15.10.2024, 00:51 ✶
- Nie. Mam na myśli metaforyczną bitwę, psychologiczną, której jesteś ofiarą - odparł zdawkowo, lecz nie zamierzał kontynuować tego tematu - przynajmniej nie tutaj. Kompletnie nie chodziło mu o zaklęcia czy pojedynkowanie się, jak na przykład pojedynek między jego kuzynem a Nottem. - Każdy z nas ma jednak inne mocne strony.
Dodał w zamyśleniu, bo przecież nie każdy był stworzony do fizycznej walki. Większość bitew rozgrywała się na szachownicy życia, a na same bitwy wystawiano pionki, które były mięsem armatnim.
Gdy Perseus mówił, on słuchał. Był bardzo dobrym słuchaczem - większość ludzi w jego otoczeniu mówiła, podczas gdy on notował w pamięci poszczególne skrawki ich wypowiedzi. Nauczył się, że lepiej się nie odzywać, gdy ktoś zaczyna wchodzić na poziom monologu. Tak poniekąd traktował wywód Blacka, chociaż skłamałby gdyby powiedział, że to nie było poniekąd ciekawe. Na jego twarzy wymalował się jednak chytry, niemalże lisi uśmiech.
- Czy to dlatego siedziałeś samotnie przy barze, Black? Bo nie mogłeś znaleźć nikogo z konwenu albo żadna kochanka nie była w stanie zaspokoić twojej potrzeby zwierzeń? - kolejna szpileczka, z pozoru niewinna i żartobliwa, wypowiedziana jednak dość jadowitym tonem. - Nie odpowiadaj. Uznajmy, że barman był najlepszą i najłatwiej dostępną opcją.
Nie zamierzał wysłuchiwać zwierzeń Perseusa na ulicy. Lepiej dla każdego i zdecydowanie bezpieczniej byłoby, gdyby uznali, że to po prostu mały wypadek przy pracy i faktycznie alkohol oraz przypadkowy barman byli najlepszą możliwą terapią dla Blacka.
Blacka, którego najwyraźniej alkohol wcale nie otrzeźwił. Opierał się na nim i bełkotał, a także uśmiechał się tak, jakby jutra miało nie być. To z jednej strony było fascynujące, a z drugiej - odrażające. Nie dlatego, że on sam był odrażający lecz dlatego, że alkohol potrafił robić z ludźmi straszne rzeczy. Tak naprawdę to Lestrange nie rozumiał kompletnie, dlaczego picie tej trucizny było społecznie akceptowalne. Nawet w niewielkich ilościach była toksyną, która niszczyła mózg i upośledzała absolutnie wszystkie zmysły. Miał tutaj żywy przykład, ale Black nie był pierwszą osobą, którą odprowadzał w takim stanie. Westchnął więc tylko, wzmacniając uścisk na jego talii, gdy ten znowu się potknął. Ta laska w zasadzie była już zbędna, bo pozwolił Perseusowi uwiesić się na sobie. Był wysoki, dbał o siebie i w zasadzie łatwiej mu było pozwolić by oparł się o niego całym ciałem, niż gdyby jeszcze miał stukać wszędzie dookoła tą laską, z którą się nie rozstawał.
- W takim razie nie będę tego drążył - będzie. Oczywiście że będzie, ale nie w tej chwili. Nawet nie skłamał, bo w tej chwili nie miał zamiaru ciągnąć mężczyzny za język. Zanotował to, co było potrzebne do jego małego planu, a kolejne rzeczy obmyśli potem, gdy Perseus puści farbę. Bo tego, że puści, był pewny.
- To chyba pierwsza uprzejma i szczera rzecz, którą od ciebie słyszę - mruknął, gdy niejako w swojej obronie się wytłumaczył. Czy go to przekonało? Absolutnie nie. Ale czy zamierzał się teraz nad tym zastanawiać? Także nie. Pozwolił mężczyźnie wysmyknąć się z uścisku, chociaż gdy widział jak próbuje trafić w dziurkę od klucza, miał ochotę po prostu zabrać mu te klucze i go wyręczyć. Powstrzymał się jednak od tego gestu, zaciskając ledwo zauważalnie szczęki. Alkohol to było zło, doprawdy nie rozumiał, czemu ludzie pili i świadomie doprowadzali się do takiego upodlenia.
- Nie uważasz, że w twoim stanie ci już wystarczy? - powiedział, zamykając za sobą drzwi. Podążył za Perseusem do salonu, lecz gdy jego wzrok napotkał barek, brwi uniosły się w wyrazie niedowierzania. Co z tego, że sam miał niemalże identyczny - on po prostu z niego nie korzystał, a tu miał wrażenie, że Perseus zaraz opróżni go samodzielnie. - Cokolwiek próbujesz stłumić przy pomocy alkoholu, w następnych dniach wróci ze zdwojoną mocą.
Doskonale o tym wiedział. Nie z doświadczenia, oczywiście, lecz godziny które poświęcił na badania akurat tego aspektu wpływu na mózg śmiało mogły przerodzić się w dnie, a te: w tygodnie i miesiące.
