wredna menda. Nie musiała urodzić się Mulciberem, by przejąć niektóre ich cechy.
- Chyba śni... Tak - przełknął słowa, które zbyt szybko chciały opuścić jego gardło. Chrząknął. - Chyba powinienem zostawić miejsce dla pani gościa, prawda sędzio Mulciber?
Poprawił się i zrobił krok w bok, bo wcale nie zamierzał siadać. Wstrętna jędza. Jeżeli ten charakter był przyczyną, dla której Robert kazał mu grzebać w jej wspomnieniach, to absolutnie się mężczyźnie nie dziwił. Westchnął, ale zmusił się do uprzejmego uśmiechu.
- Tak... NO WIĘC nie obchodzi mnie, jak się nazywacie. I nie chodzi o KRADZIEŻ fizyczną, gł... kobieto. Chodzi o kradzież w sensie przejęcia udziałów przez WAS, czarodziejów! - zapieklił się goblin, korzystając jednak z zaproszenia i osiadając na krześle z głośnym klap.