• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine

[08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#20
15.10.2024, 22:47  ✶  

Ger również błądziła. Nie do końca wiedziała jak powinna to ugryźć, aby udało się znaleźć jakieś rozwiązanie, nie poddawała się jeszcze, wierzyła, że istnieje jakieś wyjście, że uda im się je znaleźć. Nie mogli karać się milczeniem, to nie było dla nich dobre. Nie służyło im wcale, wybrali dzisiaj jednak właśnie tę metodę. Była męcząca, ale może dzięki temu zaczęli dostrzegać głębię tego problemu. Ignorowali jego źródło bardzo długo, udawali, że nie istnieje, że to ich nie dotyczy. To nie było dobre. Nie mogli wybudować zdrowej relacji na takich niedopowiedzeniach. Miała tego świadomość. Martwiło to ją okropnie, próbowała się w tym odnaleźć, ale czuła że to wcale nie będzie takie proste, będzie ich pewnie sporo kosztowało, na pewno pojawią się konsekwencje tego, że nie poruszali pewnych tematów praktycznie nigdy. Brnęli do przodu, zaszywali się w tym miejscu, jakby nigdy nic, jakby byli zupełnie normalnymi ludźmi, tyle, że no nie byli. To musiało się kiedyś rozsypać, czy im się to podobało, czy nie. Kiedyś musiało ich zacząć męczyć to wszystko, co nie zostało wypowiedziane.

Nie, żeby zamierzała lekceważyć swój stan, bo wiedziała, że nie skończyła tego wieczoru najlepiej, jednak nie wydawało jej się też, aby było jakoś fatalnie. Bywało gorzej, zdecydowanie. Tyle, że przed nim nie była w stanie nic ukryć. Widział każde, nawet najdrobniejsze zadrapanie, nic się przed nim nie ukrywało. Znaczy akurat dzisiaj trudno nie było zauważyć jej urazu, bo ledwie ciągnęła za sobą nogę, ale to nie było istotne.

- Pozostaje mieć nadzieję, że kiedyś to powtórzymy w trochę innej formie. - Wiedziała, że na pewno zdarzy jej się jeszcze wiele razy wrócić do domu w podobnym stanie, nie mogła udawać, że nie była tego świadoma. Miała jednak nadzieję, że Ambroise choć trochę się z tym oswoi, że nie będzie reagował w ten sposób. Niby nie mogła tego od niego wymagać, ale może chciała sprawić, żeby choć trochę przymykał oko na te jej wybryki. Taki już miała zawód, wypadki się zdarzały, szczególnie łowcom.

Ciążyło jej to, że tak sobie wokół siebie krążyli. Nie miała pojęcia, które z nich pęknie jako pierwsze, które zacznie postępować w odpowiedni sposób. Reagowała na dystans dystansem. Może zupełnie niepotrzebnie, może powinna przeciwwstawić się temu schematowi, to jednak nie było wcale takie łatwe, szczególnie kiedy wiał od niego taki chłód. Powodowało to, że i ona zaczęła zamykać się w sobie, i przepadać w tych wszystkich myślach, które nie dawały jej spokoju, mąciły jej w głowie. Zaczęła się martwić o to, że faktycznie może doprowadzić ich to do momentu, w którym nie chciałaby się znaleźć. To nie mógł być początek ich końca, przecież ledwie zdążyli rozpocząć wspólne życie, miało trwać nieskończenie, przynajmniej w jej założeniach.

Nie umiała jednak w tej chwili sięgnąć po szczerość. Powróciły te obawy, które wydawała się mieć za sobą. Znowu czuła to dziwne uczucie, niepokoiło ją to, że mogłoby mu się nie spodobać to, co miała mu do powiedzenia, tak nie powinno się dziać, bo przecież nie musieli przed sobą nic ukrywać. Nigdy nie dawał jej powodu, aby mu nie ufała, jakiej głupoty by nie palnęła to nigdy jej nie skreślał. Wypadało, aby znowu powiedziała co jej leżało na sercu, ale nie umiała tego zrobić. Wiedziała, że źle się dzieje, że powinna znowu przełamać to, co się między nimi działo, ale chyba jeszcze nie była na to gotowa, nie kiedy wkradło się między nich tyle chłodu.

