• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine

[08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#18
15.10.2024, 13:43  ✶  

Tak, na chwilę można było przyjąć wszystko. To była prawda, jednakże nie chodziło im chyba o krótkotrwały efekt. Miała wrażenie zresztą, że ta krótka wymiana zdań dotyczyła zupełnie czegoś innego. Tego, co się zbierało między nimi od dawna i musiało wreszcie znaleźć swoje ujście.

Atmosfera między nimi była napięta, nie dało się tego nie zauważyć, można było zawiesić siekierę w powietrzu, chociaż z pozoru byli dla siebie całkiem uprzejmi. Wiedziała, że to nie wróży nic dobrego, bo nie było do końca naturalne. Nie mieli w zwyczaju milczeć, czy emanować chłodem.

To musiało się wkraść między nich prędzej, czy później. Nie dało się udawać, że wszystko było w porządku, nie było. Niedopowiedzenia im nie służyły, powinni o tym pamiętać, bo przecież już swoje przez nie przeżyli. Nie chciała tego powtarzać, ale łatwiej było pomijać pewne fakty. Nie powinna podążać tą drogą, nie miała w zwyczaju wybierać łatwiejszej ścieżki. Trudności ją nie przerażały - zazwyczaj. Sytuacja która wisiała w powietrzu różniła się jednak od tego, co znała. Naprawdę bała się, że może wszystko popsuć, dlatego próbowała zachowywać się inaczej, niż miała w zwyczaju. To też nie było zdrowe, bo przecież to nie była ona. Grała kogoś, kim nie była. Czy nie powinni być ze sobą szczerzy?

Nie chciała go stracić, tego była pewna, ale czy powinna tylko dlatego się dystansować? Obawiała się, że mógłby ją przekreślić za ten wyczyn, którego dzisiaj dokonała. Zachowała się bardzo niedojrzale, ale z drugiej strony nie było to coś nowego dla niej. Po części taka była, kierowała się uczuciami, a dzisiaj kierowała nią złość, chciała dać jej upust.

Nie spodziewała się tego, że zakończy się to w ten sposób, nie zakładała, że zrobi sobie krzywdę. Miała do siebie żal o to, że powinna lepiej przewidywać konsekwencje swoich czynów. Nie chciała, aby w nią wątpił. Wydawało jej się, że wyczuwała to z jego strony. Teraz jeszcze zaczęła się wycofywać, potulnie brała na siebie odpowiedzialność za to, co się między nimi wydarzyło, chociaż nie była to tylko jej wina. Nie miała w zwyczaju chować głowy w piasek, unikać konfrontacji.

- Tak, już niedługo będziemy to mieć. - Dom. To był aktualnie jej priorytet. Naprawdę chciała z nim zbudować to miejsce, zależało jej na tym, aby byli tutaj szczęśliwi. Tylko, czy gdzieś nie umknęło im coś ważnego? Wydawało jej się, że to co razem tworzyli było całkiem dobre. Próbowali odnaleźć się w tym, co los im rzucił pod nogi. Na pewno to, że zaczęli na siebie patrzeć w ten sposób nie było przypadkiem, wiedzieli o sobie wiele, nie przeszkadzało im to, kiedy wchodzili w tę relację, dlaczego więc nie poruszali tych kwestii, które każde z nich chowało gdzieś głęboko.

Nie mogli udawać, że są normalni, nie byli. Do tego też już udało im się dojść podczas jednej z kłótni. Nie byli typową parą, która miała wieść spokojne życie. Nie znała wielu związków, jednak nie wydawało jej się, żeby kiedyś spotkała kogoś o podobnych problemach. Może niepotrzebnie spoglądała na to w ten sposób, to nie były problemy, to były ich życia, przyzwyczajenia, których nie mogli zmienić, ani się ich pozbyć. Nie byli prostymi ludźmi, chociaż mówili o sobie, że są, wręcz przeciwnie, raczej mocno skomplikowanymi.

Przewróciła oczami, a przy okazji ciężko westchnęła. Nie podobało jej się to, że tak zareagował na jej słowa, odechiało mu się? I co ona miała z tym niby zrobić. Jej też się odechciało wszystkiego. Miała chęć po prostu zawinąć się w koc i przeczekać to wszystko, licząc na to, że jednak to jakoś samo rozejdzie się po kościach. Szkoda, że to nie było możliwe. Musieli coś z tym zrobić.

- Myślałam, że jestem kimś więcej, niż tylko pacjentką. - Nie było to może szczególnie ambitne posunięcie, ale zdecydowała się po nie sięgnąć. Nie podobało jej się to, że podchodził do niej z takim dystansem, jakby faktycznie była tylko jego kolejną pacjentką. Wolałaby, żeby nią potrząsnął, powiedział, co o niej myśli. Wszystko było lepsze od tego chłodu, którym emanował. Wcale nie doceniała tego profesjonalizmu, wręcz przeciwnie, wkurzał ją okropnie.

- Z tego, co pamiętam, mówiłam raczej coś zupełnie odwrotnego. - Yaxley lubiła konkrety, wolała wiedzieć na czym stoi, nie znosiła niepewności. Czuła się wtedy trochę jakby miotała się w klatce pełnej niedomówień, i nie mogła znaleźć z niej wyjścia. Nie znosiła domyślać się, to nie było w jej stylu, ceniła sobie prostotę w konwersacjach, konkrety - na tym jej zależało. Dzisiaj jej tego brakowało, wodzili się za nos, do tego dochodziło do niepodobne do nich zachowanie. Zaczynała się gubić w tym wszystkim, zdecydowanie tego nie kontrolowała. Nie miała pojęcia, czego powinna się spodziewać.

Szczególnie, że czuła, że dała dupy, że może być dla niego niewystarczająca, że może nie tego się spodziewał, kiedy wchodził w tę relację. Jasne, nie mówiła, że przestanie zajmować się tym, co robiła od zawsze, ale może wydawało mu się, że z czasem bardziej spasuje, że się wycofa, że będzie w stanie dla niego więcej poświęcić, może powinna to zrobić? Bała się, że to było to, czego od niej oczekiwał i co jeśli nie będzie w stanie mu dać tego wszystkiego? Czy pozbędzie się jej ze swojego życia? Była kłopotem, chodzącym chaosem pełnym nieprzewidywalności. Niszczyła wszystko co miało jakikolwiek sens. Nie byłaby to dla niej nowość. Nie bez powodu przecież raczej nie otaczała się ludźmi, była trudna, ciężko było z nią żyć. Miała tego świadomość. Martwiło ją to, że to nie było to, czego oczekiwał i że nie była w stanie mu zaoferować czegoś więcej.

To była prawda. Nie czuła, żeby istniał ktoś inny, którym byłaby w stanie zainteresować się w ten sposób. Byli do siebie tak bardzo podobni, że ją to przerażało. Może przez to się tego tak bała. Nie chciała, żeby się poróżnili, bo mogło to spowodować, że wszystko zakończyłoby się bardzo szybko. Potrafiła być podła, nie zawsze panowała nad swoimi słowami, umiała zrazić do siebie ludzi, kiedy tylko chciała. Milczała dzisiaj, bo nie chciała doprowadzić do szkody. Naprawdę zależało jej na tej relacji, jak na żadnej innej. Tak naprawde nigdy jeszcze nie była w nikim tak szaleńczo zakochana. Może nie zdarzyło jej się nazwać tego wprost, ale mógł się tego domyślić. Naprawdę robiła co w jej mocy, żeby tego nie spierdolić raz, a dobrze. Gubiła w tym siebie, tę prawdziwą, ale miala dobre zamiary. Próbowała być ostrożna, co nie leżało w jej nawyku.

Pocałunek spowodował, że odsunęła od siebie większość tych nieprzyjemnych myśli, które jeszcze chwilę temu wzbudzały w niej niepokój. Przerażało ją to, że mógł chcieć trzymać ją na dystans. Łatwo było się w tym zatracić, bo to było to, czego potrzebowała. Najchętniej po prostu by w nim zatonęła i zapomniała o tym wszystkim, wiele razy tak robili. Wybierali tę prostą drogę. To było to, czego potrzebowało jej ciało. Pragnęło jego obecności, bez względu na to, co się między nimi wydarzyło. Służyło jej to, nie skupiała się na niczym więcej, a jedynie na tej chwilowej przyjemności, którą jej dawał. Nie mogła się nasycić tym pocałunkiem, chętnie przyjęłaby więcej, tyle, że wiedziała, że to nie jest metoda. Mogli tak robić bez końca, odwracać uwagę od problemów i skupiać się na przyjemnościach. Dotychczas to działało, ale nie na tym chyba powinno polegać wspólne życie, nie mogli uciekać od trudu, od problemów, tylko musieli znaleźć jakiś sposób, aby z tym sobie poradzić. To była niezbyt przyjemna prawda.

Z jej ust wymsknął się dźwięk rozczarowania, kiedy się od niej odsunął, nie potrafiła nad tym zapanować, ale wiedziała, że to jest konieczne. Nie zamierzała udawać, że jej to odpowiada. Zdecydowanie wolałaby kontynuować te przyjemniejsze rzeczy. Czuła jednak, że to dzisiaj miało dojść do wyjaśnień. Nie miała pojęcia, jak zakończy się ten niepokój, czy uda im się dojść do jakiegoś porozumienia, ale wiedziała, że już nie zamiotą tego pod dywan, nie było już tam więcej miejsca. Zresztą okazało się, że było to raczej niekorzystne.

- Jasne. - Jeśli chodzi o jego uzdrowicielskie polecenia, to nigdy ich nie negowała. Zawsze wykonywała wszystko, co mówił. Wiedziała, że tutaj w ogóle nie ma pola do dyskusji. Nakazywał jej pić eliksir - robiła to, piła go do dna. Miała świadomość, że nie było szans, aby od tego uciekła. Nie chciała zresztą negować jego doświadczenia, on już raz uratował jej życie, była chodzącym dowodem na to, że był profesjonalistą.

Przejęła od niego kubek wypełniony miksturą i wypiła zawartość jednym haustem, nawet się przy tym nie skrzywiła. Wlewała w siebie zdecydowanie gorsze rzeczy podczas swojego życia.

Eliksir przyniósł oczekiwany efekt. Ból już nie był taki intensywny, zaczął znikać. Może wcale nie było to takie dobre, bo mogła się na nim skupić, odciągał jej uwagę od tego napięcia między nimi, teraz zaczęła ponownie wracać do tych nieprzyjemnych myśli. Nigdy chyba jeszcze nie czuła takiego niepokoju, wiedziała, że nie ma żadnego wpływu, na to do czego zaraz dojdzie.

Wtedy zaczął mówić. Zniknął w części kuchennej, mógł jednak czuć na swoich plecach jej spojrzenie, nie spuszczała z niego wzroku nawet na sekundę. Wpatrywała się w sylwetkę mężczyzny. Chętnie znalazłaby się z nim w tej kuchni, obserwowała jak przygotowuje jej posiłek, ale czuła, że ten dystans może faktycznie był im potrzebny.

Był dobrym człowiekiem, przynajmniej dla niej, nigdy nie uważała, że jest złym człowiekiem. Nie wiedziała dlaczego zaczął to tak pompatycznie. Czy dała mu powody do tego, aby w siebie wątpił? Oby nie, nie mogła do tego doprowadzić. Miała nadzieję, że to nie wynikało z czegoś co powiedziała, lub zrobiła.

Słuchała uważnie tego, co do niej mówił. Nie zamierzała się wtrącać, przynajmniej póki nie ułyszy wszystkiego, wiedziała, że to mogło być dla niego trudne i gdyby niepotrzebnie weszła mu w słowo, to mógłby nie mieć okazji dokończyć swoich myśli.

Dlatego właśnie słuchała, przynajmniej jak na razie, bardzo uważnie. Nie miała pojęcia dokąd zamierzają, ale liczyła na to, że nie do końca. Bała się, że postanowi ją zostawić. Nigdy nie sądziła, że mógłaby się tego lękać. Najwyraźniej jednak i ona była się w stanie do kogoś tak mocno przywiązać, czego nigdy nie zakładała, nie sądziła, że w ogóle będzie to możliwe. Musiała sobie jakoś z tym poradzić, bo nie była w stanie tego zmienić.

Milczała, nie odzywała się ani słowem, pozwalała mu mówić. Analizowała każde słowo, każde zdanie. Próbowała zrozumieć do czego zmierza. Nie musiał się jej tłumaczyć. Rozumiała, że chciał jej opowiedzieć o tym, czym się zjamował, ale w jej oczach nie był złym człowiekiem. Moralność panny Yaxley istniała, jednak była ona nieco wątpliwa. Sama kierowała się w dużej mierze zarobkiem, to było dla niej dość istotne, kiedy prowadziła interesy. Niekoniecznie przejmowała się tym, kogo dotyczą. Nie było to dla niej ważne, liczył się zarobek i dobra zabawa, kiedyś bardziej, teraz nieco mniej, bo starała się nie ryzykować. Nie obchodziło jej z kim prowadzi interesy, zaopatrywała ludzi w komponenty, które były im potrzebne do tworzenia różnych rzeczy. Nie miała problemu z tym, aby polować na stworzenia, które znajdowały się pod ochroną, była kłusowniczką, zresztą o tym też mu już kiedyś powiedziała.

Zastanawiała się skąd brały się w nim wątpliwości co do tego, czy odpowiada jej to, czym się zajmuje. Sama nie była święta, nie była krystalicznie czysta i nigdy tego przed nim nie ukrywała.

W jej oczach świat nie był czarno-biały, raczej szary, nie rozpatrywała świata jako dobrego i złego, ludzi tak samo. Liczyło się coś więcej.

Nie spodziewała się może tego, że świadczy, aż tyle różnorakich usług. Miała świadomość, że ta wiedza może być cenna dla wielu osób, niekoniecznie dobrych, nie kiedy chodziło o Nokturn. Czy jej to przeszkadzało? Nie. Ktoś musiał się tym zajmować, wiedziała, że kiedy raz się w coś weszło, to trudno było z tego wyjść. Nie uważała tego za coś złego. Ona także nie potrafiła zrezygnować.

Na pewno miał więcej doczynienia z ludźmi, tymi wątpliwymi, to ją tylko trochę przerażało, bo wiedziała, czego może spodziewać się po nim, nie miała jednak pojęcia na co ich stać. Mogli chcieć go skrzywdzić, to jedynie wzbudzało w niej negatywne emocje.

Pozwalała mu mówić dalej, mógł podzielić się z nią wszystkim, co leżało mu na sercu. Nadal analizowała każde słowo, próbowała to sobie jakoś ułożyć w głowie. Nie było to wcale takie łatwe, jakby się mogło wydawać. Ambroise świadczył najwyraźniej sporo usług na Nokturnie, więcej niż ona, wydawało jej się, że sama jest dosyć mocno umoczona w ten nie do końca miło widziany biznes, ale on siedział w tym wszystkim głębiej od niej. Nie zamierzała tego negować, w ten sposób chciał żyć, liczyła jednak na to, że znajdzie się w tym świecie miejsce dla niej.

Nie do końca wyobrażała sobie siebie jako kogoś kto stał z boku. Nie była nauczona ignorowania pewnych faktów. Nie potrafiła siedzieć bezczynnie mając świadomość, czym on się zajmuje. Nie była taką kobietą.

Nie podobało jej się to, że traktował ją jak problem. Wtedy pierwszy raz podczas tego, co mówił pojawiły się w jej oczach iskry, miała zamiar mu się wtrącić w to co mówił, ale jakoś udało jej się nad tym zapanować. Nie chciała być uznawana za problem. Musiał zobaczyć, że jest czymś więcej. Mogła być jego wsparciem, mogli to robić razem, tyle, że ktoś mógł wykorzystać ich więź, tego też była pewna. Nie mogli być parą, która razem prowadziła nielegalne interesy, bo to się prosiło o to, aby zniszczyć ich sielankę, komuś na pewno mogłoby się to nie spodobać. Nie chciała być jego słabością, musiała być jego siłą.

Nie potrzebowała jego zapewnien o tym, że jej nie skrzywdzi. Wiedziała, że by tego nie zrobił, przy nikim nie czuła się tak bezpiecznie jak w jego obecności, nie musiał jej o tym mówić, nigdy nawet przez myśl by jej to nie przeszło. W jej oczach Ambroise nie był złym człowiekiem. Nie zmieniało tego też to, o czym jej opowiadał. Jasne, trochę tego było, ale to nic nie zmieniało.

Nie miało wpływu na to, co do niego czuła. Kurwa, szalała za nim, nie potrafiła sobie wyobrazić swojego życia bez niego. Na całe szczęście doszło do niej to, że on chyba też nie chciał z niej rezygnować. To wiele dla niej znaczyło. Nie wybierali prostej drogi, to nie było im pisane, musieli się jakoś odnaleźć w tym nie do końca jasnym świecie, w którym przyszło im żyć.

Odezwała się dopiero po chwili, musiała zastanowić się nad tym, co chciała powiedzieć, to wcale nie było takie proste zważając na to, ile jej dał od siebie. Musiała odwdzięczyć mu się tym samym, czuła, że jest mu to winna.

- Masz świadomość tego, że ja nie jestem krystalicznie czysta, prawda Roise? - Nie była jedną z tych niczego nieświadomych dziewcząt, które żyły w idealnym świecie. Dosyć szybko znalazła swoje miejsce, wiedziała gdzie i co chce robić. Nie przeszkadzało jej to, że u niektórych mogło wzbudzać to wątpliwości.

- Nie spodziewałam się, że jest tego tyle... - Nie słychać było w jej głosie jednak rozczarowania, a lekkie zdziwienie. Nigdy dotąd nie wspominał jej ze szczegółami o tym, czym się zajmował. Była mu wdzięczna za to, że wreszcie się przed nią otworzył, to wiele dla niej znaczyło, to świadczyło o tym, że jej ufał.

Podsunęła się w końcu na kanapie na której leżała, wolała zmienić nieco pozycję, chciała widzieć go wyraźniej, przynajmniej jego sylwetkę.

- Nie wątpię w słuszność tego, czym się zajmujesz, nie ocenię twojej moralności, zresztą zupełnie mi to nie przeszkadza, sama bowiem często podejmuję decyzje, których inni nie potrafią zrozumieć. - Nie przeszkadzało jej to wcale, to nie było coś, co mogłoby ją od niego odsunąć. Nie należała do osób, które uważały, że nie była to nisza, w której mieli prawo się odnaleźć, wręcz przeciwnie. Uważała, że warto było szukać różnych możliwości.

- Bardziej martwi mnie to, że nie wiem, czy potrafię stać z boku, wiem, że ten świat jest niebezpieczny, a ja nie umiem przymykać oczu, nie jestem dziewczyną którą zamkniesz w domu z dala od wszystkiego, zwariowałabym wtedy, odchodziłabym od zmysłów zastanawiając się, czy do mnie wrócisz. - To była dla niej najtrudniejsza część. Nie miała pojęcia w jaki sposób mogliby sobie z tym poradzić. Nie sądziła, żeby chciał ją tam wpuścić, pozwolić jej wejść do tego świata, chociaż czy po części właściwie już do niego nie należała? To był też jej świat, może nie tak bardzo, jak jego, ale również w nim bywała. To nie powinno ich ograniczać, to nie powinno być ich problemem.

- Nie chcę być twoją komplikacją, nie chcę być słabością, uważam, że powinieneś we mnie widzieć siłę. - Musiała się tym z nim podzielić. - Wiem, że to nie brzmi rozsądnie, ale nie chcę się o ciebie martwić, chcę cię wspierać w tym wszystkim, szczególnie, że mam pewne umiejętności, to nie tak, że się do tego zupełnie nie nadaję. - Tak, zamierzała sobie właśnie zrobić całkiem niezłą reklamę, chociaż czuła, że to nie wypali.

- To nie tak, że zamierzam ci się narzucać, nie wiem, musimy znaleźć jakieś rozwiązanie, żebym mogła wiedzieć co się z tobą dzieje, żebym mogła ci pomóc, jeśli coś pójdzie nie tak. - Szukała rozwiązania, jeszcze go jednak nie znalazła, ale nie zamierzała się poddawać, nie zawsze było lekko, ale nie zmieniało to faktu, że zamierzała się od niego odsunąć. Był jej, nie wypuści go tak łatwo z rąk.

- Naprawdę myślałeś, że to jest powód dla którego miałabym od ciebie odejść? - Nie mogła zrozumieć tego zwątpienia w nią, czy sądził, że tak łatwo ją wystraszyć? Nie, panna Yaxley nie bała się niczego, no może poza jedną rzeczą, bała się o niego, o to, że go kiedyś straci. To był jej największy lęk.

- Czy tego chcesz, czy nie, zakochałam się w tobie. - Poczuła, że pali ją gardło, kiedy powiedziała o tym na głos, ale mieli być ze sobą szczerzy, czyż nie? To był chyba odpowiedni moment, aby o tym wspomnieć.

- Zakochałam się w tobie do szaleństwa, i nie zamierzam kiedykolwiek z tego rezygnować. - Tak, to było jedyne, czego była pewna. - Bałam się jednak, że cię zawiodłam, że nie chcesz mnie takiej... - Czuła się współwinna, może nawet bardziej winna temu, że doszło do nich między nimi do kłótni. Geraldine od zawsze traktowała siebie, jakby była w pewien sposób popsuta, jakby coś w niej nie do końca działało. Zawsze szukała ucieczki, wolności, chociaż odrobiny. Potrzebowała tego, bo inaczej mogłaby się udusić w złotej klatce, wiedziała, że nie chciał jej ograniczać, ale czy z czasem to, czym się zajmowała nie stało by się, az nadto problematyczne? Czy wtedy nie postanowiłby jej zostawić.

- Mnie też zdarza się ryzykować, czasem nie myślę jasno, nie zawsze wszystko idzie po mojej myśli, zdarza się, że tak, ale czasem jest jak dzisiaj. Nie chcę być twoim kłopotem, ale nie umiem bez tego żyć, to dla mnie normalne. - Ryzyko, które podejmowała nie było niczym nowym, dla niej to był standard, ale teraz nie była w tym sama, teraz starała się robić wszystko tak, aby nie musiał się o nia martwić, wiedziała, że nie jest to możliwe stuprocentowo, ale starała się nie dawać mu niepotrzebnych powodów ku temu.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (25729), Geraldine Greengrass-Yaxley (22689)




Wiadomości w tym wątku
[08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 15:19
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 17:59
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 19:39
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 20:21
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 22:31
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 23:28
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.10.2024, 02:55
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.10.2024, 11:39
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.10.2024, 20:20
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.10.2024, 22:14
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 00:12
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 11:18
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 13:05
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 15:05
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 19:10
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 22:18
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.10.2024, 00:29
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.10.2024, 13:43
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.10.2024, 18:08
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.10.2024, 22:47
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.10.2024, 14:36
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.10.2024, 00:26
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.10.2024, 13:46
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.10.2024, 21:19
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.10.2024, 23:26
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 00:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa