Prośba Florence spotkała się z natchmiastową reakcją. Eyva zgarnęła z biurka puzderko i otworzyła je, odsłaniając barwnik w kolorze wilgotnej od deszczu cegły. Umoczywszy w nim palec z wprawą narysowała ochronną runę, którą widzieli na drzwiach. Detale wykańczała paznokciem, błękitny oczy w skupieniu śledziły każdy ruch, przez moment w pomieszczeniu zapanowała cisza.
Lusterko bardzo dobrze oddawało detale twarzy, jeśli była potrzeba, na biurku Florence mogła znaleźć ów znak w nieco większej wersji na jednym z pergaminów. Druga strona ciążyła od zapisków opisujących tę runę, jej użycie i symbolikę każdego z rozgałęzień. Pieczęć ochronna. Czy jednak to mogło wystarczyć?
Eyva po tym jak dała wstążkę i kwiat Florence poprosiła tylko:
– Mogłabyś zaznaczyć na mojej mapie gdzie są? Jestem ciekawa, który punkt umknął mojej uwadze...– poprosiła, po czym podeszła do Erika i również powtórzyła zabieg, by potem chłodnymi palcami rozsupłać wstążkę z nadgarstka i znaleźć nieco dłuższy kosmyk włosów, by umieścić ją na głowie, czyniąc miniaturową kiteczkę. Choć wyglądało to absurdalnie, jej twarz była pełna powagi i świadomości zagrożenia. – Włosy... włosy łączą ze światem duchów – doprecyzowała cicho.
– Nie zdążył jej nic zrobić – odpowiedziała w końcu na pytanie, ale jej głos zdradzał wielki smutek związany z tym faktem. – Zwierzyła się mojemu dziadkowi, że nękają ją koszmary, w których Thoran pożera jej serce. On... on myślał, że tak przekona ją do współpracy, podzielił się podejrzeniami, chciał aby przyniosła mu naczynie, które przywieźli, żeby je zbadać. Tymczasem Abigail przeraziła się tak bardzo tym, że to coś mogłoby pożreć jej dusze, że... odebrała sobie życie. – Eyva westchnęła drżąco, wracając do stołu w poszukiwaniu chusteczki, którą mogłaby wytrzeć palec.
– Ale to.. to przyczyniło się, do tego, że jego wpływ osłabł. Musieli być ze sobą w jakiś sposób już połączeni, część osób zaczęła dostrzegać prawdę, że ten złośliwy urwis, nie wychowywał się w Yt Ygwrn, że tak na prawdę widzą go pierwszy raz. Dziadek zebrał ich, odebrał dzban pogrążonym w żałobie Apfelbaumom i odprawił rytuał w jaskini o której Wam wspominałam, wykorzystując jego słabość. Ja... myślę, myślę, że mogłabym to znowu zrobić. Część z tych ludzi nadal żyje i deklarowali pomoc już wcześniej, dlatego szukałam... szukałam tego przeklętego miejsca, ale nie mogłam... – usiadła ciężko na fotelu, dociążona poczuciem winy, za wydarzenia z przeszłości ale też własną w tej sprawie nieporadność, łzy same napłynęły jej do oczu.
Lusterko bardzo dobrze oddawało detale twarzy, jeśli była potrzeba, na biurku Florence mogła znaleźć ów znak w nieco większej wersji na jednym z pergaminów. Druga strona ciążyła od zapisków opisujących tę runę, jej użycie i symbolikę każdego z rozgałęzień. Pieczęć ochronna. Czy jednak to mogło wystarczyć?
Eyva po tym jak dała wstążkę i kwiat Florence poprosiła tylko:
– Mogłabyś zaznaczyć na mojej mapie gdzie są? Jestem ciekawa, który punkt umknął mojej uwadze...– poprosiła, po czym podeszła do Erika i również powtórzyła zabieg, by potem chłodnymi palcami rozsupłać wstążkę z nadgarstka i znaleźć nieco dłuższy kosmyk włosów, by umieścić ją na głowie, czyniąc miniaturową kiteczkę. Choć wyglądało to absurdalnie, jej twarz była pełna powagi i świadomości zagrożenia. – Włosy... włosy łączą ze światem duchów – doprecyzowała cicho.
– Nie zdążył jej nic zrobić – odpowiedziała w końcu na pytanie, ale jej głos zdradzał wielki smutek związany z tym faktem. – Zwierzyła się mojemu dziadkowi, że nękają ją koszmary, w których Thoran pożera jej serce. On... on myślał, że tak przekona ją do współpracy, podzielił się podejrzeniami, chciał aby przyniosła mu naczynie, które przywieźli, żeby je zbadać. Tymczasem Abigail przeraziła się tak bardzo tym, że to coś mogłoby pożreć jej dusze, że... odebrała sobie życie. – Eyva westchnęła drżąco, wracając do stołu w poszukiwaniu chusteczki, którą mogłaby wytrzeć palec.
– Ale to.. to przyczyniło się, do tego, że jego wpływ osłabł. Musieli być ze sobą w jakiś sposób już połączeni, część osób zaczęła dostrzegać prawdę, że ten złośliwy urwis, nie wychowywał się w Yt Ygwrn, że tak na prawdę widzą go pierwszy raz. Dziadek zebrał ich, odebrał dzban pogrążonym w żałobie Apfelbaumom i odprawił rytuał w jaskini o której Wam wspominałam, wykorzystując jego słabość. Ja... myślę, myślę, że mogłabym to znowu zrobić. Część z tych ludzi nadal żyje i deklarowali pomoc już wcześniej, dlatego szukałam... szukałam tego przeklętego miejsca, ale nie mogłam... – usiadła ciężko na fotelu, dociążona poczuciem winy, za wydarzenia z przeszłości ale też własną w tej sprawie nieporadność, łzy same napłynęły jej do oczu.
Tura kończy się 17.10, godz. 23:59
Erik Twoje rzuty na Charyzmę nastawiły bardzo pozytywnie do Twojej osoby zarówno mieszkańców wioski, jak i lokalną kapłankę. Ci ludzie dołożą wszelkich starań, żeby Wam pomóc - tym bardziej, że przyświeca Wam wspólny cel. Taki stan rzeczy będzie trwał, chyba, że fabularnie coś na to wpłynie. Do tego czasu nie musisz ponownie rzucać na Charyzmę aby ich przekonać.
Erik Twoje rzuty na Charyzmę nastawiły bardzo pozytywnie do Twojej osoby zarówno mieszkańców wioski, jak i lokalną kapłankę. Ci ludzie dołożą wszelkich starań, żeby Wam pomóc - tym bardziej, że przyświeca Wam wspólny cel. Taki stan rzeczy będzie trwał, chyba, że fabularnie coś na to wpłynie. Do tego czasu nie musisz ponownie rzucać na Charyzmę aby ich przekonać.
jesli Florence sprawdza mapy