Pocałunek okazał się być nadzieją, że nie wszystko jeszcze stracili, że może to było tylko głupie nieporozumienie, że jeszcze mają szansę wrócić do tego co dobre, a może nawet uzyskać coś jeszcze lepszego? Tak nie całowała osoba, która miała ochotę zrezygnować z tego, na czym jej zależało. Na pewno nie zdaniem Geraldine. Nie mogła dłużej myśleć o tych wszystkich negatywnych emocjach, musiała je porzucić i skupić się na tym, co było dobre. Upewniła ją w tym ta chwilowa bliskość, jego obecność. Okropnie jej łaknęła, chociaż zdawała sobie sprawę, że nie zdrowe było walczenie z problemami, które się pojawiły w ten sposób. To było tylko pozorne, chwilowe, nie powodowało, że powód kłótni znikał. Nie teleportował się magicznie z ich życia, mimo, że bardzo by tego chciała. Wiedziała, że może czekać ich ciężka przeprawa, jeśli chcieli mieć jeszcze co ze sobą budować. To było nieuniknione. Długo to odwlekali, ale nie miało ich to ominąć. Tak, szkoda, że doszli do tego dopiero po tym, kiedy spotkało ich ponownie coś nieprzywidywalnego i niekoniecznie dobrego. Łatwiej było rozmawiać o wszystkim kiedy nastroje nie były aż takie podłe i wisielcze.

Geraldine miała aż nadto czasu na myślenie. Leżała na tej kanapie i nie do końca wiedziała, co powinna ze sobą zrobić, nie miała czym zająć dłoni, więc po prostu mięła w nich koc. Było jej całkiem przyjemnie dzięki temu ciepłu które biło od kominka, chociaż w duszy nadal czuła lekki chłód. Nie sądziła, że pozbędzie się go szybko. Raczej nie dało się tego szybko doprowadzić do porządku. Była zła na siebie, na niego, na cały świat. Wszystko niepotrzebnie się skomplikowało, tak, jakby tak naprawdę od zawsze nie było skomplikowane... Niepotrzebnie się oszukiwała. To był po prostu moment eskalacji, który musiał się pojawić. Nie dało się tego uniknąć.

Yaxleyówna nie chciała mu przerywać, bo bała się, że to mogłoby go wybić z rytmu, dlatego tak potulnie siedziała i słuchała, nie łatwo było jej trzymać język za zębami. Bała się, że później pominie coś istotnego, że może nie określi mu do tego, co o tym wszystkim myślała. Skoro już zaczęli temat to wypadałoby, aby doprowadzili tę rozmowę do końca, bez względu na wszystko. Nie łatwo było ją zacząć, nie spodziewałaby się, aby prędko próbowali to zrobić ponownie, dlatego też naprawdę mocno się skupiła, aby nie pominąć niczego ważnego. To było dla niej istotne. Była nieco zmęczona, więc nie była przekonana, że okaże się jakimś mistrzem konwersacji, ale zamierzała spróbować, właściwie to taka okazja mogła się nigdy więcej nie pojawić, a chciała o nich zawalczyć. Tak, to było dla niej najważniejsze w tej chwili.

Jeśli chcieli stworzyć ze sobą coś trwałego musieli przebrnąć przez te niewygodne tematy, określić swoje oczekiwania, to było istotne. Musiała się upewnić, że nie zechce jej od siebie odsunąć, nie wiedzieć czemu, jak zawsze zakładała bowiem najgorszą opcję, nie była optymistką, o czym powinien wiedzieć, raczej podchodziła do świata jako do parszywego miejsca, które ciągle rzucało jej kłody pod nogi. Nie nastawiała się na to, że sielanka będzie trwała długo, bo nigdy jej to nie spotykało. Los jej nie sprzyjał, oczywiście widziała w tym nieco swojej winy, bo nie była człowiekiem, który ułatwiał sobie życie, wręcz przeciwnie, raczej w drugą stronę. Pochopne decyzje, które podejmowała raczej utrudniały jej egzystencję na tym świecie.