- Uważasz że warto przyćmiewać swoje emocje w taki sposób? - zapytał, biorąc delikatnie Perseusa pod ramię. Chciał, żeby zrezygnował z tego nieszczęsnego barku i po prostu posadził tyłek na kanapie, zastanowił się nad tym - chociaż wiedział, że umysł pijanego działał zupełnie inaczej, niż umysł trzeźwego.
Dodał w zamyśleniu, bo przecież nie każdy był stworzony do fizycznej walki. Większość bitew rozgrywała się na szachownicy życia, a na same bitwy wystawiano pionki, które były mięsem armatnim.
Gdy Perseus mówił, on słuchał. Był bardzo dobrym słuchaczem - większość ludzi w jego otoczeniu mówiła, podczas gdy on notował w pamięci poszczególne skrawki ich wypowiedzi. Nauczył się, że lepiej się nie odzywać, gdy ktoś zaczyna wchodzić na poziom monologu. Tak poniekąd traktował wywód Blacka, chociaż skłamałby gdyby powiedział, że to nie było poniekąd ciekawe. Na jego twarzy wymalował się jednak chytry, niemalże lisi uśmiech.
- Czy to dlatego siedziałeś samotnie przy barze, Black? Bo nie mogłeś znaleźć nikogo z konwenu albo żadna kochanka nie była w stanie zaspokoić twojej potrzeby zwierzeń? - kolejna szpileczka, z pozoru niewinna i żartobliwa, wypowiedziana jednak dość jadowitym tonem. - Nie odpowiadaj. Uznajmy, że barman był najlepszą i najłatwiej dostępną opcją.
Nie zamierzał wysłuchiwać zwierzeń Perseusa na ulicy. Lepiej dla każdego i zdecydowanie bezpieczniej byłoby, gdyby uznali, że to po prostu mały wypadek przy pracy i faktycznie alkohol oraz przypadkowy barman byli najlepszą możliwą terapią dla Blacka.
Blacka, którego najwyraźniej alkohol wcale nie otrzeźwił. Opierał się na nim i bełkotał, a także uśmiechał się tak, jakby jutra miało nie być. To z jednej strony było fascynujące, a z drugiej - odrażające. Nie dlatego, że on sam był odrażający lecz dlatego, że alkohol potrafił robić z ludźmi straszne rzeczy. Tak naprawdę to Lestrange nie rozumiał kompletnie, dlaczego picie tej trucizny było społecznie akceptowalne. Nawet w niewielkich ilościach była toksyną, która niszczyła mózg i upośledzała absolutnie wszystkie zmysły. Miał tutaj żywy przykład, ale Black nie był pierwszą osobą, którą odprowadzał w takim stanie. Westchnął więc tylko, wzmacniając uścisk na jego talii, gdy ten znowu się potknął. Ta laska w zasadzie była już zbędna, bo pozwolił Perseusowi uwiesić się na sobie. Był wysoki, dbał o siebie i w zasadzie łatwiej mu było pozwolić by oparł się o niego całym ciałem, niż gdyby jeszcze miał stukać wszędzie dookoła tą laską, z którą się nie rozstawał.
- W takim razie nie będę tego drążył - będzie. Oczywiście że będzie, ale nie w tej chwili. Nawet nie skłamał, bo w tej chwili nie miał zamiaru ciągnąć mężczyzny za język. Zanotował to, co było potrzebne do jego małego planu, a kolejne rzeczy obmyśli potem, gdy Perseus puści farbę. Bo tego, że puści, był pewny.
- To chyba pierwsza uprzejma i szczera rzecz, którą od ciebie słyszę - mruknął, gdy niejako w swojej obronie się wytłumaczył. Czy go to przekonało? Absolutnie nie. Ale czy zamierzał się teraz nad tym zastanawiać? Także nie. Pozwolił mężczyźnie wysmyknąć się z uścisku, chociaż gdy widział jak próbuje trafić w dziurkę od klucza, miał ochotę po prostu zabrać mu te klucze i go wyręczyć. Powstrzymał się jednak od tego gestu, zaciskając ledwo zauważalnie szczęki. Alkohol to było zło, doprawdy nie rozumiał, czemu ludzie pili i świadomie doprowadzali się do takiego upodlenia.
- Nie uważasz, że w twoim stanie ci już wystarczy? - powiedział, zamykając za sobą drzwi. Podążył za Perseusem do salonu, lecz gdy jego wzrok napotkał barek, brwi uniosły się w wyrazie niedowierzania. Co z tego, że sam miał niemalże identyczny - on po prostu z niego nie korzystał, a tu miał wrażenie, że Perseus zaraz opróżni go samodzielnie. - Cokolwiek próbujesz stłumić przy pomocy alkoholu, w następnych dniach wróci ze zdwojoną mocą.
Doskonale o tym wiedział. Nie z doświadczenia, oczywiście, lecz godziny które poświęcił na badania akurat tego aspektu wpływu na mózg śmiało mogły przerodzić się w dnie, a te: w tygodnie i miesiące.
- Uważasz że warto przyćmiewać swoje emocje w taki sposób? - zapytał, biorąc delikatnie Perseusa pod ramię. Chciał, żeby zrezygnował z tego nieszczęsnego barku i po prostu posadził tyłek na kanapie, zastanowił się nad tym - chociaż wiedział, że umysł pijanego działał zupełnie inaczej, niż umysł trzeźwego.