Przewróciła oczami, kiedy zaczął ironizować, nie widział tego, bo nadal stał do niej odwrócony plecami. Wiedziała, że nie jest jakoś mocno zaangażowana w nielegalne interesy, ale to nie oznaczało, że trzymała się od nich na dystans. Wystarczyło, że ktoś potrafił ładnie się zareklamować, obiecać odpowiednią zapłatę, a byłaby mu gotowa pomóc, bez zbędnych pytań. Nie uważała jednak, że to mogło przynosić zwątpienie co do jej moralności. Miała swoje zasady, którymi się kierowała, jakieś tam istniały w jej życiu. Wydawało jej się więc, że to nie była najgorszym człowiekiem, na pewno po świecie chodzili gorsi od niej.

- Co nieco na pewno wiesz. - Ale czy wiedział wszystko? W sumie jej działalność nie była szczególnie skomplikowana, dostawała zamówienie, realizowała je, dostarczała towar i znikała. Czasem jeszcze zdarzało jej się przemycać jakieś artefakty podczas swoich zagranicznych podróży, czy pomagać w jakichś nieszczególnie skomplikowanych misjach, zresztą na jednej z nich spotkała Ambroisa, ale nic więcej. Nie posiadała szczególnie przydatnych umiejętności, jej potencjał został chyba odpowiednio wykorzystany.

- To nie tak, że to jest przytłaczające, tylko muszę sobie wszystko poukładać w głowie. - Najlepiej, jakby zrobiła to szybo, co wcale nie było takim prostym rozwiązaniem, bo była zmęczona. Jej mózg nie pracował najszybciej, a dostał aktualnie naprawdę sporą dawkę informacji. Potrzebowała się na tym wszystkim skupić, żeby niczego nie pominąć. Przeniosła na chwilę wzrok na płomienie tańczące w ognisku, może one pomogą jej uporządkować myśli? Nie, to nie zadziałało.

Doceniała jego szczerość, naprawdę była mu wdzięczna za to, że wreszcie postanowił się przed nią otworzyć. To mogło im się pomóc uporać z tym wszystkim, co aktualnie się między nimi działo. Potrzebowała prawdy, musiała wiedzieć, czego powinna się spodziewać. Wypadało, aby się przygotowała na to co mogło ją spotkać w dalekiej lub niedalekiej przyszłości.

- Tak, nie jest szczególnie sprecyzowana. - Sama pewnie nigdy nie pokusiłaby się o ocenianie słuszności, były rzeczy, które każdy widział na swój sposób, odbierał inaczej, to była jedna z tych rzeczy. Nie wydawało jej się, aby była osobą, która mogłaby oceniać czyjeś pobudki.

Nie zamierzał jej odciąć. Ulżyło jej, kiedy to usłyszała. Nie miał zamiaru trzymać jej z daleka, to dobrze, będzie mogła być dzięki temu spokojniejsza. Zresztą powoli upewniała się w tym, że nie zamierzał jej zostawić, co też nieco zmieniło jej nastawienie do tej rozmowy. Tak właściwie, to czy w ogóle by z nią o tym wszystkim dyskutował, gdyby chciał, żeby zniknęła z jego życia, nie. To dobrze, mogła być spokojniejsza, nie musiała się denerwować tym, że prowadziła ona do ich końca.

- Wszystko jest lepsze od milczenia. - Nie znosiła go. Nie potrafiła zaakceptować dalszego omijania tych kwestii, nie chciała zostać pozbawiona tej podstawowej wiedzy. Wydawało jej się to, że faktycznie dzięki prawdzie może się wiele zmienić. Nie oczekiwała oczywiście, że postanowi przyjąć ją pod swoje skrzydła i postanowi, aby została jego wspólniczką. To tak nie działało. Jednak, kiedy uzyska wiedzę to przynajmniej będzie miała świadomość na co się pisze, co może go czekać. To było zdecydowanie lepsze od niewiedzy, którą miała teraz.

Zdawała sobie sprawę, że to nie było proste, bo wszystko wydawało się być dosyć złożone, nie zakładała, że Ambroise jest tak mocno zaangażowany w te swoje interesy na Nokturnie, to trochę zmieniało postać rzeczy, aczkolwiek wcale nie powodowało, że zamierzała go od siebie odsunąć, wręcz przeciwnie, to, co do niego czuła było na tyle silne, że gotowa była stać obok niego, w końcu się z nią tym podzielił, nie miał zamiaru całkowicie jej odsunąć. Wiele to dla niej znaczyło, bo wiedziała, że mało kto dzielił się takimi informacjami z bliskimi, nawet jeśli miała nie dostać konkretów to i tak dawała jej sporo. Nie miała pojęcia ile go to kosztowało, ale naprawdę cieszyło ją to, że się na to zdecydował. Może faktycznie mieli jeszcze szansę zbudować coś naprawdę silnego? Tak, coraz bardziej była skłonna w to uwierzyć.

Widać było, że zmieniał im się tok myślenia, że zastanawiali sie nad tym, co zrobić, aby jakoś ułatwić im egzystencje w tym trudnym świecie, w którym przyszło im żyć. Jasne trochę sami zadecydowali o tym, że tak będzie wyglądało ich życie, ale teraz było już zbyt późno nad zastanawianiem się nad wyborami, które zostały podjęte w przeszłości. Nie miała zamiaru prosić Ambroisa, aby z tego rezygnował dla niej. Wiedziała, że w ogóle nie ma takiej opcji, nie potrafiłaby ograniczać jego wolności, nie zniosłaby myśli, że jest przez nią nieszczęśliwy i się dusi w tym, co próbowali razem stworzyć. Może była w tym lekka hipokryzja, bo zależało jej również na tym, aby on nie ograniczał jej. Wydawało jej się, że pod tym względem rozumieli się doskonale. Mieli świadomość o swoich przyzwyczajeniach, których nie dało się zmienić.

- To dobrze, cieszę się, że nie jesteś sobie w stanie tego wyobrazić. - Kamień z serca, bała się, że mógłby kiedys tego od niej wymagać. Miała świadomość, jak były traktowane kobiety w ich świecie, nie, żeby Ambroise kiedykolwiek dał jej podstawy, żeby brała go za jednego z tych pojebów, ale wolała mieć pewność, że zdaje sobie sprawę z tego, że w ogóle nie było takiej możliwości, żeby była jedną z tych pięknych, eleganckich kobiet, które opiekowały się ogniskiem domowym. Zapewne popadłaby wtedy w obłęd i sama doprowadziła się do autodestrukcji, pewnie prędzej niż później.

Wydawało jej się, że nie wybrał jej bez powodu. Jakaś siła przyciągała ich do siebie przez to, że tak bardzo wiele ich łączyło. Było to podobieństwo, którego raczej nigdy nie spodziewała się dostrzec u nikogo. Lubili adrenalinę, mieli podobne poglądy, spokojny dom nie był tym, czego pragnęli. Była tego świadoma, chociaż gdzieś tam zawsze pojawiały się obawy, że może to tylko chwilowe, że może nie było prawdziwe? Nie, odsunęła te myśli, bo dążyli właśnie ku temu, aby było między nimi jeszcze lepiej.

Potwierdził to, co przed chwilą pojawiło się w jej głowie. Nie miała jednak żadnych urojeń, podchodził do tego w ten sam sposób, co ona. On też dostrzegał to dziwne połączenie, kamień z serca, że nie dotyczyło to tylko jej i nie było urojeniem. - Musimy spróbować. - Tak, nic nie musieli, chociaż w tym przypadku nie chciała brać w ogóle innej możliwości pod uwagę. Czuła, że faktycznie muszą to zrobić, nie wybaczyłaby sobie, gdyby nie zdecydowała się na próbę.

Spodziewała się tego, że będą sprawy od których będzie chciał ją odciąć. Zdawała sobie sprawę, że mógł się martwić o jej bezpieczeństwo, wspominał o tych ludziach, których znał, to nie były osoby o dobrej reputacji. Mimo wszystko sugerował, że jej od tego całkowicie nie odetnie, tylko nie będzie chciał, aby się w to angażowała. W sumie to już było spore, bo dostawała wiedzę, a przecież na tym jej najbardziej zależało, to nie tak, że miała z nim teraz chodzić za rączkę po Nokturnie i załatwiać z nim wszystkie interesy u jego boku. Nie była głupia, wiedziała, że taka opcja nie jest możliwe, bez względu na to, czy by chciała, żby tak było.

- Nie zamierzam ci tego utrudniać. - Miała świadomość, że nie mogła próbować sama się w to mieszać. Jasne, bywała narwana, nie zawsze nad sobą panowała, ale wiedziała jakimi zasadami rządzi się ten świat, była w stanie się zgodzić na ten warunek, nie musiała sięgać po więcej. Informacje naprawdę nie były najgorszą opcją, z tych które mogła dostać.

Później zrobiło się nieco mniej wygodnie. Czy Geraldine mogła mu obiecać, że nie pójdzie go szukać, jeśli nie wróci? Nie. Nie mogła. Znała siebie, wiedziała, że potrafi reagować nieprzewidzianie i chociażby dałaby mu słowo, to nic by ono dla niej nie znaczyło, jeśli nie wróciłby do domu. Przewróciłaby świat do góry nogami, aby go odnaleźć, tak, tej wersji się bardziej spodziewała. Nie potrafiła sobie wyobrazić sytuacji, w której zostawia go na pastwę losu. Nigdy przecież nie mogła mieć pewności, że nie leży gdzieś tam i nie potrzebuje pomocy. Jak właściwie mógł tego od niej wymagać.

Usta wygięły jej się w grymasie, bo nie miała pojęcia, co powinna mu powiedzieć. Nie mogła go skłamać, nie kiedy on wybierał prawdę, sama jednak wiedziała, że szczerość w tym wypadku może ich doprowadzić do nieodpowiedniego miejsca. Milczała przez dłuższą chwilę, mógł zauważyć, że wzbudziło to w niej wiele kontrowersji.

- Rozumiem. - Nie mogła zaprzeczyć, docierały do niej jego słowa. Zdawała sobie sprawę z tego, że może nie wrócić, oczywiście był to najgorszy ze scenariuszy, ale nie był niemożliwy, nie kiedy jego interesy odbywały się w tym wątpliwym miejscu. Niosło to ze sobą ryzyko, ale czyż jej praca też nie była ryzykowna? Była. Musiała mu zaufać, musiała wierzyć, że zrobi wszystko, aby do niej wrócić, że nie da się zabić. Ta opcja wydawała jej się aktualnie najlepsza.

- Wiesz, że cię zabiję, jeśli dasz się zabić? - Rzuciła może zupełnie niepotrzebnie tym komentarzem, ale musiała wiedzieć, że zdawał sobie z tego sprawę. Nie przeżyłaby takiej straty, wolała się też teraz nie zastanawiać nad tym, co by było gdyby. Te rozważania wcale nie musiały ich dotyczyć.

- Nikt nie mówił, że będzie prosto. - Szkoda tylko, że musiało to być aż tak bardzo skomplikowane, cóż nie mogli jednak nic z tym zrobić, mogli to przegadać i próbować się dostosować do tego, w jaki sposób miało wyglądać ich życie. Była bowiem pewna, że co by się nie działo nie zamierza z niego rezygnować. Yaxley nie należała do osób, które łatwo było wystraszyć. Zresztą ledwie kilka miesięcy temu sama nie wróżyła sobie zbyt długiego życia. Teraz jednak miała zamiar zestarzeć się przy nim i wiedziała, ze zrobi wszystko, aby faktycznie tak było. Czuła, że będzie miał podobne podejście do niej, że nie będzie niepotrzebnie ryzykował, na pewno też zależało mu na tym, aby przeżyć. Musiała mu zaufać.

- Jestem w stanie to zaakceptować. - Takie życie nie będzie proste, tego była pewna. Martwienie się o to, czy ukochany wróci do domu mogło ją przerosnąć, ale zamierzała spróbowac tej drogi. Do wszystkiego można przywyknąć nawet do tych ciemnych myśli, które miały jej teraz coraz częściej towarzyszyć. Powinna sobie z tym poradzić, nie była słaba, była w stanie to przetrwać, może nawet z czasem do tego przywyknąć, chociaż czy dało się oswoić z takimi myślami? Nie była pewna, nie kiedy jej na nim tak mocno zależało. Cóż, nie miała jednak zamiaru się z tego wycofać. Nie teraz, nie kiedy wiedziała, że jest wyjątkowy, że łączy ich coś ponad to, co kiedykolwiek przeżywała.

- Tak, wyrzuty nie są wskazane, zdaję sobie z tego sprawę. - Zresztą wiedziała, że wczoraj zareagowała nieodpowiednio. Zamiast się cieszyć, że wrócił do domu, może nieco poturbowany to zaczęła mu wyrzygiwać wszystkie swoje gorzkie żale. Wiedziała, że to nie może się powtórzyć, to nie było na miejscu. Na pewno po tej rozmowie, którą aktualnie odbywali zamierzała zmienić swoje nastawienie. Będzie się cieszyć za każdym razem, kiedy ponownie znajdzie się w jej ramionach, będzie doceniać każdy jego powrót do domu, szczególnie po tym co usłyszała. Tak musiało być i tyle. Na pewno nie zamierzała skłaniać go ku temu, aby zmienił swoje postępowanie, nie chciała ograniczać jego wolności, nie o to w tym chodziło. Kochała go, więc zamierzała mu zaufać. To była lepsza droga.

- Zawsze jest taka możliwość. - Rozumiała to, czy jej się to podobało, czy nie. Zdawała sobie sprawę, że może do niej nie wrócić. Było to może bardzo bolesne, ale nie mogła udawać, że nie jest prawdziwe. Ambroise pracował z różnymi osobami, kręcił się w podejrzanych miejscach, nie była głupia, wiedziała, co to ze sobą niesie. Zawsze było ryzyko, że może mu się coś stać, ktoś mógł chcieć jego śmierci. Wiedziała jak wygląda rzeczywistość i może mogło jej się to nie podobać, to nie mogła zaprzeczyć temu, że tak było. Nie mogła z tym nic zrobić, to był po prostu jeden z faktów, z którymi musiała się oswoić, tyle.

Kiedy o tym mówił brzmiało to dosyć przerażająco. Kamień w wodę... Nie była pewna, czy była gotowa zaakceptować to, że nie będzie wiedziała, co  się z nim stało. Obawiała się, że wiedziona resztkami nadziei zaczęłaby go szukać, zapewne tak by zareagowała. Nie odpuściłaby dopóki nie poznałaby prawdy, znała siebie, wiedziała, że potrafi być zawzięta i uparta. Zapewne jeszcze zechciałaby go pomścić. Odrzuciła jednak od siebie te myśli, co to były w ogóle za rozważania, jakby przyjęli już, że to w ogóle się wydarzy. Nie, nie zamierzała się na to nastawiać, wręcz przeciwnie, wolała uznać, że to się nigdy nie wydarzy, tak było prościej.

Jego kolejne słowa spowodowały u niej ciężkie westchnięcie. Czy w ogóle mógł tego od niej wymagać? To naprawdę było wiele, szczególnie przy jej nie do końca okrzesanym charakterze. Jakim cudem miałaby mu obiecać coś takiego? Nie panowała nad tym, co się z nią działo. Ścisnęła mocno dłonie, tak, że wbiła sobie paznokcie w ich wnętrze. Nie czuła jednak bólu, jej myśli zaczęły błądzić naprawdę daleko.

Czy była mu w stanie to obiecać? Nie miała pojęcia, nie chciała, żeby skończył jak Rosier, zakopany chuj wie gdzie, w środku lasu. Chciałaby ustalić co się z nim stało, kto odebrał mu życie, zrobiłaby wszystko, żeby go pomścić. To było dla niej raczej naturalnym zachowaniem. Miałaby wszystko zostawić za sobą? Jak mogłaby sobie później spojrzeć w oczy.

Miała jednak też świadomość z czego wynika ta wymuszona obietnica. Nie chciał, żeby wpakowała się w kłopoty, jasne, rozumiała, że się o nią troszczył, ale czy to była rzeczywiście taka troska jakiej potrzebowała? Pękłoby jej serce, gdyby znalazła się w takiej sytuacji, zresztą Yaxleyówna nigdy nie łamała danego słowa. Zawsze go dotrzymywała. Spowodowało to u niej dylemat moralny, czy faktycznie była gotowa dotrzymać takiej obietnicy? Cóż, pozostawało wierzyć, że nigdy nie będzie musiała tego sprawdzić.

- Obiecuję. - W końcu padło z jej ust, bardzo gorzkie, jednak wiedziała, że to było konieczne. Nie ruszą do przodu, jeśli nie będzie pewien, że była w stanie to dla niego zrobić. Cóż, mogła się poświęcić, mimo, że czuła, że rozsypała by się wtedy na kawałki.

- Nie sądzę, że gdybyś zaczął od innej strony to cokolwiek by się zmieniło. - Tak, czy siak nie zamierzała z niego rezygnować. Uczucia, którymi go darzyła były zbyt silne. Nie tak łatwo było ją wystraszyć. Teraz wiedziała na co się pisała i zamierzała jakoś sobie z tym poradzić. Nie będzie łatwo, tego była pewna, ale dla niego była w stanie zrobić wszystko. To ją przerażało nawet w pewien sposób. Nie spodziewałaby siebie o podobne deklaracje, to nie było dla niej typowe, ale nie miała zamiaru z tym walczyć, nie po tym wszystkim. Za bardzo zależało jej na tym, aby faktycznie trwali w tej relacji. Bez względu na to, co by się nie działo nie chciała z niej rezygnować, kurwa, była w stanie się dla niego poświęcić. Miała świadomość, że pewnie będzie chodzić po ścianach, kiedy będzie załatwiał swoje interesy, ale jakoś to przeżyje, jakoś sobie z tym poradzi, zresztą na pewno wynagrodzą jej to wszystko te inne chwile, które mieli razem spędzić, przecież to one aktualnie przeważały, to ich było więcej w ich skomplikowanym życiu. Zamierzała myśleć głównie o nich, do tego, co złe też będzie się w stanie z czasem przyzwyczaić, a przynajmniej taką miała nadzieję.

- Nigdy nie mówiłam, że oczekuję stabilnego życia. - To nie było coś na czym jej zależało, jedyną stabilnością jakiej potrzebowała była jego obecność w jej życiu. To jej wystarczało, cała reszta nie była istotna. Aktualnie nie była sobie w stanie wyobrazić siebie bez niego obok. Nie było to może zdrowe, ale trudno, zamierzała w to wejść, już w to weszła, bez względu na to wszystko co niosła ta relacja ze sobą. Jakoś sobie z tym poradzi, czuła, że to co razem budowali było warte tego poświęcenia.

- Jestem realistką Roise, powinieneś o tym pamiętać. - Nie zamierzała walczyć z tym kim był. Nie należała do tego typu ludzi. Zresztą wiedziała, że mogłoby to zmienić to, co między nimi było. Miała go wspierać, a nie namawiać do zmiany. Nie wyobrażała sobie w ogóle innej możliwości. Zamierzała być jego siłą,  tak jak mu wcześniej mówiła.

Nie wyobrażała sobie, że mógłby od niej wymagać zmiany pewnych nawyków, dlaczego więc sama miałaby od niego oczekiwać czegoś takiego? To nie mogło mieć miejsca, tyle, była tego pewna. Akceptowała w pełni to, czym się zajmował, mogło jej się to nie podobać, ale nie zamierzała wymagać od niego tego, żeby rezygnował z tej części swojego życia. To byłaby hipokryzja.

Zresztą wyznała mu już właściwie co do niego czuła. Nadal nie do końca wierzyła, że udało jej się powiedzieć to na głos, bo miała problem z tym, aby mówić o swoich emocjach, ale jakoś udało jej się to wydusić z siebie. Trochę nawet była z siebie dumna, bo to był właściwie pierwszy raz, kiedy zrobiła coś takiego. Nie przewidywała, że dojdzie do tego w takiej sytuacji, ale jak widać przewidywania można było o kant dupy rozbić. - No takiej, popsutej. - Czy to właściwie było słowo którego chciała użyć? Może trochę. Yaxleyówna nie miała siebie za specjalnie normalną, miała problem z mówieniem wprost o tym, co czuła. Irytowała się bez powodu, brakowało jej ciepła typowego dla większości kobiet.

- Mam wrażenie, że jestem chaosem po prostu. - Może to mogło nieco rozjaśnić to, o co jej chodziło. Nie panowała nad tym, co się wokół niej działo, nie była poukładana i ciągle pakowała się w jakieś kłopoty. Fakt, przy tym, co on jej teraz powiedział, może nie było to wcale nic wielkiego.

- Nie do końca jestem zadowolona z tego, że dzisiaj tak wyszłam i wróciłam nie tak jakbym chciała. - Tak, nadal uważała, że przegięła i że niepotrzebnie się uniosła, najwyraźniej dalej chciała go za to przeprosić. Nie dawało jej to spokoju.

- I przecież też wiedziałam na co się piszę, przynajmniej poniekąd. - Cóż, nigdy nie mówił o tym, że jest święty, wiedziała, że jest sporo spraw o których jej nie mówi i to zaakceptowała. Sporo dla niej znaczyło to, że się przed nią dzisiaj otworzył, to był naprawdę ogromny krok w ich relacji.

Nareszcie na nią spojrzał. Trochę jej nie odpowiadało, że znajdują się tak daleko od siebie podczas tej ciężkiej rozmowy, chociaż zdawała sobie sprawę, że może to im ją nieco ułatwiło. Ta odległość pomogła im jakoś przetrwać ten trudny moment.

Ulżyło jej, kurewsko jej ulżyło. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, strasznie irytowało ją teraz to, że znajdował się w kuchni, no i że nie mogła do niego podejść, trochę bała się stanąć na tą swoją uszkodzoną nogę. - Przyjdziesz tutaj, czy mam spróbować wstać? - Miała nadzieję, że rozumie o co jej chodzi, i raczej szybko zareaguje na jej słowa.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (25729), Geraldine Greengrass-Yaxley (22689)




Wiadomości w tym wątku
[08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 15:19
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 17:59
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 19:39
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 20:21
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 22:31
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.10.2024, 23:28
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.10.2024, 02:55
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.10.2024, 11:39
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.10.2024, 20:20
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.10.2024, 22:14
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 00:12
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 11:18
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 13:05
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 15:05
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 19:10
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.10.2024, 22:18
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.10.2024, 00:29
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.10.2024, 13:43
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.10.2024, 18:08
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.10.2024, 22:47
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.10.2024, 14:36
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.10.2024, 00:26
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.10.2024, 13:46
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.10.2024, 21:19
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.10.2024, 23:26
RE: [08.1966] kawalkada wszystkich naszych tajemnic || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.10.2024, 00:39

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa